On nie zostawia nas samych

– Przeżywamy w Kościele ten wyjątkowy czas, jakim jest Światowy Dzień Ubogich. Jest on przede wszystkim po to, żeby sobie nawzajem głosić prawdę o Bogu, który ocala, który nie chce zniszczenia. A jeśli chce coś zniszczyć, to tylko to, co zabiera nam wolność, co nie pozwala nam autentycznie kochać – mówił ks. Mirosław Tosza podczas rekolekcji „Ubogi niech do mnie przyjdzie”.

Tytuł rozpoczynających się rekolekcji jest zainspirowany życiem św. Teresy od Dzieciątka Jezus, patronki Wspólnoty Betlejem. Jak zaznaczał ks. Mirosław Tosza, założyciel wspólnoty, hasło rekolekcji to odpowiedź Boga na szukanie przez świętą Teresę rady na swoje ubóstwo – Borykając się ze swoim ubóstwem, szukała drogi do świętości, szukała pomysłu jak to zrealizować. I kiedy szukała w Piśmie Świętym, znalazła właśnie to zdanie: „Ubogi, maluczki, niech do Mnie przyjdzie”. I pomyśleliśmy, że to będzie bardzo dobry temat rekolekcji – wyjaśniał.

„Przypadkowa” zmiana

Przybliżając ideę i tematykę spotkań, ksiądz Tosza przyznał, że początkowy zamysł rekolekcji uległ małej zmianie – Podczas wysyłania tematu rekolekcji wkradł się błąd. Tytułowe „do Mnie” zostało napisane małą literą. Ale dobrze się stało, ponieważ możemy spróbować w czasie rekolekcji, w czasie tych dni, zamienić role. Bo to, że my ze swoim ubóstwem powinniśmy przyjść do Chrystusa, to mniej więcej wiemy. Różnimy się tylko w poglądach jak to zrobić. Ale możemy odwrócić role i powiedzieć Ubogi Jezu, to Ty przyjdź do mnie. Myślę, że to jest bardzo piękne rozpoczęcie rekolekcji – mówił.

Zachęcał, by na samym początku, w chwili ciszy zaprosić Jezusa do swojego ubóstwa – Ubogi Jezu, przyjdź do mnie. Bezdomny Jezu przyjdź, zamieszkaj we mnie. Wprawdzie ja, tak jak Ty nie mam domu, ale ja chcę być domem dla Ciebie. Głodny Jezu, przyjdź do mnie, ja się z Tobą podzielę jedzeniem, dla nas dwóch wystarczy. Chociaż znając Ciebie, to po tym posiłku zostanie siedem koszy resztek. Spragniony Jezu, przyjdź do mnie, a dam Ci pić, przy Tobie wypływa ze mnie strumień żywej wody. Wykluczony Jezu, przyjdź do mnie, otrę Twoją zmęczoną Twarz. Nie mam władzy, żeby Cię uwolnić, nie mam pieniędzy żeby Cię wykupić, mam lichą chusteczkę, przepraszam, że pomiętą i niezbyt czystą, zetrę z Twojej twarzy pot i krew i tak okażę Ci współczucie – wzywał.

W tym kontekście, ksiądz Tosza mówił o różnicy w radykalizmie człowieka i Boga – Kiedy mówimy, że ktoś się „zradykalizował” w poglądach, chcemy powiedzieć w ten sposób, że ktoś robi się coraz bardziej bezwzględny, coraz bardziej poważny. Natomiast Pan Bóg radykalizuje się w odwrotny sposób. Im bardziej jesteśmy pyszni, tym pokorniejszy jest Bóg. Im bardziej stajemy się przewidywalni w swoim grzeszeniu, tym bardziej nieprzewidywalny staje się Bóg w swoim miłosierdziu. Tak się radykalizuje Bóg i kwintesencją tej radykalizacji Boga jest Eucharystia – wyjaśniał.

Zrealizowane marzenie

Opowiadając o Wspólnocie Betlejem ks. Tosza zaznaczał, że ważnym elementem są pielgrzymki, które zapoczątkowało marzenie jednego z członków wspólnoty. – Byliśmy na krakowskich Błoniach na pogrzebie papieża. Jeden z naszych bezdomnych patrząc na telebim z transmisją z Watykanu, powiedział: „Życie jest niesprawiedliwe. Jak papież przyjechał do Polski, to ja piłem. Mnie papież w ogóle nie obchodził. Jak ja wytrzeźwiałem, to papież umarł. Chciałbym chociaż raz pojechać na jego grób”. Z tego marzenia pojawił się konkretny pomysł i jeszcze w tym samym roku pojechaliśmy na rowerach do Watykanu z grupą bezdomnych osób – opowiadał.

Początkowo pielgrzymka miała być jednorazowym wydarzeniem, lecz jak zaznaczał, uczestnicy wyprawy po powrocie lepiej funkcjonowali, mieli więcej motywacji do życia, chęci brania za nie odpowiedzialności – I tak postanowiliśmy, że raz na jakiś czas z naszą wspólnotą będziemy wyruszać w drogę. I pielgrzymowaliśmy przez te lata na różne sposoby, dotarliśmy rowerami do Ziemi Świętej, a także szlakiem św. Pawła przez Grecję, nasi mieszkańcy szli pieszo w 2014 roku na spotkanie z Papieżem Franciszkiem do Rzymu, a w ubiegłym roku na 20-lecie naszej wspólnoty, postanowiliśmy pojechać do Lisieux, do naszej patronki św. Teresy, żeby jej podziękować – mówił. Jak opowiadał, kilka osób ze wspólnoty udało się ta, małymi traktorkami (w nawiązaniu do filmu „Prosta historia”), a druga część udała się w drogę pieszo. Wśród pielgrzymów był m.in. Marek, który podzielił się swoją historią nawrócenia – Od 20 lat jestem osobą uzależnioną od alkoholu, narkotyków. Przez to, że chciałem po prostu swoje życie przeżyć beztrosko, stałem się osobą bezdomną. Cztery lata mieszkałem na ulicy, utrzymywałem się z kradzieży, żebrania i ze zbierania złomu. Do Wspólnoty Betlejem trafiłem dwa lata temu, bez żadnej wiary, nadziei, po dwóch próbach samobójczych, zero sensu życia. Po miesiącu pobytu ksiądz zaproponował mi pielgrzymkę do Lisieux. Od razu się zgodziłem, bo przecież lepiej chodzić, niż popracować nad sobą, czy cokolwiek robić – opowiadał.

Rany, które leczą

Pierwszym momentem zatrzymania się nad własnym życiem była złość, która pojawiła się na wskutek ran na nogach jednego ze współtowarzyszy, przez co droga ulegała spowolnieniu. – Narodziła się we mnie taka złość, że przecież on musi odpaść, musi być wyeliminowany, tylko silny może wygrać i przetrwać, tak jak to w życiu robiłem cały czas. Takie chore myślenie. I doszliśmy do pewnej parafii, opatrzyliśmy mu rany i mówię – to ty sobie tu leż, a my idziemy na Mszę świętą. On się w tym momencie zerwał z łóżka. Jak patrzyłem na Mszy św. jak stoi mimo tego bólu, cierpienia na jego twarzy, on się modli i chce dalej iść. W tym momencie zadałem sobie takie pytanie – kto tu jest słaby? I doszło do mnie, że ja – mówił.

Ważnym momentem była dla niego także Msza święta, podczas której wraz z kolegą został poproszony o potrzymanie figury Matki Bożej, która trzyma w swoich ramionach Pana Jezusa zdjętego z krzyża. – Ta figura była dosyć duża i trzymałem się ran Pana Jezusa. W pewnym momencie poczułem takie ciepło w środku, ja tego nie umiem nawet opisać słowami co ja wtedy czułem. Chciało mi się strasznie płakać, a nie mogłem, przez chwilę straciłem kontakt z tą rzeczywistością, przeleciało mi całe życie przed oczami. Zrozumiałem, że to we mnie jest problem. Przecież Matka Boża nie oskarżała nikogo tak jak ja to robiłem przez całe życie. Nie chodziła do baru się upić, naćpać. Jaką Ona poniosła ofiarę, jaką miała miłość, nadzieję, prawdziwą wiarę, której mi brakowało, której ja w ogóle nie miałem. Uważam, że po raz pierwszy popatrzyłem na to wszystko sercem, nie widziałem całe życie, a zobaczyłem, nie słyszałem a usłyszałem. Od tej pory zacząłem słuchać kazań, naprawdę słuchać i przede wszystkim rozważać to słowo. Starałem się wprowadzić to w życie, chociaż jest to trudne, ale się starałem z całych sił jak mogę – mówił.

Droga po „więcej”

Na koniec swojego świadectwa Marek poprosił również o modlitwę, ponieważ ze względów finansowych postanowił podjąć się pracy za granicą. – Każdy wolny dzień, weekend, będę przyjeżdżał do księdza, będę się starał po prostu żyć w tej wspólnocie. Bardzo to było dla mnie ciężkie i bardzo bym prosił o modlitwę. To nie jest łatwe, ale wierzę, że wchodzę w nowe życie, i jeśli wchodzę z Panem Bogiem, to wszystko mi się jakoś poukłada – mówił.

W nawiązaniu do historii Marka, ksiądz Tosza zaznaczał, że każde wypowiedziane świadectwo jest po to, by uczcić Boga – Uwielbić Go za Jego miłosierdzie, za to, że On wciąż szuka tych ścieżek do nas, że nas nie zostawia samymi, że nie jest Bogiem, który znajduje jakąś radość w puszczaniu potoku na ziemię albo wypalaniu nas ogniem i siarką. To jest Bóg, który znajduje upodobanie w życiu, że nawet jeśli coś niszczy, to ze względu na większe życie, większą wolność, większą miłość. I my Pana Boga za wszystkich ubogich tego świata, którzy doświadczyli tej miłości miłosiernej Boga, chcemy dzisiaj tej Mszy podziękować – podsumował.

 

Kolejne spotkania w Bazylice Mariackiej odbędą się w sobotę podczas Mszy św. o godz. 11.00 i 18.30 oraz w niedzielę o godz. 8.00, 9.00, 10.00, 11.15, 12.00, 13.00. Rekolekcje zakończy wspólny, niedzielny posiłek o godz. 14.00 przy Namiocie Spotkań oraz koncert świętowania i uwielbienia, podczas którego wystąpią Arkadio, Zespół Sąsiedzi i Zespół Skała.

 

Zofia Świerczyńska
fot. Paulina Krzyżak

 

Słuchaj całość rekolekcji:

Czytaj całość rekolekcji: Ubogi niech do mnie przyjdzie, 17.11.2017

Jedna odpowiedź do “On nie zostawia nas samych”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *