Orędzie Ojca Świętego Franciszka na XXVII Światowy Dzień Chorego

Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie (Mt 10,8)

Drodzy Bracia i Siostry,

Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie (Mt 10,8). Są to słowa wypowiedziane przez Jezusa, gdy wysłał apostołów do szerzenia Ewangelii, aby Jego Królestwo było propagowane przez gesty bezinteresownej miłości.

Z okazji XXVII Światowego Dnia Chorego, który w sposób uroczysty będzie obchodzony w Kalkucie w Indiach dnia 11 lutego 2019 roku, Kościół – Matka wszystkich swoich dzieci, zwłaszcza słabych – pamięta, że gesty wielkodusznego daru, jak te Miłosiernego Samarytanina, są najbardziej wiarygodną drogą ewangelizacji. Opieka nad chorymi wymaga profesjonalizmu i czułości, bezinteresownych gestów, niezwłocznych i prostych, jak zwyczajny dotyk, poprzez które daje się odczuć drugiemu, że jest „ważny”.

Życie jest darem od Boga, jak napomina święty Paweł: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał?” (1 Kor 4,7). Egzystencja, właśnie dlatego, że jest darem, nie może być uważana za zwykłe posiadanie czy prywatną własność, zwłaszcza w obliczu zdobyczy medycyny i biotechnologii, które mogłyby doprowadzić człowieka do ulegnięcia pokusie manipulowania „drzewem życia” (por. Rdz 3,24).

W obliczu kultury odrzucenia i obojętności chciałbym stwierdzić, że dar powinien być uznany za paradygmat zdolny do przeciwstawienia się indywidualizmowi i współczesnemu rozdrobnieniu społecznemu, do poruszenia nowych więzi i różnych form współpracy ludzkiej między narodami i kulturami. Dialog, będący warunkiem daru, otwiera relacyjne przestrzenie ludzkiego wzrostu i rozwoju, zdolne przełamać skonsolidowane schematy sprawowania władzy w społeczeństwie. Darowanie nie utożsamia się z czynnością dawania, ponieważ może być ono tak nazwane tylko, jeśli daje się siebie samego. Nie może to być zredukowane do zwyczajnego przekazania jakiejś własności lub przedmiotu. Różni się ono od dawania właśnie dlatego, że zawiera dar z siebie i zakłada pragnienie utworzenia więzi. Dar jest więc wzajemnym uznaniem, które jest konieczną cechą więzi społecznej. W darze kryje się odbicie miłości Bożej, która osiąga punkt kulminacyjny we wcieleniu Jezusa i w wylaniu Ducha Świętego.

Każdy człowiek jest biedny, potrzebujący i ubogi. Kiedy rodzimy się, aby żyć, potrzebujemy opieki naszych rodziców. Stąd w żadnej fazie i na żadnym etapie życia nikt z nas nie jest w stanie całkowicie uwolnić się od potrzeby i pomocy innych, nie jest też nigdy w stanie przezwyciężyć granicy bezsilności przed kimś lub przed czymś. To jest ten stan, który charakteryzuje nasze bycie „stworzeniami”. Uczciwe uznanie tej prawdy zachęca nas do pozostawania pokornymi i do praktykowania z odwagą solidarności jako cnoty nieodzownej dla istnienia.

Ta świadomość przynagla nas do działania odpowiedzialnego i przemyślanego, mając na uwadze dobro, które jest jednocześnie osobiste i wspólne. Tylko kiedy człowiek pojmuje siebie nie jako zamknięty świat, ale jako kogoś ze swej natury związanego ze wszystkimi innymi – jako „bracia” – możliwa jest praktyka solidarności społecznej, oparta na dobru wspólnym. Nie wolno nam się bać uznać siebie za potrzebujących i niezdolnych zapewnić sobie wszystkiego, czego potrzebujemy, gdyż sami o własnych siłach nie jesteśmy w stanie pokonać wszystkich ograniczeń. Nie obawiajmy się tej prawdy, ponieważ sam Bóg w Jezusie pochylił się (por. Flp 2,8) i pochyla nad nami i naszym ubóstwem, aby nam pomóc i dać te dobra, których sami sobie nie jesteśmy w stanie zapewnić.

Na okoliczność uroczystej celebracji w Indiach chciałbym z radością i podziwem przypomnieć postać Świętej Matki Teresy z Kalkuty, wzorca miłości, która uwidoczniła miłość Boga wobec ubogich i chorych. Jak stwierdziłem w czasie jej kanonizacji, „Matka Teresa przez całe swoje życie była hojną szafarką Bożego miłosierdzia, gotową do służenia wszystkim przez przyjmowanie i obronę ludzkiego życia, tego nienarodzonego oraz tego opuszczonego i odrzuconego. (…) Pochylała się nad osobami wyczerpanymi, pozostawionymi śmierci na poboczach dróg, rozpoznając w nich godność daną im przez Boga; zabierała głos wobec możnych tej ziemi, aby uznali swoje winy wobec zbrodni (…) ubóstwa stworzonego przez nich samych. Miłosierdzie było dla niej ‘solą’, która nadaje smak każdemu jej działaniu i ‘światłem’ rozjaśniającym ciemności tych, którzy nie mieli już nawet łez, aby płakać nad swoim ubóstwem i cierpieniem. Jej misja na obrzeżach miast i na egzystencjalnych peryferiach pozostaje w naszych czasach wymownym świadectwem Bożej bliskości wobec najbiedniejszych z biednych” (Homilia, 4 września 2016).

Święta Matka Teresa pomaga nam zrozumieć, że jedynym kryterium działania musi być bezinteresowna miłość wobec wszystkich, bez względu na język, kulturę, grupę etniczną czy religię. Jej przykład nadal prowadzi nas do poszerzania horyzontów radości i nadziei dla ludzkości potrzebującej zrozumienia i czułości; zwłaszcza dla tych, którzy cierpią.

Ludzka wielkoduszność jest zaczynem działania wolontariuszy, którzy mają wielkie znaczenie w sektorze społeczno-medycznym i którzy w wymowny sposób żyją duchowością Miłosiernego Samarytanina. Dziękuję i wspieram wszystkie stowarzyszenia wolontariackie, które zajmują się transportem i ratowaniem pacjentów, które zapewniają dawstwo krwi, tkanek i organów. Szczególnym obszarem, w którym Wasza obecność wyraża optykę Kościoła, jest ochrona praw chorych, zwłaszcza tych cierpiących na choroby wymagające specjalnej opieki, nie zapominając także o wymiarze zwiększania świadomości i profilaktyki. Wasza służba wolontaryjna w strukturach sanitarnych i domowych ma ogromne znaczenie, począwszy od opieki zdrowotnej po wsparcie duchowe. Korzysta z niej wielu chorych, samotnych, ludzi w podeszłym wieku, słabych psychicznie i fizycznie. Zachęcam Was, abyście nadal byli znakiem obecności Kościoła w zsekularyzowanym świecie. Wolontariusz jest bezinteresownym przyjacielem, któremu można powierzyć myśli i emocje; poprzez słuchanie tworzy on warunki, w których chory, nie jest już biernym obiektem opieki, ale staje się aktywnym podmiotem i bohaterem wzajemnej relacji, zdolnym do odzyskania nadziei i lepiej przygotowanym do zaakceptowania leczenia. Wolontariat komunikuje wartości, zachowania i style życia, które w centrum mają pasję obdarowywania. W ten sposób realizuje się humanizacja opieki.

Postawa bezinteresowności powinna pobudzać przede wszystkim katolickie placówki opieki zdrowotnej, ponieważ to właśnie logika Ewangelii określa ich działanie, zarówno na obszarach najbardziej zaawansowanych, jak i w miejscach najtrudniejszych. Katolickie placówki są powołane, aby wyrażać istotę daru, darmowości i solidarności, w odpowiedzi na logikę zysku za wszelką cenę, logikę dawania, aby otrzymywać, logikę wyzysku nie zwracającego uwagi na ludzi.

Wzywam Was wszystkich, na różnych poziomach, do promowania kultury bezinteresowności i daru, niezbędnych do przezwyciężenia kultury zysku i odrzucenia. Katolickie instytucje opieki medycznej nie powinny wpadać w myślenie biznesowe, ale dbać o opiekę nad człowiekiem, bardziej niż o zysk. Wiemy, że zdrowie jest relacyjne, zależy od interakcji z innymi i potrzebuje zaufania, przyjaźni i solidarności. To jest dobro, którym można się cieszyć „w pełni” wyłącznie, gdy się nim dzieli. Wskaźnikiem zdrowia chrześcijanina jest radość z bezinteresownego daru.

Was wszystkich zawierzam Maryi, Uzdrowieniu chorych. Niech nam pomaga dzielić się darami otrzymanymi w duchu dialogu i wzajemnego przyjęcia, abyśmy żyli jak bracia i siostry, uważni na potrzeby jedni drugich, abyśmy wiedzieli, jak dawać z sercem hojnym i uczyli się radości z bezinteresownej służby. Z miłością zapewniam wszystkich o mojej bliskości w modlitwie i z serca udzielam Apostolskiego Błogosławieństwa.

Watykan, 25 listopada 2018

Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

Franciszek

Źródło: w2.vatican.va
Fot. eKAI

W te święta podaruj innym coś najcenniejszego!

Choinka, pierwsza gwiazdka na niebie, sianko pod białym obrusem, odpowiednia ilość potraw, opłatek i puste miejsce przy stole dla… No właśnie, dla kogo? Przybysza, niezapowiedzianego gościa? Na Kogo czekamy tej nocy?

Bardzo blisko nas żyją osoby, które Święta Bożego Narodzenia przeżywają w samotności. Sąsiad, dalsza rodzina, znajomy z pracy, osoby z domów pomocy społecznej… Taką osobą może być każdy. Dlatego warto, by w myśl staropolskiego powiedzenia „Gość w dom, Bóg w dom” wypełnić puste miejsce przy wigilijnym stole.

Zachęcamy, by w ostatnich dniach przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia nie zapomnieć o osobach potrzebujących naszej miłości i wsparcia. Wystarczy zastanowić się, kto z sąsiadów spędzi te święta sam i pójść do niego z zaproszeniem, które można pobrać ze strony internetowej TUTAJ, następnie wydrukować je, wypełnić i wręczyć swojemu gościowi. Informację na temat osób potrzebujących można także uzyskać w parafiach lub jednostkach pomocowych, w domach opieki społecznej czy świetlicach.

Niech narodzenie Jezusa, przyjście Boga–Człowieka, uobecni się w drugim człowieku, często tym najbardziej samotnym i ubogim. W te święta podarujmy innym coś najcenniejszego – naszą miłość! Tylko prawdziwe i pełne miłości spotkanie z drugim człowiekiem pozwala dostrzec w jego obliczu Chrystusa.

 

Czytaj więcej o akcji „Gość w dom, Bóg w dom”

Czas inspiracji i dziękczynienia – spotkanie wolontariuszy i organizatorów 2. ŚDU

W sobotę 8 grudnia odbyło się spotkanie organizatorów i wolontariuszy 2. Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej. Był to czas podziękowań, inspiracji i wymiany doświadczeń. Spotkanie było także okazją do zapoznania się z propozycją zaangażowania się w całoroczną pomoc osobom ubogim i bezdomnym.

Wspólne spotkanie rozpoczęło się Mszą świętą o godz. 18.30 w Bazylice Mariackiej, której przewodniczyli o. Jan Bednarz i ks. Łukasz Michalczewski – Witamy wszystkich wolontariuszy i organizatorów, którzy podczas 2. Światowego Dnia Ubogich służyli ludziom ubogim i biednym. Dzisiaj chcemy się wspólnie modlić i przeżywać ten dzień w jedności i dziękczynieniu za ten czas, jednocześnie prosząc o kolejne natchnienia i pomysły. Mamy za co Matce Bożej dziękować, to przecież Ona nieustannie nad nami czuwa – mówił na rozpoczęcie Mszy św. ks. Michalczewski.

Następnie w siedzibie Arcybractwa Miłosierdzia odbyło się spotkanie, podczas którego organizatorzy wyrazili wdzięczność wszystkim wolontariuszom za otwarte serce i chęć pomocy najuboższym. Jak zaznaczał ks. Łukasz Michalczewski, zaangażowanie wolontariuszy przypomniało całemu Kościołowi Krakowskiemu jak ważna i potrzebna jest pomoc osobom w różnych kryzysach i jednocześnie zachęcił, by potencjał i świadectwo wolontariuszy 2. ŚDU urzeczywistniało się także w pomocy ubogim na co dzień – Same Światowe Dni Ubogich są przestrzenią do zaangażowania wielu wspólnot, ale może nie wszyscy jesteśmy członkami tych grup. Dlatego dzisiaj chcemy was zachęcić do całorocznego zaangażowania i wysłuchania propozycji przestrzeni, gdzie można się zaangażować jako wolontariusz – mówił ks. Michalczewski.

Podczas spotkania osoby reprezentujące instytucje i wspólnoty, które włączały się w organizację 2. Światowego Dnia Ubogich, przedstawiły wolontariuszom misję i sposób działania poszczególnych ośrodków pomocy oraz zachęciły do zaangażowania w prowadzony przez nich wolontariat. Ewa Korbut z Dzieła Pomocy św. Ojca Pio w Krakowie przypominała, że misją Dzieła Pomocy jest towarzyszenie osobom bez domu w drodze powrotu do domu, założenia go na nowo, czy odnalezienia własnego miejsca. Zaznaczała, że warto włączyć się w wolontariat, by móc uczestniczyć w małych cudach, które codziennie dzieją się w życiu osób bez domu – Nie chodzi o sukces na zasadzie, że ktoś nie miał domu i już go ma. Dla nas takim sukcesem jest to, że może ktoś pierwszy raz przyjdzie pod prysznic, dla innego sukcesem może być to, że zacznie pod prysznic przychodzić regularnie. Może takim sukcesem będzie, że taka osoba przyjdzie na świetlicę i zacznie z kimś rozmawiać. Tych sukcesów jest wiele na co dzień i to są takie małe sukcesy, o których w mediach mówi się trudno, ponieważ nie ma na to liczby czy kwoty – zaznaczała Ewa Korbut, jednocześnie zapraszając na najbliższe spotkanie kandydatów do wolontariatu w najbliższy czwartek 13 grudnia o godz. 18.00 w siedzibie Dzieła Pomocy św. Ojca Pio.

Siostra Lidia Lupa z krakowskiego oddziału Caritas przypominała, że w instytucji pomoc kierowana jest nie tylko do osób bezdomnych, ale do wszystkich ubogich w szerokim tego słowa znaczeniu – chorych, cierpiących, dzieci z domów dziecka, bezdomnych, samotnych, starszych. Zachęcała do zaangażowania i pomocy poprzez odwiedziny starszych i samotnych osób, udzielanie korepetycji dzieciom z domów dziecka czy pomoc w codziennych zajęciach świetlicowych. Zaprosiła również do udziału i pomocy w organizacji Wigilii dla osób ubogich – Potrzebujemy pomocy w przygotowaniu samej Wigilii jak i przygotowaniu paczek, aby każdy potrzebujący mógł zabrać żywność. To spotkanie będzie w duchu Namiotu Spotkania, ponieważ będziemy tam razem z ubogimi, będziemy im służyć, jeść wspólnie posiłek – podkreślała s. Lidia.

Mateusz Gajda z Fundacji Przystań Medyczna zapraszał do pomocy około-medycznej – przy robieniu opatrunków i prowadzeniu konsultacji medycznych dla bezdomnych znajdujących się w noclegowniach a także na Plantach, gdzie udają się w każdą środę i niedzielę wraz z uczestnikami „Zupy na Plantach” i wspólnotą  św. Idziego. Zaznaczał, że do pomocy zapraszają także osoby niezwiązane z medycyną – W naszej fundacji jest także wiele działań pozamedycznych. A osoby, które chciałyby się czegoś nauczyć, zapraszamy na warsztaty z tworzenia opatrunków, które odbędą się już 12 grudnia – zapraszał, jednocześnie dziękując za pomoc i dobro, jakie członkowie fundacji otrzymali od wolontariuszy w czasie trwania 2. Światowego Dnia Ubogich.

Katarzyna Kadela z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej podkreślała, że doświadczenie pracy z osobami ubogimi pokazuje, że problemy ludzi to nie tylko brak pieniędzy, ponieważ trudności wynikają z wielu innych przyczyn. Zachęcała do zaangażowania w wolontariat, podkreślając konieczność pomocy osobom starszym i samotnym – Są to osoby, które choć mają własne rodziny, to nikt się nimi nie zajmuje. Praca i pobyt za granicami kraju ich najbliższych powodują, że te osoby są tutaj samotne, zamknięte w swoich czterech ścianach, więc jeśli ktoś chciałby pomóc i zaangażować się w ten sposób, zachęcamy do współpracy – podkreślała.

Działalność Fundacji Po Pierwsze Człowiek przedstawiła s. Agnieszka Koteja, podkreślając, iż wydawanie posiłku w prowadzonej przez fundację jadłodajni odbywa się w nietypowy sposób – Podajemy posiłki nie z okienka, nie w kolejce, tylko robimy to tak jak w restauracji, tak jak w domu, czyli przy stole – wyjaśniała, zapraszając wolontariuszy do pełnienia funkcji „kelnera” jak i osoby towarzyszącej, spożywającej  posiłek wspólnie z osobami bezdomnymi. Zaprosiła także do zaangażowania w zajęcia integracyjne prowadzone przez fundację dla osób bezdomnych w ciągu całego tygodnia.

Na koniec ks. Łukasz Michalczewski zaprosił do udziału w trwającej akcji „Gość w dom, Bóg w dom”, będącej zachętą do wspólnego przeżycia Wigilii Świąt Bożego Narodzenia wraz z osobami samotnymi. Spotkanie zakończył wspólny posiłek. Informacje dotyczące wolontariatu w instytucjach pomocowych działających na terenie Krakowa, można znaleźć na stronach internetowych instytucji oraz na fanpage Światowego Dnia Ubogich, gdzie publikowane będą informacje o zbliżających się akcjach i wydarzeniach.

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ ZE SPOTKANIA

Zofia Świerczyńska
fot. Maciej Świerczyński

Zaproś samotną osobę na wieczerzę wigilijną

Już po raz drugi zapraszamy do udziału w akcji „Gość w dom, Bóg w dom” będącej kontynuacją Światowego Dnia Ubogich. Akcja zachęca do zaproszenia osób samotnych na wspólną wieczerzę wigilijną.

Akcja „Gość w dom, Bóg w dom” odwołuje się do tradycji zostawiania pustego miejsca przy wigilijnym stole dla nieoczekiwanego gościa. Takim gościem  może stać się zaproszona przez nas do wspólnego przeżycia Wigilii Świąt Bożego Narodzenia samotna osoba, być może nasza sąsiadka, sąsiad, bądź inni, którzy w tym czasie nie będą mogli być z bliskimi.

Jest to jednocześnie zaproszenie do zauważenia osób potrzebujących znajdujących się w najbliższym otoczeniu – wystarczy się zastanowić, kto z sąsiadów spędzi te święta sam i pójść do niego z zaproszeniem. Informację na temat osób potrzebujących można także uzyskać w parafiach lub jednostkach pomocowych, w domach opieki społecznej czy świetlicach.

Aby dołączyć do akcji należy pobrać ze strony internetowej specjalne zaproszenie, wydrukować, wpisać na nim swój adres i wręczyć swojemu gościowi.  Zaproszenie jest dostępne na stronie internetowej >>TUTAJ<< od pierwszej niedzieli Adwentu. W odróżnieniu do minionego roku, zaproszenie będzie dostępne tylko w wersji online, przygotowane do indywidualnego wydrukowania.

 

„Czy to mnie różni od Ciebie ?!” – reportaż z 2. ŚDU

„Już pora wstać, wyruszyć z domu. Przyjaciela spotkać znów”  – napisał  do mnie już o czwartej nad ranem mój przyjaciel bezdomny, którego poznałam jeszcze w Warszawie. Tymi słowami rozpoczął się dla mnie 2. Światowy Dzień Ubogich. Myślę, że nie mógł dobrać słów lepiej. Myślę, że już wtedy wiedziałam, że ten nadchodzący czas, będzie czasem prawdziwie niezwykłym.

Kiedy tylko po raz pierwszy w tym roku pojawiłam się w Namiocie Spotkań, przywitał mnie najcieplejszy uścisk, jaki mogłam sobie wyobrazić. Mocny uścisk przyjaciela, który wzruszył mnie całkowicie i zaprowadził nas do rozmowy, która trwała we mnie przez kolejne dni.

– „Czuję się tu potrzebny” – wyznał ze łzami w oczach. Płakałam razem z nim. Staliśmy wśród rozmów, płynących słów, śmiechu i muzyki. Mocno ponownie zaczynałam rozumieć, jak bardzo każdy z nas potrzebuje człowieczeństwa…

***

Wiersz został napisany przez uczestnika warsztatów pisarskich, które współprowadziłam podczas 2. Światowego Dnia Ubogich. Publikuję go oczywiście za zgodą na tego typu działania.

Jestem, ale dlaczego
Bo mnie ktoś stworzył
Czy sam powstałem
I nawet jeśli
przeszkadzam z gitarą
to nadal jestem

Bo tylko człowieczeństwo
mi zostało
Bo tylko człowieczeństwo
mi zostało

A przecież upadłem
tak nisko
Zdychałem we własnym
gnoju, moczu

Na imię mam Radek
Jestem człowiekiem
bezdomnym.

Czy to mnie różni
od Ciebie ??!

Głośno krzyczą we mnie te słowa i powodują chaos, silne ukłucie, wręcz ucisk. Przypomina mi się rozmowa z Panem Mariuszem* podczas „Metamorfoz”, w trakcie których został obdarowany nową fryzurą. Miesiąc bezdomności. Smutny głos… Ciche słowa. I te oczy wpatrzone wprost przed siebie. Wprost na kolegę, który dachu nad głową nie ma już znacznie dłużej.

„Śpię na klatkach schodowych. Za każdym razem ktoś szarpie mnie za rękę, albo już nawet tego nie robi. Ludzie krzyczą, żebym wstawał, że dla mnie spania nie będzie. Często dodają głośne: „wynocha”. Nie rozumiem tego… Ta tułaczka  mnie przeraża.”

Pan Mariusz* ma łzy w oczach. Płaczę razem z nim. Siedzimy w poczekalni. Nowa fryzura zdaje się nie mieć nic wspólnego z aktualnym samopoczuciem. Obok chłopiec pokazuje dwójce moich przyjaciół karcianą sztuczkę. Oboje w milczeniu przyglądamy się jego zaangażowaniu. „Kiedyś uwielbiałem grać w karty” – przyznaje mi Pan Mariusz* – „Teraz nawet nie mam kart. Nie mam z kim.”

Następnego dnia również Iza* dzieli się ze mną mocnym słowem. Nie płacze, ale wzrokiem przekazuje mi rozpacz. Zgaduję, że w moim sercu też rodzi się nowa rozpacz.

„Nie rozumiem dlaczego ludzie nienawidzą osób bezdomnych. Nienawidzą nas. Przecież jestem człowiekiem… Przecież chciałabym mieć dom…”

Po raz pierwszy w tak krótkim odstępie czasu i tak wyraźnie słyszę bolesne komunikaty od ludzi zranionych przez drugiego człowieka. Zranionych tylko dlatego, że nie mają domu. Czuję, że łamie mi się serce. Próbuję cokolwiek zrozumieć. Ponownie płaczę. Słowa przepełnione cierpieniem wychodzące z ust człowieka bezdomnego, które stanowią jego bezradność wobec  przykrości otrzymywanych od drugiego człowieka są jednymi z najbardziej bolesnych, jakie kiedykolwiek usłyszałam. Cierpienie człowieka wyrażone w tak prosty sposób. Słowa tak mocne. Miażdżące.

Gdyby tak magiczne sztuczki karciane potrafiły przemieniać ludzkie serca…

„Byłem”

Wiersz został napisany przez tego samego uczestnika warsztatów pisarskich, które współprowadziłam podczas 2. Światowego Dnia Ubogich. Publikuję go oczywiście za zgodą na tego typu działania.

 

Miałem ziemię i wszystko
i ciebie
I chyba czasami nawet tworzyłem
Bo jesteście.

Nie byłem.

Pytanie, czy jestem?

Jak się odnaleźć?

 

Rok temu, po 1. Światowym Dniu Ubogich odnalazłam kilka osób, z którymi bliżej się zaprzyjaźniłam i wręczyłam im przedświąteczne prezenty. Wśród nich była między innymi Pani Joanna *. Niezwykle silna kobieta. Kobieta, o której często myślę. Potem nie widziałam jej już ani razu. Nie przychodziła na Planty, nasze drogi też nie skrzyżowały się na ulicy. Musiał minąć rok i obie musiałyśmy na nowo przemienić swoje serca, żebyśmy ponownie mogły się odnaleźć. To było dla mnie bardzo ważne spotkanie… Gdy tylko zobaczyłam Panią Joannę* prawie przewróciłam się z radości. Podbiegłam, żeby obok niej usiąść, ale tym razem nie była już sama. I mimo, że jej sytuacja w żaden sposób się nie odmieniła, to był obok niej człowiek, którego mocno ceni – Pan Zbigniew*. Ilekroć o nim myślę, czuję wdzięczność. To nie był jednak koniec spotkania. W pewnym momencie podeszli do nas młodzi ludzie, wolontariusze z różnych części Europy. Po chwili, rozemocjonowani, rozmawialiśmy wszyscy razem. W dodatku po niemiecku. Okazało się, że Pan Zbigniew mieszkał  kiedyś w Berlinie przez kilka lat. Siedzieliśmy wszyscy przy jednym stole. Pod dużym namiotem. Przed nami stały puste plastikowe talerze i papierowe kubki z ciepłą herbatą. Rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy. Nie było żadnych barier. W naszym dialogu płynął język włoski, niemiecki, angielski, rosyjski i polski. Każdy z nas rozumiał kogoś innego, ale ostatecznie wspólnymi siłami doprowadziliśmy do momentu, w którym wszystkie słowa były jak najbardziej zrozumiałe.

Tego samego uczucia jedności doświadczyłam podczas kolejnego fantastycznego wydarzenia odbywającego się równolegle w tygodniu, w którym Namiot Spotkań został otwarty. Była to  „Kuchnia Spotkania” organizowana przez autorów bloga „Islamista” , czyli czas, w którym wraz z uchodźcami mogliśmy przygotować specjały z ich rodzinnych stron. Mieliśmy okazję poznać kuchnię z Czeczenii, Afganistanu i Syrii. Znów gotowaliśmy, staliśmy, siedzieliśmy i jedliśmy przy jednym stole z ludźmi z różnych stron świata, a płynąca rozmowa i wzajemna ciekawość tworzyła przestrzeń równości.

Zachwyca mnie ta chęć tworzenia relacji, przełamująca bariery różnorodności. Zachwyca mnie wzajemne porozumienie, płynące z dialogu niezależnie od stanu, w jakim się znajdujemy. Zachwyca mnie ta próba przygotowania miejsca dla drugiego człowieka przy naszym wewnętrznym stole, znajdującym się w sercu.

***

Wiersz został napisany przez tego samego uczestnika warsztatów pisarskich, które współprowadziłam podczas 2. Światowego Dnia Ubogich. Publikuję go oczywiście za zgodą na tego typu działania.

 

A dlaczego wróciłem?

Bo zawsze kiedy upadałem

Już tylko została mi

nadzieja

A że nie wierzyłem

Nie byłem się w stanie

podnieść

Dopóty dopóki Ciebie nie

zobaczyłem.

PS Jestem zły na siebie

Piątek był chyba najintensywniejszym dniem ze wszystkich. Najpierw miałam okazję pomagać świetnej Klaudii przy warsztatach fotograficznych. Natomiast o godzinie 15:00 przyszedł czas na warsztaty pisarskie „Wartość słowa”, które współprowadziłam wraz Martą, Magdaleną i Krzysztofem.

Nagle wszystko działo się bardzo szybko. Zostaliśmy autentycznie zalewani słowem.

Słowem. Słowem. Słowem.

Liczyło się tylko ono i drugi człowiek.

Pisaliśmy i nie mogliśmy przestać. Rozmawialiśmy, używaliśmy nieporadnie liter, każdy chciał dodać coś od siebie. Myślę, że każdy z nas odczuł silne poczucie istnienia. Była złość, niezrozumienie, radość, lęk, panika, nieśmiałość, uniesienie, wolność, płacz, krzyk, śmiech, niepewność, strach. Nie jestem w stanie zapomnieć tych emocji. Każda z osobna mnie przeniknęła. Mam wrażenie, że zostaną ze mną już na zawsze…

Pisaliśmy więc i nie mogliśmy przestać. Niszcząc wewnętrzne bariery, uprzedzenia, lęki. Wręcz walczyliśmy z rzeczywistością, jednocześnie próbując ją oswoić.

I tak Paweł * napisał list do ojca. Mimo wszystko. Mimo obaw, że nie dotrze. Mimo obaw, że zostanie podarty.

I tak Marek* napisał list do syna. Kilka dłuższych chwil musiało minąć, zanim ostatecznie słowa znalazły się na papierze. Wyciągnął swoje własne pióro. Odkąd tylko się znamy już chyba kilkadziesiąt razy powtórzył, że uwielbia pisać listy. Wcześniej był dialog. Zbawienna rozmowa, za którą jednej osobie z naszego zespołu ogromnie dziękuję.

I tak Zosia* zaczęła tworzyć dziennik. Pisząc o lęku, troskach, problemach i słabościach. Siedziałam przy niej, gdy wewnętrzne słowa przelewała na papier. Widziałam jak długopis dotyka kartkę, widziałam jak skupienie zajmuje całą przestrzeń i ostatecznie autentycznie widziałam te emocje, które  falami próbowały opisać rzeczywistość.

I tak wiele innych osób zaczynało pisać, składając litery w przedziwną rozmowę, której nigdy wcześniej nie przeprowadzili.

Wtedy do naszego stanowiska podeszli Radek* i Tomek*.

Usiedli przy stole bardzo zadowoleni, oczekując, że wydarzy się dobro.

Próbowałam zacząć wspólne pisanie dziennika od pewnego zamysłu, który w sobie nosiłam. Panowie zaczęli jednak od osobistej treści, którą dyktował im ich własny świat. Używali pojedynczych słów. Bardzo prostych. Pytali mnie za każdym razem, czy mogą zapisać dane zdanie. Obserwowałam i uczestniczyłam w tym przedziwnym dialogu dobra, który otwierał mi przejęte serce jeszcze szerzej. Naturalna prostota tych dwóch umysłów mnie zachwyciła. Zrozumiałam wtedy jak bardzo potrzebujemy zwyczajnych komunikatów, wyrażających troskę o drugiego człowieka. Zrozumiałam jak bardzo potrzebujemy tych drobnych komunikatów miłości i wdzięczności za  oczywiste  gesty.

Dostałam od nich jedną zapisaną stronę. Nalegali, żebym ją zachowała. Jestem bardzo wdzięczna. Patrzę na nią i widzę niewyraźnie, nierówno i z błędami uwiecznione pojedyncze, pozornie oczywiste hasła o drugim człowieku. Jedno, dwa słowa. Cała strona. Niczym idealny wiersz. Niczym idealne świadectwo wdzięczności za dobro.

Zaczynam rozumieć, że proste komunikaty są częścią tej potrzeby człowieczeństwa. Proste stwierdzenia, prowadzące do tej naglącej interwencji.

„Jestem człowiekiem” krzyczało każde słowo, które podczas warsztatów zostało mi przekazane.

„Jestem człowiekiem”

„Jestem człowiekiem”

I choć zdania te pozornie wydają się identyczne to stanowią tysiące historii, świadczących o wartości każdego pojedynczego istnienia.

 

Codziennie wychodzę z blok,  na pewnym osiedlu, przez duże granatowe drzwi. Codziennie w pośpiechu, bo ciągle tyle rzeczy jeszcze chciałabym odkryć. Coś jednak sprawia (może ten intensywny kolor albo ciężar), że zatrzymuję się i nie chcę by pośpiech był ten sam. Zatrzymuję się i próbuję zastanowić w jaki sposób mogę doświadczyć drugiego człowieka, w jaki sposób mogę być tą interwencją. Dawno nie byłam w czymś tak nieudolna. Ciągle jednak próbuję. Potem naciskam klamkę tych ciężkich, granatowych drzwi. Ostatnimi dniami obezwładnia mnie chłód. Myślę wtedy o ludziach, dla których ten chłód będzie trwał bezustannie. Przynajmniej w trakcie zimy. Mam ochotę napisać na tych wielkich granatowych drzwiach, które ludzie potraktowali jako spokój dla wybranych:  „Otwarte. Dla każdego.”

Niezależnie od tego przez jakie drzwi danego dnia przechodzimy zawsze stoimy przed wyborem jak szeroko chcemy je otworzyć…

W każdym z nas istnieje tak wielka potrzeba człowieczeństwa.

Mogłabym pisać więcej. Uczę się jednak od Pana Adama*, który podczas warsztatów pisarskich, zamknął spokojnie i powoli dziennik. Odłożył go na bok. Już kilka razy namawiałam go, żebyśmy spróbowali coś napisać. Uśmiechnął się do mnie również powoli, przysunął w moim kierunku zgiętą stronę, ukłonił się i odszedł. Rozłożyłam kartkę dopiero po chwili. Na niej napisane było tylko jedno słowo. „Istnienie”. Zgaduję, że to wystarczyło. Zgaduję, że czasem wystarczy to jedno słowo.

U mnie głośno krzyczą dziś dwa: Potrzeba człowieczeństwa.

Potrzeba, która istnieje w każdym z nas.

Bądźmy dla drugiego człowieka.

Jestem skłonna błagać.

Odkrywajmy własne ubóstwo.

Otwórzmy serca.

Otwórzmy choćby klatki schodowe. Podzielmy się herbatą. To, że przez chwilę poczujemy przeszkadzający nam zapach, naprawdę nie zrujnuje nam życia.

„[…]

Jestem człowiekiem

bezdomnym

Czy to mnie różni

od Ciebie ??!”

 

*Prawdziwe imiona zostały zastąpione losowymi
fot. Klaudia Kaszyca


 

Tekst autorki Agnieszki Skibińskiej pochodzi z bloga „Człowiekowi człowiek”.
Autorka prowadzi także fanpage na Facebooku, na którym dzieli się swoimi spostrzeżeniami.

Jesteśmy jednością!

W niedzielę 18 listopada zakończyły się tygodniowe obchody 2. Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej. Podczas wydarzeń organizatorzy, wolontariusze i goście doświadczyli spotkań w atmosferze rodzinnego ciepła, miłości i wspólnoty.

Niedzielne obchody 2. ŚDU rozpoczął posiłek, po którym do godzin południowych trwały rozmowy przy wspólnym stole. O godz. 12.00 uczestnicy Namiotu Spotkań w duchowej łączności z Papieżem Franciszkiem odmówili Anioł Pański, polecając modlitwie osoby ubogie i potrzebujące na całym świecie. Następnie w Bazylice Mariackiej odbyła się uroczysta Msza święta pod przewodnictwem Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, Metropolity Krakowskiego.

– Bóg działa i daje pomoc potrzebującemu, by przywrócić mu godność. Stąd tak konieczne jest naśladowanie Boga w geście niesienia pomocy i wyzwolenia – mówił podczas homilii Metropolita Krakowski. Przypomniał także, że tegoroczne orędzie na 2. Światowy Dzień Ubogich jest rozważaniem Psalmu 34, a w sposób szczególny jego siódmego wersetu: „Biedak zawołał, a Pan go usłyszał” – Co oznacza wołanie ubogiego, jeśli nie cierpienie? – pytał zebranych w Bazylice Mariackiej. Podkreślał, że w takim dniu jak dziś, powinniśmy zadać sobie w sumieniu pytanie, czy słyszymy głos ubogiego, czy potrafimy go słuchać. Zaznaczał, że aby rozpoznać ten głos, konieczne jest odejście od narcyzmu i zasłuchanie w ciszę. – Tu nie chodzi o jeden gest. Tu chodzi o otwarcie serca, aby ubogi stał się moim przeżywaniem – wyjaśniał abp Jędraszewski.

Po Mszy świętej w Namiocie Spotkań arcybiskup zwrócił się do organizatorów i wolontariuszy z podziękowaniem za podjęty trud pracy – Moje wielkie dzięki kieruję do organizatorów, dobroczyńców, wszystkich, którzy poczuli się prawdziwie Bożymi dziećmi, łącząc się z innymi, bardziej od siebie potrzebującymi, także bożymi dziećmi. Bóg wam zapłać za tę dobroć serca, która sprawia, że mamy poczucie tak wielkiej jedności, poczucie tego, że jesteśmy jednym, Bożym ludem, tym samym świętym Kościołem, dziećmi tego samego Boga – mówił abp Jędraszewski. Następnie w namiocie odbył się wspólny posiłek.

Atmosferę panującą w Namiocie Spotkań przez cały tydzień zobrazowały spontaniczny taniec na scenie i wspólny śpiew na zakończenie obchodów 2. ŚDU. Jak podkreślali goście namiotu, takiej atmosfery nie doświadczyli już dawno – Dawno nie widziałem takiej radości na twarzach moich kolegów – dzielił się spostrzeżeniami pan Władysław – Dziękuję, że mogłem tego doświadczyć  w czasie tych dni – mówił.

Od środy 14 listopada w Namiocie Spotkań wydano 17 tys. porcji ciepłych dań. Z pomocy medycznej skorzystało około 500 osób, porad udzielało 60 specjalistów, na terapię odwykową zapisało się blisko 50 osób. W ramach Modlitewnego Jerycha modlitwę prowadziło około 50 wolontariuszy, w Namiocie Spotkań natomiast, różnej formy posługi podjęło się 300 wolontariuszy.

Choć od poniedziałku Namiot Spotkań będzie już zamknięty, organizatorzy zachęcają, aby myśląc o zbliżających się Świętach Bożego Narodzenia, pamiętać także o osobach, które świąteczne dni spędzą w samotności. Od 1 grudnia na stronie internetowej www.sdu.malopolska.pl w ramach akcji „Gość w dom, Bóg w dom”, będzie można pobrać specjalne zaproszenie na Wieczerzę Wigilijną i wręczyć je samotnej sąsiadce czy sąsiadowi. Szczegóły akcji będą dostępne już wkrótce.

GALERIA ZDJĘĆ

Zofia Świerczyńska
Karolina Zając
fot. Maciej Świerczyński

Naśladujmy Chrystusa w pomaganiu innym

– Bóg działa i daje pomoc potrzebującemu, by przywrócić mu godność. Stąd tak konieczne jest naśladowanie Boga w geście niesienia pomocy i wyzwolenia – mówił Metropolita Krakowski, abp Marek Jędraszewski podczas Mszy świętej z okazji obchodów 2. Światowego Dnia Ubogich.

Arcybiskup podkreślał, że dzieło miłosierdzia i pomocy potrzebującym, stało się przez wieki misją Kościoła. – To Kościół wziął na siebie odpowiedzialność za pomoc chorym, opuszczonym, biednym – przypomniał Metropolita Krakowski. Arcybiskup przytoczył przykład św. Elżbiety Węgierskiej i bł. Salomei, które pomimo, iż pochodziły z bogatych rodzin książęcych, swoje życie poświeciły służbie najbardziej potrzebującym. – Swoją postawą uczyły, co znaczy ubogi, który przychodzi do nas niosąc w sobie, niekiedy zatarty, ale rzeczywisty, obraz Jezusa Chrystusa – opisywał.

Metropolita przypomniał także, że tegoroczne orędzie na 2. Światowy Dzień Ubogich jest rozważaniem Psalmu 34, a w sposób szczególny jego siódmego wersetu: „Biedak zawołał, a Pan go usłyszał” – Co oznacza wołanie ubogiego, jeśli nie cierpienie? – pytał zebranych w Bazylice Mariackiej. Podkreślał, że w takim dniu jak dziś, powinniśmy zadać sobie w sumieniu pytanie, czy słyszymy głos ubogiego, czy potrafimy go słuchać. Zaznaczał, że aby rozpoznać ten głos, konieczne jest odejście od narcyzmu i zasłuchanie w ciszę. – Tu nie chodzi o jeden gest. Tu chodzi o otwarcie serca, aby ubogi stał się moim przeżywaniem – wyjaśniał abp Jędraszewski.

Przypomniał także, że już Stary Testament pełen jest przykładów ludzkich próśb i wołań do Boga. Abraham otrzymał syna Izaaka, który stał się dla niego fundamentem nadziei. – Bóg, gdy słyszy głos wołającego, odpowiada. A ta odpowiedź jest odpowiedzią zbawczą. Pragnie, aby każdy człowiek stworzony na Jego obraz i podobieństwo też odpowiadał. Aby nie pozostał głuchy, aby nie przyjął postaci zimnej obojętności – kontynuował Metropolita Krakowski.

Na zakończenie homilii abp Marek Jędraszewski przywołał słowa Papieża Franciszka z orędzia na tegoroczny Światowy Dzień Ubogich. Apelował, aby zauważyć, że to ubodzy nas ewangelizują. Przypominał, że to dzięki nim mamy możliwość odkryć piękno Ewangelii. – Poczujmy się dziś dłużnikami ubogich, abyśmy mogli otworzyć się na Pana. On prawdziwie zmartwychwstał i nieustannie do nas przychodzi. Z tego jak patrzyliśmy na drugiego człowieka będziemy sądzeni – zakończył Arcybiskup.

Po Mszy świętej w Namiocie Spotkań odbył się wspólny posiłek z udziałem Arcybiskupa Jędraszewskiego oraz wszystkich potrzebujących przybyłych na obchody 2. Światowego Dnia Ubogich w Krakowie.

 

Karolina Zając
fot. Maciej Świerczyński

Chwile wzruszeń – czwarty dzień w Namiocie Spotkań

W sobotę Namiot Spotkań na Małym Rynku wypełniły chwile wzruszeń. Zespół „Siewcy Lednicy” czy spektakl „Lilia” poruszyły serca osób potrzebujących, wolontariuszy i wszystkich gości spontanicznie odwiedzających Namiot Spotkań.

W sobotę w Namiocie Spotkań kontynuowane były porady specjalistów, odbyły się warsztaty filozoficzne czy rozmowy o przepisach kulinarnych, a w kuchni królowały czeczeńskie specjały. O godzinie 20.00 w kościele św. Barbary zakończyło się „Modlitewne Jerycho”. Punktem kulminacyjnym spotkania był koncert zespołu Siewcy Lednicy, który rozgrzał wszystkich uczestników 2. ŚDU. Goście wspólnie bawili się, tańczyli i uwielbiali Boga śpiewem. – Jestem niezwykle wdzięczny, że mogę tutaj dziś z Wami być – mówił Piotr Ziemowski, wokalista i gitarzysta zespołu.

Przejmujące świadectwo

O godzinie 15.00 zespół „Siewcy Lednicy” poprowadził wspólną modlitwę Koronką do Bożego Miłosierdzia. – Przybyliśmy tu przede wszystkim dlatego, żeby wspólnie się modlić. Dla mnie ma to bardzo wyjątkowy charakter. Ci ludzie potrzebują szczególnie miłosierdzia. Kiedy patrzy się w ich oczy, modlitwa jeszcze bardziej dotyka serca – opowiadała Agnieszka Chrostowska, wokalistka zespołu. – Tutaj podczas Światowego Dnia Ubogich gramy po raz pierwszy i jest to szczególne doświadczenie. Okazuje się, że przed Panem Bogiem wszyscy jesteśmy równi i nie ważne jest jak pachniemy. To naprawdę bardzo ważne, że osoby potrzebujące dzięki takim wydarzeniom, mogą uświadomić sobie, że są osoby, które chcą im pomóc, że zawsze mogą liczyć na to, że ktoś wyciągnie do nich pomocną dłoń – kontynuowała, zwracając uwagę, że szczególne podziękowania należą się wolontariuszom, w większości ludziom młodym, którzy nie muszą, ale chcą pomagać i to jest przejmujące świadectwo wiary i służby drugiemu człowiekowi.

Bóg tworzy wielkie dzieła

Szczególnym wydarzeniem był także spektakl „Lilia”, tworzony przez wspólnotę działającą przy Uniwersytecie Papieskim im. Jana Pawła II w Krakowie. Spektakl miał swoją premierę rok temu, a przez ten czas artyści wystąpili w wielu miejscach w Polsce, a także za granicą, m.in. w Lourdes. Widowisko taneczne opowiada historię Maryi i powstało z myślą uczczenia setnej rocznicy objawień w Fatimie. Przedstawienie poruszyło widownię, która entuzjastycznie reagowała w trakcie spektaklu, a po jego zakończeniu nagrodziła artystów owacjami na stojąco. – Spektakl był piękny. Pierwszy raz w życiu widzę coś takiego – mówiła zaraz po zakończeniu widowiska pani Barbara. – Dziewczyny pięknie tańczyły. To było naprawdę niesamowite doświadczenie – wtórowała jej pani Halina, nie kryjąc głębokiego wzruszenia. – Wyjątkowo tańczy się dla tak wyjątkowej publiczności – relacjonowała Agata Stodolska, autorka spektaklu „Lilia” i odtwórczyni roli Maryi – Wszyscy jesteśmy naprawdę wzruszeni – dodała, podkreślając, że pierwszy raz występuje przed taką widownią.  – Wierzę w to, że to łaska Boża tak działa, że otwierają się serca, że pęka coś w człowieku i pojawiają się łzy – mówiła. Agata Stodolska zapowiadając plany zespołu na najbliższe miesiące zaznaczyła, że kolejnym przystankiem jest Panama i udział w Światowych Dniach Młodzieży. –Jest to dla nas duże wyróżnienie i cieszymy się, że będziemy reprezentować tam Polskę artystycznie. Bóg tworzy rzeczy wielkie – mówiła.

Sobota była czwartym i ostatnim dniem warsztatów, koncertów oraz występów, które odbywały się w Namiocie Spotkań na Małym Rynku. W niedzielę Namiot Spotkań będzie otwarty od 9.00, będzie tam wydawany posiłek, a o godz. 13.00 w Bazylice Mariackiej będzie miała miejsce uroczysta Eucharystia na zakończenie obchodów 2. Światowego Dnia Ubogich. Tej wyjątkowej Mszy świętej przewodniczyć będzie Metropolita Krakowski, Abp Marek Jędraszewski, który po jej zakończeniu uda się do Namiotu Spotkań na wspólny obiad z ubogimi oraz wolontariuszami.

GALERIA

 

Karolina Zając
fot. Maciej Świerczyński

Przebaczajcie, choćby niektórzy nazywali to skandalem

– Nie ma grzechu, którego On by nie odpuścił, bo On jest skandalistą miłosierdzia. Kiedy to zrozumiemy, może mniej będziemy o Bogu mówić, a więcej żyć tak, żeby inni nas o Boga pytali – mówił ks. Jacek Krzemień podczas rekolekcji w ramach obchodów 2. ŚDU.

Podczas kazania, ks. Krzemień podzielił się przemyśleniami na temat sakramentu pojednania – Nie lubię słowa spowiedź, tu nie chodzi o to, żeby szeptać do ucha, ale o to, aby pojednać się z Bogiem – przypominał rekolekcjonista. Nawiązując do słów Ewangelii o Synu Marnotrawnym, podkreślał, że Bóg cierpi z powodu naszych grzechów, ale jednocześnie zawsze szanuje wolność człowieka – On szaleje za nami, szanuje naszą wolność, którą nam dał. Zapłacze nad nami, ale powie idź. Serce ojca płacze, ale choć mógłby zatrzymać syna wie, że on jest wolny. Wiedział, że gdyby odebrał wolność swojemu synowi, odebrałby mu jego człowieczeństwo  – zaznaczał ks. Krzemień.

Rekolekcjonista zaznaczał, że po powrocie syna, ojciec nie robił mu wymówek, nauk. Jedyne co się wydarzyło, to spotkanie miłości z miłością. – Takie spotkanie możecie przeżyć jedynie w sakramencie pojednania. To jest największa tajemnica naszego życia – mówił. Zwracając uwagę na postawę starszego syna, wskazał, że także i my często przyjmujemy postawę pouczania, dawana dobrych rad, przy jednoczesnym przekonaniu braku popełniania własnych błędów – Dla starszego syna to przebaczenie było skandalem, on swojego brata spisał na straty, a ojciec mu przebacza. Niewątpliwie jest to skandal miłosierdzia – mówił. Jednocześnie podkreślał, że nie ma grzechu, którego Bóg nie odpuściłby człowiekowi. – On jest skandalistą miłosierdzia. Kiedy to zrozumiemy, to zrozumiemy, że i my jesteśmy ubodzy. Zrozumiemy, co to znaczy kochać Boga ponad wszystko, a bliźniego swego jak siebie samego. Kiedy to zrozumiemy, może mniej będziemy o Bogu mówić, a więcej żyć tak, żeby inni nas Boga to pytali – zaznaczał.

Rekolekcjonista prosił, aby nigdy nie zapomnieć o wielkiej miłości Boga do każdego z nas oraz wzywał, aby zawsze przebaczać sobie i innym – On nie może Was nie kochać. Uczestniczcie w Jego przebaczeniu, przebaczajcie! Może najpierw przebaczcie sobie to wszystko co było złe, ale i przebaczajcie drugiemu człowiekowi. Choćby niektórzy nazywali to skandalem – przebaczajcie. Bo przebaczenie to spotkanie miłości z miłością, a miłość w życiu jest najważniejsza – mówił.

Na koniec ks. Jacek Krzemień podziękował za obecność  i uczestnictwo we wspólnej modlitwie podczas minionych trzech dni rekolekcji – Chciałem powiedzieć, że was bardzo kocham, że sporo się od was nauczyłem i że tak bardzo liczę na to, że spotkamy się w niebie – mówił ks. Krzemień.

W niedzielę, 18 listopada o godz. 13.00 w Bazylice Mariackiej odbędzie się Msza święta wieńcząca obchody 2. Światowego Dnia Ubogich. Eucharystii będzie przewodniczyć abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski.

 

Zofia Świerczyńska
fot. Maciej Świerczyński

Tutaj wszyscy jesteśmy równi – trzeci dzień w Namiocie Spotkań

Namiot Spotkań po raz kolejny wypełnił się po brzegi. Podczas trzeciego dnia wydarzeń w namiocie, uczestnicy mogli nie tylko wziąć udział w warsztatach, skorzystać z porady specjalisty, ale także m.in. zasmakować kuchni żydowskiej. Namiot Spotkań licznie odwiedzały dzieci ze szkół i przedszkoli.  

– Atmosfera jest niesamowita i pełna miłości, a zainteresowanie naszą poradą bardzo duże, co niezwykle cieszy – mówiła Alicja Szczepańska, doradca społeczny. Jak podkreślała, z prośbą o poradę przychodzą przede wszystkim osoby zagrożone bezdomnością oraz seniorzy. – Interesuje ich to jak uzyskać wsparcie w procesie wychodzenia z bezdomności, jak nie być samotnym, pytają także o programy wsparcia dla seniorów i niepełnosprawnych – dodała. W Namiocie Spotkań przez cały dzień można było otrzymać porady różnych specjalistów, m.in. pośrednika z Urzędu Pracy, pracownika pomocy społecznej czy psychologa. Taka możliwość będzie jeszcze w sobotę.

Zdjęcie od „Zbyszka”

Uczestnicy mogli również zrobić sobie zdjęcie, które wywoływane jest na miejscu w ciemni polowej. – Obok nas stoi ręcznie robiony aparat wielkoformatowy, który nazywa się „Zbyszek”. Nim właśnie robimy zdjęcia wszystkim, którzy do nas przychodzą – relacjonowała Joanna Gondek, która razem z Basią Budniak jest pomysłodawczynią akcji. – Nie nadążamy z ładowaniem kaset, tak duże jest zainteresowanie – mówiła, podkreślając, że do zrobienia zdjęcia zapraszają wszystkich: gości, wolontariuszy i organizatorów, gdyż mają nadzieję, że już wkrótce fotografie posłużą do utworzenia wystawy. – Chcemy pokazać, że wszyscy jesteśmy razem, że nie ma znaczenia czy jesteśmy bezdomni czy nie. Być może efekty będziemy mogli obejrzeć już za parę miesięcy w Muzeum Narodowym – zapowiadała.

Jak w domu

W Namiocie kolejny już dzień działał Przystanek Miłosierdzia – Promujemy tu wydarzenia kulturalne, muzea, ale także oferujemy poradniki miejskie, informacje o ofertach pracy, czy po prostu rozmowę – tłumaczył pan Piotr, wolontariusz. – Zdecydowałem się być wolontariuszem Światowego Dnia Ubogich, bo jutro to ja mogę znaleźć się na ich miejscu. To dla mnie niezwykle wzruszające doświadczenie. Wszyscy jesteśmy tu jedną wielką rodziną, niezależnie od tego kim jesteśmy – dodał.

– Zaszczytem jest dla mnie tu być. Ze wzruszenia łzy ciekną z oczu i ciężko mi cokolwiek powiedzieć –opowiadał pan Robert, który jest osobą bezdomną i postanowił przyjść do Namiotu Spotkań. – Skorzystałem z porady i mam nadzieję, że może uda mi się znaleźć pracę, a kto wie, może za rok będę tu już jako wolontariusz – mówił poruszony. – Te rozmowy i spotkania są niezwykłe. Poznałem fantastycznych ludzi, a atmosfera jest tak niesamowita, że czuję się, jakbym był w prawdziwym domu – dodał.

Metamorfoza, czyli radość

Od środy na ul. Smoleńsk 4 ubodzy mogą skorzystać z tzw. metamorfoz, czyli usług fryzjerów i wizażystek. Akcja zapoczątkowana podczas 1. ŚDU, miała swoją kontynuację przez cały rok. – Biorę udział w tej akcji już drugi raz, a o takiej możliwości dowiedziałam się we wrześniu na świetlicy przy ul. Loretańskiej. Czuję się zupełnie inaczej. Aż chce się człowiekowi śmiać – opowiadała pani Anna, bezdomna, która poddała się metamorfozie. W tym roku osoby korzystające z metamorfoz, mogą wykonać zdjęcie przed i po przemianie. Jak mówi Jacek Taran, fotograf wykonujący zdjęcia, metamorfozy powodują zmianę nie tylko w wyglądzie zewnętrznym – Kiedy robię zdjęcie przed wykonaniem nowej fryzury, muszę ich namawiać na uśmiech. Gdy przychodzą po metamorfozie aż promienieją! Wtedy śmieją się już nawet ich oczy. Uderzyło mnie to szczególnie wczoraj, kiedy byłem tu po raz pierwszy. Ten zwykły zabieg, który dla nas jest rutyną, odmienia całkowicie komfort ich życia. Wychodzą stąd jako ludzie naprawdę szczęśliwi – tłumaczył. Pod ogromnym wrażeniem tych przemian są także wizażyści i fryzjerzy. – Radość tych osób jest nie do opisania. Ta praca daje naprawdę ogromną satysfakcję – mówiła Angelika, fryzjerka, która angażuje się w wolontariat podczas metamorfoz po raz pierwszy.

Wiele działo się dziś także na scenie w Namiocie Spotkań. Swoim koncertem zachwyciła Lidia Jazgar z zespołem Galicja, a na koniec dnia atmosferę rozgrzał Mistral Gospel Choir. Zarówno ubodzy, jak i wolontariusze po raz kolejny podkreślali niezwykłą atmosferę, która panuje podczas spotkania. – Takiego miejsca jak to nie ma nigdzie – mówiła Magda, wolontariuszka 2. Światowego Dnia Ubogich. – Nie ma znaczenia czy jesteś bezdomny, czy nie. Tutaj wszyscy jesteśmy równi – tłumaczyła. – Bycie tu sprawia po prostu ogromną radość – wtórował jej Łukasz Kluba, który służy pomocą w punkcie informacji.

Wydarzenia w Namiocie Spotkań potrwają do niedzieli 18 listopada. Szczegółowy program wydarzeń dostępny jest TUTAJ.

 

Karolina Zając
fot. Maciej Świerczyński

GALERIA ZDJĘĆ