Ciągle wierzę

Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie mnie wszyscy i zrozumcie. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Wszystko to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.
Mk 7, 1-23

Dzisiejsza Ewangelia przypomina nam o konieczności pielęgnowania własnego wnętrza – by wychodziło z niego to, co czyste i dobre. Jak wypracować w sobie „dobre wnętrze”? Przykładów pracy nad własnym wnętrzem możemy szukać u ludzi, którzy żyją obok nas – których serce jest skierowane na pomoc i dobro drugiego człowieka. Jedną z takich osób jest pani Marta Sawicka – Miłosierna Samarytanka Roku 2013, która dzieli się swoim świadectwem:

Przed stanem wojennym, w 1980 roku, moja nieżyjąca już siostra Teresa, pewnego dnia zauważyła na ul. Wrocławskiej starszą panią ze złamaną ręką niosącą nieporadnie menażkę. Jak się okazało, kobieta szła do pobliskiej stołówki po obiad. Siostra zaoferowała pomoc w przynoszeniu posiłków, jednak szybko okazało się, że ze względu na godziny swojej pracy, nie jest w stanie zdążyć przed zamknięciem bufetu. Postanowiła gotować dla tej pani i przynosić obiady. Kiedy przyszła do niej któregoś dnia spostrzegła, że obdarowana dzieli się posiłkiem z innymi potrzebującymi. Zaczęła gotować również dla nich. Któregoś dnia spotkała niewidomą panią jeżdżącą na posiłki aż do Albertynów i zaproponowała jej obiady znacznie bliżej. Wkrótce grono głodnych powiększyło się do kilkudziesięciu osób, a bywały dni, że jadło 170-ciu. I tak minęło 37 lat. W 2010 umarła, wcześniej zdążyła zachorować na cukrzycę, niewydolność nerek, owrzodzenia i Bóg wie co jeszcze.

Teresa od dziecka kochała ludzi starych. Jej marzeniem była medycyna, a konkretnie chirurgia. Nie dane jej było skończyć studiów. Została nauczycielem języka rosyjskiego. Pomagała już na studiach, była człowiekiem ośmiu błogosławieństw, kochała zwierzęta. Zgadała się z siostrą służebniczką i razem chodziły po domach obłożnie chorych i ubogich, opatrywały rany. Widziałam nieraz jak była ledwo żywa ze zmęczenia.

Podobnie jak ja nie wyszła za mąż. Odrzucała adoratorów i kolejne oświadczyny. Żaden z nich nie podzielał jej poświęcenia dla ubogich. Widziała w tym pole do przyszłych konfliktów. Przestała gotować w 1997 roku, kiedy zaczęły się poważne choroby. Zastąpiłam ją razem ze znajomymi paniami. Nigdy nie chciała zrezygnować, pomimo szykanowania nas za ściąganie ubogich do budynku. Ja miałam wątpliwości przez te wszystkie lata. Przeszłam raka w 2001 roku, chemię, naświetlania. Nie dałam rady już gotować. Poprosiłam dobrych ludzi.

Po śmierci Teresy chciałam dać sobie spokój. Poprosiłam znajome z ruchu odnowy o rozeznanie. Powiedziały, że ze Słowa Bożego wynika, żeby nie brać ciężarów ponad siły i żebym przerwała. Ale skoro przez 30 lat Bóg nas prowadził, to jakbym teraz skończyła oznaczałoby to, że zdradzam Pana Jezusa. To Jego kuchnia, Jego dzieło. Postanowiłam kontynuować. Zdarza się, że dokładam się komuś do czynszu, płacę rachunki. Niedawno pochowałam samotną starszą panią, która mieszkała u mnie w ostatnim okresie życia.
Ja sama nie potrzebuję nic. Nie wyobrażam sobie innego życia. Przychodzą do mnie po obiady alkoholicy, psychicznie chorzy. Opowiadają mi o swoich problemach. Czasem nie daję rady słuchać. Ale ciągle wierzę.

Mieć „dobre wnętrze” to umieć zauważyć potrzeby drugiego człowieka, odpowiadać na nie i trwać z Bogiem na modlitwie, być otwartym na Jego działanie. Być dobrym, znaczy wierzyć. Ciągle.

 


Kuchnię dla ubogich prowadzoną przez panią Martę Sawicką, można wesprzeć finansowo poprzez organizowane co kwartał kwesty przy kościele oo. Dominikanów w Krakowie oraz składając ofiarę do puszki znajdującej się we wnętrzu kościoła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *