Orędzie Ojca Świętego na 3. Światowy Dzień Ubogich

Orędzie Ojca Świętego Franciszka na 3. Światowy Dzień Ubogich

17 listopada 2019

„Ufność nieszczęśliwych nigdy ich nie zawiedzie”.

1. „Ufność nieszczęśliwych nigdy ich nie zawiedzie” (Ps 9, 19). Te słowa Psalmu są niesamowicie aktualne i wyrażają głęboką prawdę, którą wiara wpisuje w serce najbiedniejszych: da się odnowić nadzieję straconą w obliczu niesprawiedliwości, cierpień i niepewności życia.

Psalmista opisuje warunki, w jakich żyje biedak oraz arogancję tego, kto go uciska (por. 10, 1-10). Autor natchniony przyzywa sądu Bożego, aby przywrócona została sprawiedliwość oraz przezwyciężona nieprawość (por. 10, 14-15). Wydaje się, iż w jego słowach powraca pytanie, które zadawane jest nieustannie na przestrzeni wieków: jak Bóg może tolerować taką nierówność? Jak może pozwolić, aby biedak był upokarzany, nie przychodząc mu z pomocą? Dlaczego pozwala, aby ten, kto uciska, miał szczęśliwe życie, gdy tymczasem to jego zachowanie powinno zostać potępione właśnie ze względu na cierpienia biednego?

W czasie, gdy powstawał niniejszy Psalm, ludzie mieli do czynienia z wielkim rozwojem ekonomicznym, który, jak to często bywa, doprowadził do wielu nierówności społecznych. Nierówność ta spowodowała powstanie licznej grupy potrzebujących, których warunki życia zdawały się być jeszcze bardziej dramatyczne, gdy porównujemy je z bogactwem osiągniętym przez niewielu uprzywilejowanych. Autor Psalmu, przyglądając się tej sytuacji, maluje obraz tyleż realistyczny, co prawdziwy.

Był to czas, w którym ludzie aroganccy i nieposiadający żadnego poczucia Boga polowali na biednych, aby wziąć w posiadanie nawet to niewiele, co mieli i sprowadzić ich do rangi niewolników. Nie rożni się to zbytnio od dzisiejszych czasów. Niedawny kryzys ekonomiczny nie przeszkodził licznym grupom osób na wzbogacenie się, które tym bardziej jawi się jako anomalia, im więcej ludzi ubogich spotykamy na ulicach naszych miast, którym brakuje tego, co konieczne do życia, i którzy czasem są nękani i wykorzystywani. Przychodzą na myśl słowa Apokalipsy: „Ty bowiem mówisz: «Jestem bogaty», i «wzbogaciłem się», i «niczego mi nie potrzeba», a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi” (Ap 3, 17). Mijają wieki, ale sytuacja bogatych i biednych się nie zmienia, tak jakby doświadczenie wyniesione z historii nic nas nie uczyło. Słowa Psalmu nie odnoszą się więc do przeszłości, ale do naszego obecnego miejsca przed sądem Bożym.

2. Również i dziś musimy wyliczyć wiele form nowego niewolnictwa, którym poddawane są miliony kobiet i mężczyzn, ludzi młodych oraz dzieci.

Spotykamy codziennie rodziny zmuszone do zostawienia swojej ziemi, aby szukać gdzie indziej możliwości przetrwania; sieroty, które straciły rodziców bądź też zostały przemocą oddzielone od nich w celu brutalnego wykorzystania; młodych, którzy poszukują dróg realizacji zawodowej, nie mogąc jednak rozpocząć pracy z powodu krótkowzrocznej polityki ekonomicznej; ofiary różnych form przemocy, od prostytucji po narkomanię, upokorzone w głębi ducha. Jak zapomnieć o milionach imigrantów, ofiary tylu ukrytych interesów, często wykorzystywanych w celach politycznych, którym odmawia się solidarności i równości? A osoby bezdomne, na marginesie, które krążą po ulicach naszych miast?

Ileż razy widzimy biednych na wysypiskach, gdzie zbierają pozostałości z tego, co zbywa, aby znaleźć coś do jedzenia i ubrania! W ten sposób również oni stali się częścią wysypiska ludzkiego i są traktowani jak odpady, nie powodując przy tym żadnego poczucia winy u tych, którzy doprowadzają do tej skandalicznej sytuacji. Ci ubodzy często są traktowani jak pasożyty społeczeństwa, które nie przebacza im nawet ich własnej biedy. Osądzanie innych jest zawsze pod ręką. Nie mogą pozwolić sobie na bycie nieśmiałymi albo przygnębionymi, są postrzegani jako niebezpieczni albo niezdolni tylko dlatego, że są biedni.

Dramat w dramacie, nie pozwala się im zobaczyć światełka końca w tym tunelu biedy. Doszliśmy do momentu, w którym planuje się zrealizowanie wrogiej architektury, czyli takiego uksztaltowania ulic, które pozwoli na pozbycie się biednych z tych ostatnich miejsc, jakie ich przyjmują. Przemieszczają się oni z jednego końca miasta na drugi, mając nadzieję na otrzymanie pracy, domu, uczucia… Każda ewentualna możliwość zaoferowana im staje się błyskiem światła. Jednak również tam, gdzie należałoby się spodziewać sprawiedliwości, często spotyka ich przemoc i nadużycie. Zmuszani są do wielogodzinnej pracy w palącym słońcu na polach uprawnych, otrzymując za to iluzoryczną zapłatę. Nie mają zapewnionego bezpieczeństwa w pracy, brakuje ludzkich warunków, które pozwoliłyby im się czuć na równi z innymi. Dla tych ludzi nie istnieje wsparcie przewidziane dla bezrobotnych, odszkodowanie, nie mogą nawet zachorować.

Psalmista opisuje surową rzeczywistość, sposób zachowania bogatych, którzy odzierają biednych: „zasadza się, by porwać ubogiego […] i w sieć swoją wciąga” (por. Ps 10, 9). Ten opis wygląda na polowanie, w którym biedni są zwierzyną łowną, zdobywani i zniewoleni. W takich warunkach serce wielu osób się zamyka, a chęć stania się niewidzialnym zwycięża z innymi myślami. Istnieje ogromna ilość biednych, traktowanych często w kategoriach retorycznych i postrzeganych jako kłopot. Stają się jakby niewidoczni, a ich głos nie ma już mocy ani znaczenia w społeczeństwie. Kobiety i mężczyźni coraz bardziej obcy w naszych domach i zmarginalizowani w naszych dzielnicach.

3. Kontekst, który opisuje Psalm, zabarwia się smutkiem z powodu niesprawiedliwości, cierpienia i gorzkiego losu, który uderza w biednych. Pomimo to ofiaruje nam piękną definicję człowieka ubogiego: to ten, kto „ufa Panu” (por. Ps 9, 11), ponieważ ma pewność, że nigdy nie zostanie opuszczony. Biedak w Piśmie Świętym jest człowiekiem zaufania! Autor natchniony daje również powód tego zaufania: biedak „zna swojego Pana” (Por. tamże), a w języku biblijnym słowo „znać” wskazuje na osobistą relację uczucia i miłości.

Stajemy przed zdumiewającym opisem, którego byśmy się nigdy nie spodziewali. Opis ten wyraża przede wszystkim wielkość Boga, gdy znajduje się On przed ubogim. Jego siła stwórcza przezwycięża każde ludzkie oczekiwanie i staje się namacalna w „pamięci”, którą On ma o tej konkretnej osobie (por. w. 13). To właśnie zaufanie w Panu, ta pewność, że nie jest się opuszczonym, wzywa do nadziei. Biedak wie, że Bóg nie może go opuścić, dlatego żyje zawsze w obecności tego Boga, który o nim pamięta. Jego pomoc rozciąga się poza bieżącą sytuację cierpienia, wyznaczając drogę uwolnienia, która przemienia serce, ponieważ podtrzymuje je w całej jego głębi.

4. Opis działania Boga na rzecz ubogich to powtarzający się temat Pisma Świętego. On jest tym, który „słucha”, „interweniuje”, „broni”, „wykupuje”, „zbawia”… Zatem biedak nie napotka nigdy Boga obojętnego albo milczącego wobec jego modlitwy. Bóg jest tym, który oddaje sprawiedliwość i nie zapomina (por. Ps 40,18; 70,6). Co więcej, Bóg staje się miejscem ucieczki dla biedaka i niezawodnie przychodzi mu z pomocą (Ps 10, 14).

Można wznosić wiele murów i zastawiać wejścia, aby stworzyć iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa w otoczeniu własnych bogactw, ze szkodą dla tych, którzy zostali na zewnątrz. Nie będzie to jednak stan trwający wiecznie. „Dzień Pana”, jak to opisują prorocy (por. Am 5,18; Iz 2-5; Jl 1-3), zniszczy bariery stworzone między narodami i zastąpi wyniosłość niewielu solidarnością licznych. Sytuacja życia na marginesie, w której znajdują się miliony osób, nie może już długo trwać. Ich krzyk staje się coraz mocniejszy i słychać go już na całej ziemi. Jak to napisał ks. Primo Mazzolari: „Biedak jest ciągłym protestem przeciwko naszym niesprawiedliwościom. Biedak jest jak prochownia – jeśli ją podpalisz, to świat wybuchnie”.

5. Nie można nigdy ominąć naglącego wołania, które Pismo Święte powierza biednym. Gdziekolwiek na kartach Pisma kieruje się wzrok, tam Słowo Boże ukazuje, że biedni to ci, którzy nie mają tego, co konieczne do życia i zależą przez to od innych. Biedny to człowiek uciemiężony, pokorny, ten kto leży na ziemi. Mimo to Jezus, stojąc przed niezliczona rzeszą potrzebujących, nie obawiał się utożsamienia się z nimi: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Uciekać od tego utożsamienia się jest równoznaczne z oszustwem Ewangelii i rozmywaniem Objawienia. Bóg, którego Jezus zechciał objawić, jest następujący: to Ojciec szczodry, miłosierny, niewyczerpany w swojej dobroci i łasce, który daje nadzieję przede wszystkim tym, którzy są rozczarowani i pozbawieni przyszłości.

Jak nie podkreślić faktu, że Błogosławieństwa, którymi Jezus rozpoczął nauczanie o Królestwie Bożym, zaczynają się od słów: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy” (Łk 6,20)? Sens tych paradoksalnych słów jest właśnie taki, iż Królestwo Boże należy do ubogich, ponieważ spełniają oni warunek, dzięki któremu mogą je otrzymać. Iluż ubogich spotykamy codziennie! Wydaje się, iż upływ czasu oraz zdobycze cywilizacyjne zwiększają ich liczbę, zamiast ją redukować. Mijają wieki, a to Błogosławieństwo ewangeliczne jawi się jako coraz bardziej paradoksalne, gdyż biedni są coraz biedniejsi, a dziś jeszcze bardziej. A jednak Jezus, który zapoczątkował Swoje Królestwo, stawiając w centrum biednych, chce nam zakomunikować właśnie to: On je rozpoczął, ale powierzył nam, swoim uczniom, zadanie niesienia tego Królestwa dalej, biorąc odpowiedzialność za dawanie nadziei biednym. Konieczne jest, przede wszystkim w czasach takich, jak nasze, odnawiać nadzieję i przywracać zaufanie. To program, którego wspólnota chrześcijańska nie może nie doceniać. Z niego bierze się bowiem wiarygodność naszego głoszenia oraz prawdziwość świadectwa chrześcijan.

6. W bliskości biednych Kościół odkrywa, że jest ludem, który, będąc rozproszonym między wieloma nacjami, jest powołany, aby dawał nikomu odczuć, że jest obcy albo wykluczony, ponieważ wszystkich włącza we wspólne kroczenie drogami zbawienia. Sytuacja biednych zobowiązuje, aby nie trzymać na dystans Ciała Pana, który w nich cierpi. Jesteśmy raczej wezwani, ażeby dotykać Jego Ciało, aby zaangażować się osobiście w służbę, która jest autentyczną ewangelizacją. Zaangażowanie, nawet społeczne, na rzecz ubogich nie jest jakąś dodatkową i zewnętrzną działalnością dla Ewangelii, wręcz przeciwnie, ukazuje realizm wiary chrześcijańskiej i jej ważność historyczną. Miłość, która daje życie wierze w Jezusa, nie pozwala uczniom zamknąć się w duszącym indywidualizmie, ukrytym na różnych płaszczyznach duchowej intymności, bez żadnego wpływu na życie społeczne (Adhortacja Apostolska Evangelii Gaudium, 183).

Nie tak dawno opłakiwaliśmy śmierć wielkiego apostoła ubogich, Jeana Vaniera, który swoim oddaniem otworzył nowe drogi promującego dzielenia życia z osobami zmarginalizowanymi. Jean Vanier otrzymał od Boga dar oddania całego życia braciom z ciężkimi rodzajami niepełnosprawności, których często wyklucza się ze społeczeństwa. Stał się on „świętym z naszego sąsiedztwa”. Swoim entuzjazmem potrafił zebrać wokół siebie wiele młodych osób, mężczyzn i kobiet, którzy swoim codziennym zaangażowaniem dali miłość i przywrócili uśmiech na twarzach wielu słabych i wrażliwych, ofiarując im prawdziwą „arkę” zbawienia przeciw samotności i marginalizacji. To świadectwo zmieniło życie wielu osób i pomogło światu popatrzeć innymi oczami na osoby słabsze i wrażliwsze. Wołanie ubogich zostało wysłuchane i obudziło niezłomną nadzieję, stwarzając znaki widzialne i namacalne konkretnej miłości, które do dziś możemy dotykać naszymi rękami.

7. „Opcja na rzecz ostatnich, tych, których społeczeństwo odrzuca” (tamże, 195) jest uprzywilejowanym wyborem, do podjęcia którego są wezwani uczniowie Chrystusa, aby zdradzić wiarygodności Kościoła i żeby dać skuteczną nadzieję osobom bezbronnym. Miłość chrześcijańska znajduje w nich swoje potwierdzenie, ponieważ ten, kto współczuje ich cierpieniom, w miłości Chrystusa otrzymuje siłę i daje moc głoszeniu Ewangelii.

Zaangażowanie chrześcijan, z okazji tego Dnia Ubogich, a przede wszystkim w życiu codziennym, nie polega tylko na inicjatywach towarzyszących, które, jakkolwiek godne pochwały i konieczne, powinny pobudzić w każdym z nas uwagę poświęcaną tym, którzy znajdują się trudnościach. „Ta pełna miłości uwaga jest początkiem prawdziwego zatroskania” (tamże, 199) o ubogich oraz poszukiwania dla nich prawdziwego dobra. Nie jest łatwo być świadkami nadziei chrześcijańskiej w kontekście kultury konsumpcyjnej i odrzucającej, która jest zawsze ukierunkowana na powiększanie dobra powierzchownego i przemijającego. Konieczna jest zmiana mentalności, aby ponownie odkryć to, co istotne, i nadać treść i skuteczność głoszeniu Królestwa Bożego.

Nadzieję przekazuje się również przez pocieszenie, które dokonuje się przez towarzyszenie biednym nie tylko w jakiejś chwili pełnej entuzjazmu, ale również w trwałym zaangażowaniu. Biedni otrzymują nadzieję prawdziwą nie wtedy, kiedy widzą nas zadowolonych, że daliśmy im trochę czasu, ale wtedy, gdy odnajdują w naszym poświęceniu akt miłości bezinteresownej, która nie szuka zapłaty.

8. Proszę wszystkich wolontariuszy, którym często należy się uznanie, że jako pierwsi odkryli ważność tej uwagi poświęconej biednym, aby wzrastali w oddaniu. Drodzy bracia i siostry, proszę was, abyście szukali w każdym ubogim, którego napotkacie, tego, czego on naprawdę potrzebuje; abyście nie zatrzymywali się tylko na podstawowych potrzebach materialnych, ale odkrywali dobroć, która znajduje się w ich sercach, będąc uważnymi na ich kulturę oraz sposoby wyrażania się, abyście mogli wejść w braterski dialog z nimi. Odsuńmy na bok podziały ideologiczne czy polityczne, przeglądnijmy się uważnie istotnym sprawom, które nie potrzebują wielu słów, ale spojrzenia miłości oraz wyciągniętej ręki. Nie zapominajcie, że „najgorszą dyskryminacją, jakiej doświadczają ubodzy, jest brak opieki duchowej” (tamże, 200).

Biedni przede wszystkim potrzebują Boga, Jego miłości, która staje się widzialna dzięki świętym osobom, które żyją obok nich i które, w prostocie ich życia, wyrażają i uwydatniają siłę miłości chrześcijańskiej. Bóg posługuje się wieloma drogami i nieskończoną liczbą narzędzi, aby dosięgnąć serca ludzi. Oczywiście, biedni zbliżają się do nas, ponieważ rozdajemy im jedzenie, ale to, czego naprawdę potrzebują, wykracza poza ciepły posiłek czy kanapkę, którą im ofiarujemy. Biedni potrzebują naszych rąk, aby mogli się podnieść, naszych serc, aby czuć na nowo ciepło uczuć, naszej obecności, aby przezwyciężyć samotność. Potrzebują po prostu miłości.

9. Czasami wystarczy niewiele, aby przywrócić nadzieję: wystarczy zatrzymać się, uśmiechnąć, posłuchać. Przynajmniej na ten jeden dzień zostawmy na boku statystyki. Biedni to nie są numery, dzięki którym możemy pochwalić się działaniami i projektami. Biedni to osoby, którym należy wyjść na spotkanie. To samotni młodzi i starsi ludzie, których trzeba zaprosić do domu, aby podzielić się posiłkiem. To kobiety, mężczyźni i dzieci, którzy czekają na przyjacielskie słowo. Biedni zbawiają nas, ponieważ pozwalają nam spotkać oblicze Chrystusa.

Oczom świata jawi się jako nieracjonalna myśl, że bieda oraz nędza mogą mieć siłę zbawczą. A jednak zapewnia nas o tym Apostoł, kiedy mówi: „Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga” (1 Kor 1, 26-29). Oczami ludzkimi nie potrafimy zobaczyć tej siły zbawczej. Oczami wiary, natomiast, widzimy tą siłę działającą i w pomocy ubogim doświadczamy jej osobiście. W sercu Ludu Bożego, który jest w drodze, bije ta siła zbawcza, która nie wyklucza nikogo, a wszystkich angażuje w rzeczywistej pielgrzymce nawrócenia, aby dostrzec biednych i pokochać ich.

10. Pan nie opuszcza tego, kto Go szuka i tych, którzy Go wzywają, „nie zapomina wołania ubogich” (por. Ps 9, 13), ponieważ Jego uszy są uważne na ich głos. Nadzieja biednego jest wyzwaniem dla wielu sytuacji śmierci, ponieważ on wie, że jest szczególnie ukochany przez Boga i w ten sposób zwycięża cierpienie i wykluczenie. Doświadczenie ubóstwa nie zabiera mu jego godności, którą otrzymał od Stwórcy; żyje on w pewności, że zostanie mu ona w pełni zwrócona przez samego Boga, który nie jest obojętny na los swoich najsłabszych synów, lecz widzi ich utrapienia i bóle, i bierze ich w swoje ręce, dając im siłę i odwagę (por. Ps 10, 14). Nadzieja biednego umacnia się pewnością tego, że jest on przyjęty przez Pana, że to w Nim znajduje prawdziwą sprawiedliwość i że jego serce jest wzmacniane, aby mógł kochać dalej (por. Ps 10, 17).

Warunkiem, jaki stawia Pan Jezus uczniom, aby stali się wiarygodnymi ewangelizatorami, jest konieczność rozsiewania widzialnych znaków nadziei. Wszystkie wspólnoty chrześcijańskie i tych, którzy czują potrzebę niesienia nadziei i pocieszenia ubogim, proszę o zaangażowanie, aby ten Światowy Dzień mógł wzmocnić w wielu chęć konkretnej współpracy, aby nikt nie czuł się pozbawiony bliskości i solidarności. Niech towarzyszą nam słowa proroka, który zwiastuje inną przyszłość: „A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości” (Ml 3, 20).

Z Watykanu, 13 czerwca 2019 r. (we wspomnienie liturgiczne św. Antoniego z Padwy)

Tłum. za: Watykan, Biuro Prasowe/ad

Mobilna „przychodnia” dla ubogich

W czwartek 28 lutego o godz. 12.30 na dziedzińcu Pałacu Arcybiskupów Krakowskich przy ul. Franciszkańskiej 3 abp Marek Jędraszewski poświęcił karetkę, dzięki której ubodzy i bezdomni Krakowa uzyskają doraźną pomoc medyczną.

– Pomysł, by zakupić karetkę padł w czasie rozmów z przedstawicielami inicjatyw charytatywnych i pomocowych w Namiocie Spotkań podczas 2. Światowego Dnia Młodzieży. Wśród ubogich odwiedzających Namiot było wielu z nieopatrzonymi, często ropiejącymi ranami, potrzebujących natychmiastowej pomocy. To pokazywało realne potrzeby – mówi ks. Łukasz Michalczewski, zaangażowany w organizację święta ubogich w Archidiecezji Krakowskiej.

W listopadzie zeszłego roku podczas 2. ŚDU w kościołach i parafiach diecezji została przeprowadzona zbiórka pieniędzy na rzecz osób dotkniętych ubóstwem. Dzięki hojności ludzi dobrej woli i wsparciu Archidiecezji Krakowskiej zebrane środki przekazano Fundacji Przystań Medyczna, świadczącej pomoc bezdomnym na terenie Krakowa.

– Byliśmy zaangażowani w ŚDU od pierwszej edycji w 2017 roku – wspomina Mateusz Gajda, wice-prezes Fundacji, przyszły lekarz. – W tym samym roku powołaliśmy też Fundację, której misją jest wypełnienie niezagospodarowanej strefy: udzielamy doraźnej pomocy medycznej osobom narażonym na wykluczenie, których stan nie kwalifikuje się jeszcze do hospitalizacji, ale pogorszy się bez natychmiastowej pomocy.

Fundacja skupia lekarzy, pielęgniarki, studentów medycyny oraz wolontariuszy, którzy często jako pierwsi zabezpieczają stan zdrowia osób bezdomnych. Dotychczas pracownicy i wolontariusze Fundacji udzielali pomocy bezpośrednio na Plantach i ulicach Krakowa, opatrując pacjentów na ławkach oraz na terenie noclegowni. – Od stycznia tego roku – dzięki ambulansowi – braliśmy udział w kilkudziesięciu akcjach medycznych na terenie Krakowa – mówi Mateusz. Dojeżdżając do potrzebujących karetką, lekarze mogą działać także w trudnych warunkach atmosferycznych, a w razie konieczności udzielenia specjalistycznej pomocy są gotowi odtransportować pacjenta do szpitala czy przychodni lekarskiej.

24 lutego Przystań Medyczna ogłosiła na swoim fanpage’u wybór patrona mobilnej „przychodni”. – Jest taka niepisana tradycja, że każda karetka w Krakowie ma swojego patrona – opowiada pomysłodawca Fundacji. Po dłuższych debatach znaleźliśmy kogoś odpowiedniego do takiej misji – kogoś, kto przed laty wykonywał podobną pracę do naszej. Tą osobą jest bł. Hanna Chrzanowska.

Arcybiskup Marek Jędraszewski, tuż przed poświęceniem ambulansu „Hania”, skierował kilka słów do mieszkańców Archidiecezji. – Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy przyczynili się do tego, by można było zakupić tę karetkę, by mogła służyć najbardziej potrzebującym ludziom. Dziękuję też tym, którzy już od jakiegoś czasu z niej korzystają, okazując bardzo konkretnie miłość, ratując życie naszych sióstr i braci.  

 Oprac. Małgorzata Gadomska

Orędzie Ojca Świętego Franciszka na XXVII Światowy Dzień Chorego

Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie (Mt 10,8)

Drodzy Bracia i Siostry,

Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie (Mt 10,8). Są to słowa wypowiedziane przez Jezusa, gdy wysłał apostołów do szerzenia Ewangelii, aby Jego Królestwo było propagowane przez gesty bezinteresownej miłości.

Z okazji XXVII Światowego Dnia Chorego, który w sposób uroczysty będzie obchodzony w Kalkucie w Indiach dnia 11 lutego 2019 roku, Kościół – Matka wszystkich swoich dzieci, zwłaszcza słabych – pamięta, że gesty wielkodusznego daru, jak te Miłosiernego Samarytanina, są najbardziej wiarygodną drogą ewangelizacji. Opieka nad chorymi wymaga profesjonalizmu i czułości, bezinteresownych gestów, niezwłocznych i prostych, jak zwyczajny dotyk, poprzez które daje się odczuć drugiemu, że jest „ważny”.

Życie jest darem od Boga, jak napomina święty Paweł: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał?” (1 Kor 4,7). Egzystencja, właśnie dlatego, że jest darem, nie może być uważana za zwykłe posiadanie czy prywatną własność, zwłaszcza w obliczu zdobyczy medycyny i biotechnologii, które mogłyby doprowadzić człowieka do ulegnięcia pokusie manipulowania „drzewem życia” (por. Rdz 3,24).

W obliczu kultury odrzucenia i obojętności chciałbym stwierdzić, że dar powinien być uznany za paradygmat zdolny do przeciwstawienia się indywidualizmowi i współczesnemu rozdrobnieniu społecznemu, do poruszenia nowych więzi i różnych form współpracy ludzkiej między narodami i kulturami. Dialog, będący warunkiem daru, otwiera relacyjne przestrzenie ludzkiego wzrostu i rozwoju, zdolne przełamać skonsolidowane schematy sprawowania władzy w społeczeństwie. Darowanie nie utożsamia się z czynnością dawania, ponieważ może być ono tak nazwane tylko, jeśli daje się siebie samego. Nie może to być zredukowane do zwyczajnego przekazania jakiejś własności lub przedmiotu. Różni się ono od dawania właśnie dlatego, że zawiera dar z siebie i zakłada pragnienie utworzenia więzi. Dar jest więc wzajemnym uznaniem, które jest konieczną cechą więzi społecznej. W darze kryje się odbicie miłości Bożej, która osiąga punkt kulminacyjny we wcieleniu Jezusa i w wylaniu Ducha Świętego.

Każdy człowiek jest biedny, potrzebujący i ubogi. Kiedy rodzimy się, aby żyć, potrzebujemy opieki naszych rodziców. Stąd w żadnej fazie i na żadnym etapie życia nikt z nas nie jest w stanie całkowicie uwolnić się od potrzeby i pomocy innych, nie jest też nigdy w stanie przezwyciężyć granicy bezsilności przed kimś lub przed czymś. To jest ten stan, który charakteryzuje nasze bycie „stworzeniami”. Uczciwe uznanie tej prawdy zachęca nas do pozostawania pokornymi i do praktykowania z odwagą solidarności jako cnoty nieodzownej dla istnienia.

Ta świadomość przynagla nas do działania odpowiedzialnego i przemyślanego, mając na uwadze dobro, które jest jednocześnie osobiste i wspólne. Tylko kiedy człowiek pojmuje siebie nie jako zamknięty świat, ale jako kogoś ze swej natury związanego ze wszystkimi innymi – jako „bracia” – możliwa jest praktyka solidarności społecznej, oparta na dobru wspólnym. Nie wolno nam się bać uznać siebie za potrzebujących i niezdolnych zapewnić sobie wszystkiego, czego potrzebujemy, gdyż sami o własnych siłach nie jesteśmy w stanie pokonać wszystkich ograniczeń. Nie obawiajmy się tej prawdy, ponieważ sam Bóg w Jezusie pochylił się (por. Flp 2,8) i pochyla nad nami i naszym ubóstwem, aby nam pomóc i dać te dobra, których sami sobie nie jesteśmy w stanie zapewnić.

Na okoliczność uroczystej celebracji w Indiach chciałbym z radością i podziwem przypomnieć postać Świętej Matki Teresy z Kalkuty, wzorca miłości, która uwidoczniła miłość Boga wobec ubogich i chorych. Jak stwierdziłem w czasie jej kanonizacji, „Matka Teresa przez całe swoje życie była hojną szafarką Bożego miłosierdzia, gotową do służenia wszystkim przez przyjmowanie i obronę ludzkiego życia, tego nienarodzonego oraz tego opuszczonego i odrzuconego. (…) Pochylała się nad osobami wyczerpanymi, pozostawionymi śmierci na poboczach dróg, rozpoznając w nich godność daną im przez Boga; zabierała głos wobec możnych tej ziemi, aby uznali swoje winy wobec zbrodni (…) ubóstwa stworzonego przez nich samych. Miłosierdzie było dla niej ‘solą’, która nadaje smak każdemu jej działaniu i ‘światłem’ rozjaśniającym ciemności tych, którzy nie mieli już nawet łez, aby płakać nad swoim ubóstwem i cierpieniem. Jej misja na obrzeżach miast i na egzystencjalnych peryferiach pozostaje w naszych czasach wymownym świadectwem Bożej bliskości wobec najbiedniejszych z biednych” (Homilia, 4 września 2016).

Święta Matka Teresa pomaga nam zrozumieć, że jedynym kryterium działania musi być bezinteresowna miłość wobec wszystkich, bez względu na język, kulturę, grupę etniczną czy religię. Jej przykład nadal prowadzi nas do poszerzania horyzontów radości i nadziei dla ludzkości potrzebującej zrozumienia i czułości; zwłaszcza dla tych, którzy cierpią.

Ludzka wielkoduszność jest zaczynem działania wolontariuszy, którzy mają wielkie znaczenie w sektorze społeczno-medycznym i którzy w wymowny sposób żyją duchowością Miłosiernego Samarytanina. Dziękuję i wspieram wszystkie stowarzyszenia wolontariackie, które zajmują się transportem i ratowaniem pacjentów, które zapewniają dawstwo krwi, tkanek i organów. Szczególnym obszarem, w którym Wasza obecność wyraża optykę Kościoła, jest ochrona praw chorych, zwłaszcza tych cierpiących na choroby wymagające specjalnej opieki, nie zapominając także o wymiarze zwiększania świadomości i profilaktyki. Wasza służba wolontaryjna w strukturach sanitarnych i domowych ma ogromne znaczenie, począwszy od opieki zdrowotnej po wsparcie duchowe. Korzysta z niej wielu chorych, samotnych, ludzi w podeszłym wieku, słabych psychicznie i fizycznie. Zachęcam Was, abyście nadal byli znakiem obecności Kościoła w zsekularyzowanym świecie. Wolontariusz jest bezinteresownym przyjacielem, któremu można powierzyć myśli i emocje; poprzez słuchanie tworzy on warunki, w których chory, nie jest już biernym obiektem opieki, ale staje się aktywnym podmiotem i bohaterem wzajemnej relacji, zdolnym do odzyskania nadziei i lepiej przygotowanym do zaakceptowania leczenia. Wolontariat komunikuje wartości, zachowania i style życia, które w centrum mają pasję obdarowywania. W ten sposób realizuje się humanizacja opieki.

Postawa bezinteresowności powinna pobudzać przede wszystkim katolickie placówki opieki zdrowotnej, ponieważ to właśnie logika Ewangelii określa ich działanie, zarówno na obszarach najbardziej zaawansowanych, jak i w miejscach najtrudniejszych. Katolickie placówki są powołane, aby wyrażać istotę daru, darmowości i solidarności, w odpowiedzi na logikę zysku za wszelką cenę, logikę dawania, aby otrzymywać, logikę wyzysku nie zwracającego uwagi na ludzi.

Wzywam Was wszystkich, na różnych poziomach, do promowania kultury bezinteresowności i daru, niezbędnych do przezwyciężenia kultury zysku i odrzucenia. Katolickie instytucje opieki medycznej nie powinny wpadać w myślenie biznesowe, ale dbać o opiekę nad człowiekiem, bardziej niż o zysk. Wiemy, że zdrowie jest relacyjne, zależy od interakcji z innymi i potrzebuje zaufania, przyjaźni i solidarności. To jest dobro, którym można się cieszyć „w pełni” wyłącznie, gdy się nim dzieli. Wskaźnikiem zdrowia chrześcijanina jest radość z bezinteresownego daru.

Was wszystkich zawierzam Maryi, Uzdrowieniu chorych. Niech nam pomaga dzielić się darami otrzymanymi w duchu dialogu i wzajemnego przyjęcia, abyśmy żyli jak bracia i siostry, uważni na potrzeby jedni drugich, abyśmy wiedzieli, jak dawać z sercem hojnym i uczyli się radości z bezinteresownej służby. Z miłością zapewniam wszystkich o mojej bliskości w modlitwie i z serca udzielam Apostolskiego Błogosławieństwa.

Watykan, 25 listopada 2018

Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

Franciszek

Źródło: w2.vatican.va
Fot. eKAI

W te święta podaruj innym coś najcenniejszego!

Choinka, pierwsza gwiazdka na niebie, sianko pod białym obrusem, odpowiednia ilość potraw, opłatek i puste miejsce przy stole dla… No właśnie, dla kogo? Przybysza, niezapowiedzianego gościa? Na Kogo czekamy tej nocy?

Bardzo blisko nas żyją osoby, które Święta Bożego Narodzenia przeżywają w samotności. Sąsiad, dalsza rodzina, znajomy z pracy, osoby z domów pomocy społecznej… Taką osobą może być każdy. Dlatego warto, by w myśl staropolskiego powiedzenia „Gość w dom, Bóg w dom” wypełnić puste miejsce przy wigilijnym stole.

Zachęcamy, by w ostatnich dniach przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia nie zapomnieć o osobach potrzebujących naszej miłości i wsparcia. Wystarczy zastanowić się, kto z sąsiadów spędzi te święta sam i pójść do niego z zaproszeniem, które można pobrać ze strony internetowej TUTAJ, następnie wydrukować je, wypełnić i wręczyć swojemu gościowi. Informację na temat osób potrzebujących można także uzyskać w parafiach lub jednostkach pomocowych, w domach opieki społecznej czy świetlicach.

Niech narodzenie Jezusa, przyjście Boga–Człowieka, uobecni się w drugim człowieku, często tym najbardziej samotnym i ubogim. W te święta podarujmy innym coś najcenniejszego – naszą miłość! Tylko prawdziwe i pełne miłości spotkanie z drugim człowiekiem pozwala dostrzec w jego obliczu Chrystusa.

 

Czytaj więcej o akcji „Gość w dom, Bóg w dom”

Czas inspiracji i dziękczynienia – spotkanie wolontariuszy i organizatorów 2. ŚDU

W sobotę 8 grudnia odbyło się spotkanie organizatorów i wolontariuszy 2. Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej. Był to czas podziękowań, inspiracji i wymiany doświadczeń. Spotkanie było także okazją do zapoznania się z propozycją zaangażowania się w całoroczną pomoc osobom ubogim i bezdomnym.

Wspólne spotkanie rozpoczęło się Mszą świętą o godz. 18.30 w Bazylice Mariackiej, której przewodniczyli o. Jan Bednarz i ks. Łukasz Michalczewski – Witamy wszystkich wolontariuszy i organizatorów, którzy podczas 2. Światowego Dnia Ubogich służyli ludziom ubogim i biednym. Dzisiaj chcemy się wspólnie modlić i przeżywać ten dzień w jedności i dziękczynieniu za ten czas, jednocześnie prosząc o kolejne natchnienia i pomysły. Mamy za co Matce Bożej dziękować, to przecież Ona nieustannie nad nami czuwa – mówił na rozpoczęcie Mszy św. ks. Michalczewski.

Następnie w siedzibie Arcybractwa Miłosierdzia odbyło się spotkanie, podczas którego organizatorzy wyrazili wdzięczność wszystkim wolontariuszom za otwarte serce i chęć pomocy najuboższym. Jak zaznaczał ks. Łukasz Michalczewski, zaangażowanie wolontariuszy przypomniało całemu Kościołowi Krakowskiemu jak ważna i potrzebna jest pomoc osobom w różnych kryzysach i jednocześnie zachęcił, by potencjał i świadectwo wolontariuszy 2. ŚDU urzeczywistniało się także w pomocy ubogim na co dzień – Same Światowe Dni Ubogich są przestrzenią do zaangażowania wielu wspólnot, ale może nie wszyscy jesteśmy członkami tych grup. Dlatego dzisiaj chcemy was zachęcić do całorocznego zaangażowania i wysłuchania propozycji przestrzeni, gdzie można się zaangażować jako wolontariusz – mówił ks. Michalczewski.

Podczas spotkania osoby reprezentujące instytucje i wspólnoty, które włączały się w organizację 2. Światowego Dnia Ubogich, przedstawiły wolontariuszom misję i sposób działania poszczególnych ośrodków pomocy oraz zachęciły do zaangażowania w prowadzony przez nich wolontariat. Ewa Korbut z Dzieła Pomocy św. Ojca Pio w Krakowie przypominała, że misją Dzieła Pomocy jest towarzyszenie osobom bez domu w drodze powrotu do domu, założenia go na nowo, czy odnalezienia własnego miejsca. Zaznaczała, że warto włączyć się w wolontariat, by móc uczestniczyć w małych cudach, które codziennie dzieją się w życiu osób bez domu – Nie chodzi o sukces na zasadzie, że ktoś nie miał domu i już go ma. Dla nas takim sukcesem jest to, że może ktoś pierwszy raz przyjdzie pod prysznic, dla innego sukcesem może być to, że zacznie pod prysznic przychodzić regularnie. Może takim sukcesem będzie, że taka osoba przyjdzie na świetlicę i zacznie z kimś rozmawiać. Tych sukcesów jest wiele na co dzień i to są takie małe sukcesy, o których w mediach mówi się trudno, ponieważ nie ma na to liczby czy kwoty – zaznaczała Ewa Korbut, jednocześnie zapraszając na najbliższe spotkanie kandydatów do wolontariatu w najbliższy czwartek 13 grudnia o godz. 18.00 w siedzibie Dzieła Pomocy św. Ojca Pio.

Siostra Lidia Lupa z krakowskiego oddziału Caritas przypominała, że w instytucji pomoc kierowana jest nie tylko do osób bezdomnych, ale do wszystkich ubogich w szerokim tego słowa znaczeniu – chorych, cierpiących, dzieci z domów dziecka, bezdomnych, samotnych, starszych. Zachęcała do zaangażowania i pomocy poprzez odwiedziny starszych i samotnych osób, udzielanie korepetycji dzieciom z domów dziecka czy pomoc w codziennych zajęciach świetlicowych. Zaprosiła również do udziału i pomocy w organizacji Wigilii dla osób ubogich – Potrzebujemy pomocy w przygotowaniu samej Wigilii jak i przygotowaniu paczek, aby każdy potrzebujący mógł zabrać żywność. To spotkanie będzie w duchu Namiotu Spotkania, ponieważ będziemy tam razem z ubogimi, będziemy im służyć, jeść wspólnie posiłek – podkreślała s. Lidia.

Mateusz Gajda z Fundacji Przystań Medyczna zapraszał do pomocy około-medycznej – przy robieniu opatrunków i prowadzeniu konsultacji medycznych dla bezdomnych znajdujących się w noclegowniach a także na Plantach, gdzie udają się w każdą środę i niedzielę wraz z uczestnikami „Zupy na Plantach” i wspólnotą  św. Idziego. Zaznaczał, że do pomocy zapraszają także osoby niezwiązane z medycyną – W naszej fundacji jest także wiele działań pozamedycznych. A osoby, które chciałyby się czegoś nauczyć, zapraszamy na warsztaty z tworzenia opatrunków, które odbędą się już 12 grudnia – zapraszał, jednocześnie dziękując za pomoc i dobro, jakie członkowie fundacji otrzymali od wolontariuszy w czasie trwania 2. Światowego Dnia Ubogich.

Katarzyna Kadela z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej podkreślała, że doświadczenie pracy z osobami ubogimi pokazuje, że problemy ludzi to nie tylko brak pieniędzy, ponieważ trudności wynikają z wielu innych przyczyn. Zachęcała do zaangażowania w wolontariat, podkreślając konieczność pomocy osobom starszym i samotnym – Są to osoby, które choć mają własne rodziny, to nikt się nimi nie zajmuje. Praca i pobyt za granicami kraju ich najbliższych powodują, że te osoby są tutaj samotne, zamknięte w swoich czterech ścianach, więc jeśli ktoś chciałby pomóc i zaangażować się w ten sposób, zachęcamy do współpracy – podkreślała.

Działalność Fundacji Po Pierwsze Człowiek przedstawiła s. Agnieszka Koteja, podkreślając, iż wydawanie posiłku w prowadzonej przez fundację jadłodajni odbywa się w nietypowy sposób – Podajemy posiłki nie z okienka, nie w kolejce, tylko robimy to tak jak w restauracji, tak jak w domu, czyli przy stole – wyjaśniała, zapraszając wolontariuszy do pełnienia funkcji „kelnera” jak i osoby towarzyszącej, spożywającej  posiłek wspólnie z osobami bezdomnymi. Zaprosiła także do zaangażowania w zajęcia integracyjne prowadzone przez fundację dla osób bezdomnych w ciągu całego tygodnia.

Na koniec ks. Łukasz Michalczewski zaprosił do udziału w trwającej akcji „Gość w dom, Bóg w dom”, będącej zachętą do wspólnego przeżycia Wigilii Świąt Bożego Narodzenia wraz z osobami samotnymi. Spotkanie zakończył wspólny posiłek. Informacje dotyczące wolontariatu w instytucjach pomocowych działających na terenie Krakowa, można znaleźć na stronach internetowych instytucji oraz na fanpage Światowego Dnia Ubogich, gdzie publikowane będą informacje o zbliżających się akcjach i wydarzeniach.

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ ZE SPOTKANIA

Zofia Świerczyńska
fot. Maciej Świerczyński

Zaproś samotną osobę na wieczerzę wigilijną

Już po raz drugi zapraszamy do udziału w akcji „Gość w dom, Bóg w dom” będącej kontynuacją Światowego Dnia Ubogich. Akcja zachęca do zaproszenia osób samotnych na wspólną wieczerzę wigilijną.

Akcja „Gość w dom, Bóg w dom” odwołuje się do tradycji zostawiania pustego miejsca przy wigilijnym stole dla nieoczekiwanego gościa. Takim gościem  może stać się zaproszona przez nas do wspólnego przeżycia Wigilii Świąt Bożego Narodzenia samotna osoba, być może nasza sąsiadka, sąsiad, bądź inni, którzy w tym czasie nie będą mogli być z bliskimi.

Jest to jednocześnie zaproszenie do zauważenia osób potrzebujących znajdujących się w najbliższym otoczeniu – wystarczy się zastanowić, kto z sąsiadów spędzi te święta sam i pójść do niego z zaproszeniem. Informację na temat osób potrzebujących można także uzyskać w parafiach lub jednostkach pomocowych, w domach opieki społecznej czy świetlicach.

Aby dołączyć do akcji należy pobrać ze strony internetowej specjalne zaproszenie, wydrukować, wpisać na nim swój adres i wręczyć swojemu gościowi.  Zaproszenie jest dostępne na stronie internetowej >>TUTAJ<< od pierwszej niedzieli Adwentu. W odróżnieniu do minionego roku, zaproszenie będzie dostępne tylko w wersji online, przygotowane do indywidualnego wydrukowania.

 

„Czy to mnie różni od Ciebie ?!” – reportaż z 2. ŚDU

„Już pora wstać, wyruszyć z domu. Przyjaciela spotkać znów”  – napisał  do mnie już o czwartej nad ranem mój przyjaciel bezdomny, którego poznałam jeszcze w Warszawie. Tymi słowami rozpoczął się dla mnie 2. Światowy Dzień Ubogich. Myślę, że nie mógł dobrać słów lepiej. Myślę, że już wtedy wiedziałam, że ten nadchodzący czas, będzie czasem prawdziwie niezwykłym.

Kiedy tylko po raz pierwszy w tym roku pojawiłam się w Namiocie Spotkań, przywitał mnie najcieplejszy uścisk, jaki mogłam sobie wyobrazić. Mocny uścisk przyjaciela, który wzruszył mnie całkowicie i zaprowadził nas do rozmowy, która trwała we mnie przez kolejne dni.

– „Czuję się tu potrzebny” – wyznał ze łzami w oczach. Płakałam razem z nim. Staliśmy wśród rozmów, płynących słów, śmiechu i muzyki. Mocno ponownie zaczynałam rozumieć, jak bardzo każdy z nas potrzebuje człowieczeństwa…

***

Wiersz został napisany przez uczestnika warsztatów pisarskich, które współprowadziłam podczas 2. Światowego Dnia Ubogich. Publikuję go oczywiście za zgodą na tego typu działania.

Jestem, ale dlaczego
Bo mnie ktoś stworzył
Czy sam powstałem
I nawet jeśli
przeszkadzam z gitarą
to nadal jestem

Bo tylko człowieczeństwo
mi zostało
Bo tylko człowieczeństwo
mi zostało

A przecież upadłem
tak nisko
Zdychałem we własnym
gnoju, moczu

Na imię mam Radek
Jestem człowiekiem
bezdomnym.

Czy to mnie różni
od Ciebie ??!

Głośno krzyczą we mnie te słowa i powodują chaos, silne ukłucie, wręcz ucisk. Przypomina mi się rozmowa z Panem Mariuszem* podczas „Metamorfoz”, w trakcie których został obdarowany nową fryzurą. Miesiąc bezdomności. Smutny głos… Ciche słowa. I te oczy wpatrzone wprost przed siebie. Wprost na kolegę, który dachu nad głową nie ma już znacznie dłużej.

„Śpię na klatkach schodowych. Za każdym razem ktoś szarpie mnie za rękę, albo już nawet tego nie robi. Ludzie krzyczą, żebym wstawał, że dla mnie spania nie będzie. Często dodają głośne: „wynocha”. Nie rozumiem tego… Ta tułaczka  mnie przeraża.”

Pan Mariusz* ma łzy w oczach. Płaczę razem z nim. Siedzimy w poczekalni. Nowa fryzura zdaje się nie mieć nic wspólnego z aktualnym samopoczuciem. Obok chłopiec pokazuje dwójce moich przyjaciół karcianą sztuczkę. Oboje w milczeniu przyglądamy się jego zaangażowaniu. „Kiedyś uwielbiałem grać w karty” – przyznaje mi Pan Mariusz* – „Teraz nawet nie mam kart. Nie mam z kim.”

Następnego dnia również Iza* dzieli się ze mną mocnym słowem. Nie płacze, ale wzrokiem przekazuje mi rozpacz. Zgaduję, że w moim sercu też rodzi się nowa rozpacz.

„Nie rozumiem dlaczego ludzie nienawidzą osób bezdomnych. Nienawidzą nas. Przecież jestem człowiekiem… Przecież chciałabym mieć dom…”

Po raz pierwszy w tak krótkim odstępie czasu i tak wyraźnie słyszę bolesne komunikaty od ludzi zranionych przez drugiego człowieka. Zranionych tylko dlatego, że nie mają domu. Czuję, że łamie mi się serce. Próbuję cokolwiek zrozumieć. Ponownie płaczę. Słowa przepełnione cierpieniem wychodzące z ust człowieka bezdomnego, które stanowią jego bezradność wobec  przykrości otrzymywanych od drugiego człowieka są jednymi z najbardziej bolesnych, jakie kiedykolwiek usłyszałam. Cierpienie człowieka wyrażone w tak prosty sposób. Słowa tak mocne. Miażdżące.

Gdyby tak magiczne sztuczki karciane potrafiły przemieniać ludzkie serca…

„Byłem”

Wiersz został napisany przez tego samego uczestnika warsztatów pisarskich, które współprowadziłam podczas 2. Światowego Dnia Ubogich. Publikuję go oczywiście za zgodą na tego typu działania.

 

Miałem ziemię i wszystko
i ciebie
I chyba czasami nawet tworzyłem
Bo jesteście.

Nie byłem.

Pytanie, czy jestem?

Jak się odnaleźć?

 

Rok temu, po 1. Światowym Dniu Ubogich odnalazłam kilka osób, z którymi bliżej się zaprzyjaźniłam i wręczyłam im przedświąteczne prezenty. Wśród nich była między innymi Pani Joanna *. Niezwykle silna kobieta. Kobieta, o której często myślę. Potem nie widziałam jej już ani razu. Nie przychodziła na Planty, nasze drogi też nie skrzyżowały się na ulicy. Musiał minąć rok i obie musiałyśmy na nowo przemienić swoje serca, żebyśmy ponownie mogły się odnaleźć. To było dla mnie bardzo ważne spotkanie… Gdy tylko zobaczyłam Panią Joannę* prawie przewróciłam się z radości. Podbiegłam, żeby obok niej usiąść, ale tym razem nie była już sama. I mimo, że jej sytuacja w żaden sposób się nie odmieniła, to był obok niej człowiek, którego mocno ceni – Pan Zbigniew*. Ilekroć o nim myślę, czuję wdzięczność. To nie był jednak koniec spotkania. W pewnym momencie podeszli do nas młodzi ludzie, wolontariusze z różnych części Europy. Po chwili, rozemocjonowani, rozmawialiśmy wszyscy razem. W dodatku po niemiecku. Okazało się, że Pan Zbigniew mieszkał  kiedyś w Berlinie przez kilka lat. Siedzieliśmy wszyscy przy jednym stole. Pod dużym namiotem. Przed nami stały puste plastikowe talerze i papierowe kubki z ciepłą herbatą. Rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy. Nie było żadnych barier. W naszym dialogu płynął język włoski, niemiecki, angielski, rosyjski i polski. Każdy z nas rozumiał kogoś innego, ale ostatecznie wspólnymi siłami doprowadziliśmy do momentu, w którym wszystkie słowa były jak najbardziej zrozumiałe.

Tego samego uczucia jedności doświadczyłam podczas kolejnego fantastycznego wydarzenia odbywającego się równolegle w tygodniu, w którym Namiot Spotkań został otwarty. Była to  „Kuchnia Spotkania” organizowana przez autorów bloga „Islamista” , czyli czas, w którym wraz z uchodźcami mogliśmy przygotować specjały z ich rodzinnych stron. Mieliśmy okazję poznać kuchnię z Czeczenii, Afganistanu i Syrii. Znów gotowaliśmy, staliśmy, siedzieliśmy i jedliśmy przy jednym stole z ludźmi z różnych stron świata, a płynąca rozmowa i wzajemna ciekawość tworzyła przestrzeń równości.

Zachwyca mnie ta chęć tworzenia relacji, przełamująca bariery różnorodności. Zachwyca mnie wzajemne porozumienie, płynące z dialogu niezależnie od stanu, w jakim się znajdujemy. Zachwyca mnie ta próba przygotowania miejsca dla drugiego człowieka przy naszym wewnętrznym stole, znajdującym się w sercu.

***

Wiersz został napisany przez tego samego uczestnika warsztatów pisarskich, które współprowadziłam podczas 2. Światowego Dnia Ubogich. Publikuję go oczywiście za zgodą na tego typu działania.

 

A dlaczego wróciłem?

Bo zawsze kiedy upadałem

Już tylko została mi

nadzieja

A że nie wierzyłem

Nie byłem się w stanie

podnieść

Dopóty dopóki Ciebie nie

zobaczyłem.

PS Jestem zły na siebie

Piątek był chyba najintensywniejszym dniem ze wszystkich. Najpierw miałam okazję pomagać świetnej Klaudii przy warsztatach fotograficznych. Natomiast o godzinie 15:00 przyszedł czas na warsztaty pisarskie „Wartość słowa”, które współprowadziłam wraz Martą, Magdaleną i Krzysztofem.

Nagle wszystko działo się bardzo szybko. Zostaliśmy autentycznie zalewani słowem.

Słowem. Słowem. Słowem.

Liczyło się tylko ono i drugi człowiek.

Pisaliśmy i nie mogliśmy przestać. Rozmawialiśmy, używaliśmy nieporadnie liter, każdy chciał dodać coś od siebie. Myślę, że każdy z nas odczuł silne poczucie istnienia. Była złość, niezrozumienie, radość, lęk, panika, nieśmiałość, uniesienie, wolność, płacz, krzyk, śmiech, niepewność, strach. Nie jestem w stanie zapomnieć tych emocji. Każda z osobna mnie przeniknęła. Mam wrażenie, że zostaną ze mną już na zawsze…

Pisaliśmy więc i nie mogliśmy przestać. Niszcząc wewnętrzne bariery, uprzedzenia, lęki. Wręcz walczyliśmy z rzeczywistością, jednocześnie próbując ją oswoić.

I tak Paweł * napisał list do ojca. Mimo wszystko. Mimo obaw, że nie dotrze. Mimo obaw, że zostanie podarty.

I tak Marek* napisał list do syna. Kilka dłuższych chwil musiało minąć, zanim ostatecznie słowa znalazły się na papierze. Wyciągnął swoje własne pióro. Odkąd tylko się znamy już chyba kilkadziesiąt razy powtórzył, że uwielbia pisać listy. Wcześniej był dialog. Zbawienna rozmowa, za którą jednej osobie z naszego zespołu ogromnie dziękuję.

I tak Zosia* zaczęła tworzyć dziennik. Pisząc o lęku, troskach, problemach i słabościach. Siedziałam przy niej, gdy wewnętrzne słowa przelewała na papier. Widziałam jak długopis dotyka kartkę, widziałam jak skupienie zajmuje całą przestrzeń i ostatecznie autentycznie widziałam te emocje, które  falami próbowały opisać rzeczywistość.

I tak wiele innych osób zaczynało pisać, składając litery w przedziwną rozmowę, której nigdy wcześniej nie przeprowadzili.

Wtedy do naszego stanowiska podeszli Radek* i Tomek*.

Usiedli przy stole bardzo zadowoleni, oczekując, że wydarzy się dobro.

Próbowałam zacząć wspólne pisanie dziennika od pewnego zamysłu, który w sobie nosiłam. Panowie zaczęli jednak od osobistej treści, którą dyktował im ich własny świat. Używali pojedynczych słów. Bardzo prostych. Pytali mnie za każdym razem, czy mogą zapisać dane zdanie. Obserwowałam i uczestniczyłam w tym przedziwnym dialogu dobra, który otwierał mi przejęte serce jeszcze szerzej. Naturalna prostota tych dwóch umysłów mnie zachwyciła. Zrozumiałam wtedy jak bardzo potrzebujemy zwyczajnych komunikatów, wyrażających troskę o drugiego człowieka. Zrozumiałam jak bardzo potrzebujemy tych drobnych komunikatów miłości i wdzięczności za  oczywiste  gesty.

Dostałam od nich jedną zapisaną stronę. Nalegali, żebym ją zachowała. Jestem bardzo wdzięczna. Patrzę na nią i widzę niewyraźnie, nierówno i z błędami uwiecznione pojedyncze, pozornie oczywiste hasła o drugim człowieku. Jedno, dwa słowa. Cała strona. Niczym idealny wiersz. Niczym idealne świadectwo wdzięczności za dobro.

Zaczynam rozumieć, że proste komunikaty są częścią tej potrzeby człowieczeństwa. Proste stwierdzenia, prowadzące do tej naglącej interwencji.

„Jestem człowiekiem” krzyczało każde słowo, które podczas warsztatów zostało mi przekazane.

„Jestem człowiekiem”

„Jestem człowiekiem”

I choć zdania te pozornie wydają się identyczne to stanowią tysiące historii, świadczących o wartości każdego pojedynczego istnienia.

 

Codziennie wychodzę z blok,  na pewnym osiedlu, przez duże granatowe drzwi. Codziennie w pośpiechu, bo ciągle tyle rzeczy jeszcze chciałabym odkryć. Coś jednak sprawia (może ten intensywny kolor albo ciężar), że zatrzymuję się i nie chcę by pośpiech był ten sam. Zatrzymuję się i próbuję zastanowić w jaki sposób mogę doświadczyć drugiego człowieka, w jaki sposób mogę być tą interwencją. Dawno nie byłam w czymś tak nieudolna. Ciągle jednak próbuję. Potem naciskam klamkę tych ciężkich, granatowych drzwi. Ostatnimi dniami obezwładnia mnie chłód. Myślę wtedy o ludziach, dla których ten chłód będzie trwał bezustannie. Przynajmniej w trakcie zimy. Mam ochotę napisać na tych wielkich granatowych drzwiach, które ludzie potraktowali jako spokój dla wybranych:  „Otwarte. Dla każdego.”

Niezależnie od tego przez jakie drzwi danego dnia przechodzimy zawsze stoimy przed wyborem jak szeroko chcemy je otworzyć…

W każdym z nas istnieje tak wielka potrzeba człowieczeństwa.

Mogłabym pisać więcej. Uczę się jednak od Pana Adama*, który podczas warsztatów pisarskich, zamknął spokojnie i powoli dziennik. Odłożył go na bok. Już kilka razy namawiałam go, żebyśmy spróbowali coś napisać. Uśmiechnął się do mnie również powoli, przysunął w moim kierunku zgiętą stronę, ukłonił się i odszedł. Rozłożyłam kartkę dopiero po chwili. Na niej napisane było tylko jedno słowo. „Istnienie”. Zgaduję, że to wystarczyło. Zgaduję, że czasem wystarczy to jedno słowo.

U mnie głośno krzyczą dziś dwa: Potrzeba człowieczeństwa.

Potrzeba, która istnieje w każdym z nas.

Bądźmy dla drugiego człowieka.

Jestem skłonna błagać.

Odkrywajmy własne ubóstwo.

Otwórzmy serca.

Otwórzmy choćby klatki schodowe. Podzielmy się herbatą. To, że przez chwilę poczujemy przeszkadzający nam zapach, naprawdę nie zrujnuje nam życia.

„[…]

Jestem człowiekiem

bezdomnym

Czy to mnie różni

od Ciebie ??!”

 

*Prawdziwe imiona zostały zastąpione losowymi
fot. Klaudia Kaszyca


 

Tekst autorki Agnieszki Skibińskiej pochodzi z bloga „Człowiekowi człowiek”.
Autorka prowadzi także fanpage na Facebooku, na którym dzieli się swoimi spostrzeżeniami.

Jesteśmy jednością!

W niedzielę 18 listopada zakończyły się tygodniowe obchody 2. Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej. Podczas wydarzeń organizatorzy, wolontariusze i goście doświadczyli spotkań w atmosferze rodzinnego ciepła, miłości i wspólnoty.

Niedzielne obchody 2. ŚDU rozpoczął posiłek, po którym do godzin południowych trwały rozmowy przy wspólnym stole. O godz. 12.00 uczestnicy Namiotu Spotkań w duchowej łączności z Papieżem Franciszkiem odmówili Anioł Pański, polecając modlitwie osoby ubogie i potrzebujące na całym świecie. Następnie w Bazylice Mariackiej odbyła się uroczysta Msza święta pod przewodnictwem Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, Metropolity Krakowskiego.

– Bóg działa i daje pomoc potrzebującemu, by przywrócić mu godność. Stąd tak konieczne jest naśladowanie Boga w geście niesienia pomocy i wyzwolenia – mówił podczas homilii Metropolita Krakowski. Przypomniał także, że tegoroczne orędzie na 2. Światowy Dzień Ubogich jest rozważaniem Psalmu 34, a w sposób szczególny jego siódmego wersetu: „Biedak zawołał, a Pan go usłyszał” – Co oznacza wołanie ubogiego, jeśli nie cierpienie? – pytał zebranych w Bazylice Mariackiej. Podkreślał, że w takim dniu jak dziś, powinniśmy zadać sobie w sumieniu pytanie, czy słyszymy głos ubogiego, czy potrafimy go słuchać. Zaznaczał, że aby rozpoznać ten głos, konieczne jest odejście od narcyzmu i zasłuchanie w ciszę. – Tu nie chodzi o jeden gest. Tu chodzi o otwarcie serca, aby ubogi stał się moim przeżywaniem – wyjaśniał abp Jędraszewski.

Po Mszy świętej w Namiocie Spotkań arcybiskup zwrócił się do organizatorów i wolontariuszy z podziękowaniem za podjęty trud pracy – Moje wielkie dzięki kieruję do organizatorów, dobroczyńców, wszystkich, którzy poczuli się prawdziwie Bożymi dziećmi, łącząc się z innymi, bardziej od siebie potrzebującymi, także bożymi dziećmi. Bóg wam zapłać za tę dobroć serca, która sprawia, że mamy poczucie tak wielkiej jedności, poczucie tego, że jesteśmy jednym, Bożym ludem, tym samym świętym Kościołem, dziećmi tego samego Boga – mówił abp Jędraszewski. Następnie w namiocie odbył się wspólny posiłek.

Atmosferę panującą w Namiocie Spotkań przez cały tydzień zobrazowały spontaniczny taniec na scenie i wspólny śpiew na zakończenie obchodów 2. ŚDU. Jak podkreślali goście namiotu, takiej atmosfery nie doświadczyli już dawno – Dawno nie widziałem takiej radości na twarzach moich kolegów – dzielił się spostrzeżeniami pan Władysław – Dziękuję, że mogłem tego doświadczyć  w czasie tych dni – mówił.

Od środy 14 listopada w Namiocie Spotkań wydano 17 tys. porcji ciepłych dań. Z pomocy medycznej skorzystało około 500 osób, porad udzielało 60 specjalistów, na terapię odwykową zapisało się blisko 50 osób. W ramach Modlitewnego Jerycha modlitwę prowadziło około 50 wolontariuszy, w Namiocie Spotkań natomiast, różnej formy posługi podjęło się 300 wolontariuszy.

Choć od poniedziałku Namiot Spotkań będzie już zamknięty, organizatorzy zachęcają, aby myśląc o zbliżających się Świętach Bożego Narodzenia, pamiętać także o osobach, które świąteczne dni spędzą w samotności. Od 1 grudnia na stronie internetowej www.sdu.malopolska.pl w ramach akcji „Gość w dom, Bóg w dom”, będzie można pobrać specjalne zaproszenie na Wieczerzę Wigilijną i wręczyć je samotnej sąsiadce czy sąsiadowi. Szczegóły akcji będą dostępne już wkrótce.

GALERIA ZDJĘĆ

Zofia Świerczyńska
Karolina Zając
fot. Maciej Świerczyński

Naśladujmy Chrystusa w pomaganiu innym

– Bóg działa i daje pomoc potrzebującemu, by przywrócić mu godność. Stąd tak konieczne jest naśladowanie Boga w geście niesienia pomocy i wyzwolenia – mówił Metropolita Krakowski, abp Marek Jędraszewski podczas Mszy świętej z okazji obchodów 2. Światowego Dnia Ubogich.

Arcybiskup podkreślał, że dzieło miłosierdzia i pomocy potrzebującym, stało się przez wieki misją Kościoła. – To Kościół wziął na siebie odpowiedzialność za pomoc chorym, opuszczonym, biednym – przypomniał Metropolita Krakowski. Arcybiskup przytoczył przykład św. Elżbiety Węgierskiej i bł. Salomei, które pomimo, iż pochodziły z bogatych rodzin książęcych, swoje życie poświeciły służbie najbardziej potrzebującym. – Swoją postawą uczyły, co znaczy ubogi, który przychodzi do nas niosąc w sobie, niekiedy zatarty, ale rzeczywisty, obraz Jezusa Chrystusa – opisywał.

Metropolita przypomniał także, że tegoroczne orędzie na 2. Światowy Dzień Ubogich jest rozważaniem Psalmu 34, a w sposób szczególny jego siódmego wersetu: „Biedak zawołał, a Pan go usłyszał” – Co oznacza wołanie ubogiego, jeśli nie cierpienie? – pytał zebranych w Bazylice Mariackiej. Podkreślał, że w takim dniu jak dziś, powinniśmy zadać sobie w sumieniu pytanie, czy słyszymy głos ubogiego, czy potrafimy go słuchać. Zaznaczał, że aby rozpoznać ten głos, konieczne jest odejście od narcyzmu i zasłuchanie w ciszę. – Tu nie chodzi o jeden gest. Tu chodzi o otwarcie serca, aby ubogi stał się moim przeżywaniem – wyjaśniał abp Jędraszewski.

Przypomniał także, że już Stary Testament pełen jest przykładów ludzkich próśb i wołań do Boga. Abraham otrzymał syna Izaaka, który stał się dla niego fundamentem nadziei. – Bóg, gdy słyszy głos wołającego, odpowiada. A ta odpowiedź jest odpowiedzią zbawczą. Pragnie, aby każdy człowiek stworzony na Jego obraz i podobieństwo też odpowiadał. Aby nie pozostał głuchy, aby nie przyjął postaci zimnej obojętności – kontynuował Metropolita Krakowski.

Na zakończenie homilii abp Marek Jędraszewski przywołał słowa Papieża Franciszka z orędzia na tegoroczny Światowy Dzień Ubogich. Apelował, aby zauważyć, że to ubodzy nas ewangelizują. Przypominał, że to dzięki nim mamy możliwość odkryć piękno Ewangelii. – Poczujmy się dziś dłużnikami ubogich, abyśmy mogli otworzyć się na Pana. On prawdziwie zmartwychwstał i nieustannie do nas przychodzi. Z tego jak patrzyliśmy na drugiego człowieka będziemy sądzeni – zakończył Arcybiskup.

Po Mszy świętej w Namiocie Spotkań odbył się wspólny posiłek z udziałem Arcybiskupa Jędraszewskiego oraz wszystkich potrzebujących przybyłych na obchody 2. Światowego Dnia Ubogich w Krakowie.

 

Karolina Zając
fot. Maciej Świerczyński

Chwile wzruszeń – czwarty dzień w Namiocie Spotkań

W sobotę Namiot Spotkań na Małym Rynku wypełniły chwile wzruszeń. Zespół „Siewcy Lednicy” czy spektakl „Lilia” poruszyły serca osób potrzebujących, wolontariuszy i wszystkich gości spontanicznie odwiedzających Namiot Spotkań.

W sobotę w Namiocie Spotkań kontynuowane były porady specjalistów, odbyły się warsztaty filozoficzne czy rozmowy o przepisach kulinarnych, a w kuchni królowały czeczeńskie specjały. O godzinie 20.00 w kościele św. Barbary zakończyło się „Modlitewne Jerycho”. Punktem kulminacyjnym spotkania był koncert zespołu Siewcy Lednicy, który rozgrzał wszystkich uczestników 2. ŚDU. Goście wspólnie bawili się, tańczyli i uwielbiali Boga śpiewem. – Jestem niezwykle wdzięczny, że mogę tutaj dziś z Wami być – mówił Piotr Ziemowski, wokalista i gitarzysta zespołu.

Przejmujące świadectwo

O godzinie 15.00 zespół „Siewcy Lednicy” poprowadził wspólną modlitwę Koronką do Bożego Miłosierdzia. – Przybyliśmy tu przede wszystkim dlatego, żeby wspólnie się modlić. Dla mnie ma to bardzo wyjątkowy charakter. Ci ludzie potrzebują szczególnie miłosierdzia. Kiedy patrzy się w ich oczy, modlitwa jeszcze bardziej dotyka serca – opowiadała Agnieszka Chrostowska, wokalistka zespołu. – Tutaj podczas Światowego Dnia Ubogich gramy po raz pierwszy i jest to szczególne doświadczenie. Okazuje się, że przed Panem Bogiem wszyscy jesteśmy równi i nie ważne jest jak pachniemy. To naprawdę bardzo ważne, że osoby potrzebujące dzięki takim wydarzeniom, mogą uświadomić sobie, że są osoby, które chcą im pomóc, że zawsze mogą liczyć na to, że ktoś wyciągnie do nich pomocną dłoń – kontynuowała, zwracając uwagę, że szczególne podziękowania należą się wolontariuszom, w większości ludziom młodym, którzy nie muszą, ale chcą pomagać i to jest przejmujące świadectwo wiary i służby drugiemu człowiekowi.

Bóg tworzy wielkie dzieła

Szczególnym wydarzeniem był także spektakl „Lilia”, tworzony przez wspólnotę działającą przy Uniwersytecie Papieskim im. Jana Pawła II w Krakowie. Spektakl miał swoją premierę rok temu, a przez ten czas artyści wystąpili w wielu miejscach w Polsce, a także za granicą, m.in. w Lourdes. Widowisko taneczne opowiada historię Maryi i powstało z myślą uczczenia setnej rocznicy objawień w Fatimie. Przedstawienie poruszyło widownię, która entuzjastycznie reagowała w trakcie spektaklu, a po jego zakończeniu nagrodziła artystów owacjami na stojąco. – Spektakl był piękny. Pierwszy raz w życiu widzę coś takiego – mówiła zaraz po zakończeniu widowiska pani Barbara. – Dziewczyny pięknie tańczyły. To było naprawdę niesamowite doświadczenie – wtórowała jej pani Halina, nie kryjąc głębokiego wzruszenia. – Wyjątkowo tańczy się dla tak wyjątkowej publiczności – relacjonowała Agata Stodolska, autorka spektaklu „Lilia” i odtwórczyni roli Maryi – Wszyscy jesteśmy naprawdę wzruszeni – dodała, podkreślając, że pierwszy raz występuje przed taką widownią.  – Wierzę w to, że to łaska Boża tak działa, że otwierają się serca, że pęka coś w człowieku i pojawiają się łzy – mówiła. Agata Stodolska zapowiadając plany zespołu na najbliższe miesiące zaznaczyła, że kolejnym przystankiem jest Panama i udział w Światowych Dniach Młodzieży. –Jest to dla nas duże wyróżnienie i cieszymy się, że będziemy reprezentować tam Polskę artystycznie. Bóg tworzy rzeczy wielkie – mówiła.

Sobota była czwartym i ostatnim dniem warsztatów, koncertów oraz występów, które odbywały się w Namiocie Spotkań na Małym Rynku. W niedzielę Namiot Spotkań będzie otwarty od 9.00, będzie tam wydawany posiłek, a o godz. 13.00 w Bazylice Mariackiej będzie miała miejsce uroczysta Eucharystia na zakończenie obchodów 2. Światowego Dnia Ubogich. Tej wyjątkowej Mszy świętej przewodniczyć będzie Metropolita Krakowski, Abp Marek Jędraszewski, który po jej zakończeniu uda się do Namiotu Spotkań na wspólny obiad z ubogimi oraz wolontariuszami.

GALERIA

 

Karolina Zając
fot. Maciej Świerczyński