„Chciałem zapomnieć, a nie rozgrzebywać trudne wspomnienia. Jednak od tego co bolesne nie udało się uciec”

Dzięki spotkaniom dziełowej grupy wsparcia Zielona Mila zdecydowałem się na terapię zamkniętą, która była jak oświecenie. Duchowe rozmowy z braćmi kapucynami sprawiły, że wyspowiadałem się po raz pierwszy od 20 lat.

Z wykształcenia jestem ekonomistą. Przez wiele lat uczciwie pracowałem w znanej firmie, która w pewnym momencie została scentralizowana, przez co mój zakład pracy zamknięto. Rozstałem się ze swoją ówczesną partnerką i straciłem kontakt z synem. Nie mając zajęcia ani oparcia w bliskich, prędko znalazłem inne pocieszenie… w alkoholu. Dziś widzę, że picie to geneza i katalizator wszystkiego, co mi się przydarzyło, choć nic nie zapowiadało katastrofy, bo na początku piłem okazjonalnie, by polepszyć sobie nastrój. Z czasem zacząłem sięgać po alkohol codziennie. Jedyną grupą wsparcia byli uzależnieni koledzy. Tylko trzymając się razem, czuliśmy się jak pełnowartościowi ludzie, a o znalezienie towarzystwa do picia trudno nie było. W miejscowości, w której wtedy żyłem, mieszka bardzo wielu alkoholików.

Alkohol powoli zaczął przejmować kontrolę nad moim życiem. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że to choroba i muszę się leczyć. Remedium na wszystkie problemy miała być praca, którą wreszcie udało mi się znaleźć. Niestety pierwsza wypłata i związana z nią euforia była jedynie początkiem kolejnego ciągu. Marzyłem o normalności. Pomyślałem, że może sprzedaż mieszkania pozwoli mi uregulować długi i zacząć uczciwie żyć, ale przypływ gotówki niewiele zmienił. Pieniądze się rozpłynęły, a ja zostałem bez dachu nad głową.

Trafiłem do Krakowa, tu znalazłem schronienie u braci albertynów, a przy okazji poznałem Dzieło Pomocy św. Ojca Pio. Zacząłem uczestniczyć w seansach kinowych organizowanych przez dziełową grupę „Loretanin”, zawsze lubiłem dobry film. Szybko znalazłem pracę. Wydawało mi się, że moje życie wreszcie wkroczyło na właściwe tory i pomimo sugestii nie podjąłem leczenia nałogu alkoholowego. Chciałem zapomnieć, a nie rozgrzebywać trudne wspomnienia. Jednak od tego co bolesne nie udało się uciec. Wróciłem do alkoholu, gdy dowiedziałem się o śmierci ojca. W tym wszystkim starałem się jednak myśleć pozytywnie i spróbować życia poza schroniskiem – „na swoim”. To, co wydawało się krokiem do przodu w kontekście bezdomności, niewiele jednak pomogło mi w wychodzeniu z nałogu. Dopiero w lutym 2017 r., po 10 latach od popadnięcia w alkoholizm uświadomiłem sobie, że sam nie pokonam swojej słabości. Zdecydowałem się na leczenie.

Wróciłem pod skrzydła braci albertynów i na nowo odkryłem Dzieło Pomocy św. Ojca Pio. Dzięki spotkaniom dziełowej grupy wsparcia Zielona Mila zdecydowałem się na terapię zamkniętą, która była jak oświecenie. Duchowe rozmowy z braćmi kapucynami sprawiły, że wyspowiadałem się po raz pierwszy od 20 lat. A dziś po piwie bezalkoholowym miewam takiego kaca moralnego, jakiego nigdy nie miałem po alkoholu.


NIESTYGMATYCY to seria świadectw osób bezdomnych związanych z Dziełem Pomocy św. Ojca Pio, obrazujących, że za określeniem „bezdomny” kryje się ktoś więcej niż stereotypowy „lump”, „kloszard”, czy „menel”. Osoby bezdomne to ludzie z pasjami i wartościami. Celem kampanii oprócz uwrażliwienia otoczenia na problem stygmatyzacji osób bez domu jest także zachęcenie jej odbiorców do udziału w „zmazywaniu stygmatów”. Świadectwa zostały pierwotnie opublikowane w 2018 na www.niestygmatycy.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *