Dar

Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” Jezus mu rzekł: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę”. On Mu odpowiedział: „Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości”. Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”.
(Mk 10, 17-30)

Co zrobić, by osiągnąć życie wieczne? Jak żyć, żeby być zbawionym? Jakich dokonywać wyborów, żeby być szczęśliwym? Te pytania bardzo często zadajemy sobie w życiu. Takie pytanie postawił dzisiaj Jezusowi pewien człowiek – to może być każdy z nas, a zamiast stwierdzenia „pewien człowiek” – moje, twoje imię.

Ten człowiek tak jak często my – myślał, że na zbawienie, szczęście, życie wieczne itd. mogę sobie zarobić. Przestrzeganie przykazań, zachowywanie postów, a jeszcze bycie po prostu dobrym człowiekiem – że to wystarczy. Z drugiej strony jest to nie lada wyzwanie, by żyć tak na serio i w 100% jak ten pewien człowiek. On wszystkiego przestrzega, nie jest wybiórczym wierzącym, tak może moglibyśmy powiedzieć – niedzielnym czy świątecznym katolikiem. On przestrzega wszystko. Wszystkim żyje na serio. I co słyszy od Jezusa? To jeszcze za mało, to nie wystarcza do zbawienia. Otrzymuje więc zadanie, by iść i sprzedać wszystko, co ma, a zarobione pieniądze oddać tym, którzy nic nie mają i nie są mu w stanie jak podziękować – nie będzie miał nawet za to cegiełki na murze ofiarodawców, nie powiedzą o nim w mediach – nikt o tym nie będzie wiedział, a może nawet to co rozda, na co pracował całe życie, pójdzie w marnotrawstwo i dopiero wtedy, gdy nic nie będzie miał, będzie miał skarb w niebie. Dopiero wtedy, gdy niczym nie będzie się mógł pochwalić, będzie najbogatszym człowiekiem na świecie. Nie mając nic i nie będąc na świeczniku z powodu bogactwa, będzie mógł prawdziwie żyć.

Jezus nie potępia bogatych, ale pokazuje, że każde dobro (popatrz – dobro!), mój dobytek, skarb itd. może mi przysłonić Boga. Tak można być też biednym i Boga nie widzieć. Można ze swojej biedoty, ubóstwa, choroby też uczynić skarb. Najbogatszym jestem wtedy, gdy widzę, że to wszystko, co mam to jest dar od Boga. Najszczęśliwszym jestem wtedy, gdy nie muszę wszystkiego mieć i nic mi się nie należy, ale przyjmuje wszystko, czym obdarowuje mnie dobry Bóg. Najwięcej mam wtedy, gdy potrafię oddać to co mam.

Jezus też nie chce mi niczego zabrać. Bóg nie jest złodziejem. Jeżeli mnie zaprasza do oddania wszystkiego, to chce mnie uczynić dopiero wtedy prawdziwie wolnym człowiekiem i wtedy obdarować darami. Ten, kto potrafi zrezygnować dla Jezusa z tego co ma, otrzyma jeszcze więcej – stokrotnie więcej. Kto zostawi grzech, ale też wszystko, co sprawia, że sam siebie ubóstwia i nie widzi (nie potrzebuje już Boga), otrzyma więcej. Kto potrafi pójść za Nim, ten dojdzie dalej i będzie miał stokroć więcej – sióstr, braci, domów. Bardzo mocno odkrywam to w swoim życiu jako redemptorysta. Mocno doświadczam tego jako ksiądz słysząc od wielu, którym towarzyszę – nasz dom jest twoim domem. To nie moja zasługa, tylko Jego dar. Trzeba tak mało, a może aż tak dużo. Dla człowieka to za trudne, ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

o. Marek Krzyżkowski CSsR
rzecznik prasowy 2. ŚDU

 


 

Cotygodniowe rozważania Ewangelii w kontekście pomocy ubogim, stanowią duchowe przygotowanie do 2. Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej. Autorami rozważań są osoby zaangażowane w pomoc osobom będącym w kryzysie bezdomności oraz w organizację obchodów 2. ŚDU.

Zmniejszyć dystans

Wówczas Jezus rzekł do nich: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg «stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem». A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela”.

Mk 10,2-12

„Kiedy przestajecie na siebie patrzeć, nie powinno wtedy być ostrzeżenia? Czy ktoś nie powinien wtedy powiedzieć »Uwaga!« ?! Bo myślisz sobie, ze mną i z nami jest w porządku, a potem się odwracacie i widzicie między sobą dystans…”. Tymi słowami Anthony Minghella zaczyna jeden ze swoich ostatnich filmów „Rozstania i powroty”, ale nie miało być o filmie. Chociaż nie trudno oprzeć się wrażeniu, że to przez owy dystans, brak porozumienia, współodczuwania ludzie tak często się ranią i krzywdzą. Dzisiejsza Ewangelia mówi wprost – mężczyzna łącząc się z kobietą tworzą jedno ciało, jednak czy jest ono na tyle silne, by przetrwać zawirowania losu?

Na początku zwykle jest euforia, emocje, wielka miłość. Jednak cała sztuka w tym, by kiedy przyjdą trudniejsze momenty, przejść razem przez tę burzę. Ale czasem tak trudno znaleźć nam chwilę, by się zatrzymać, by porozmawiać ze sobą, pobyć – nie potrzeba wcale wielkich słów. Niestety często odpuszczamy, szukamy czegoś na zewnątrz, uciekamy od szczerej rozmowy, bo tak łatwiej. Ranimy się tak bardzo wzajemnie. A czasem wystarczy tak niewiele. Zapominamy o prostych słowach „proszę”, „przepraszam”, „dziękuję”, nie wspominając już o wyznaniu uczuć. W momencie euforii, uniesienia, kryzysu, ludzie są w stanie powiedzieć sobie wszystko, ale czy to oto tak naprawdę chodzi w relacjach międzyludzkich ?

Wiele lat temu, będąc w jednej ze śląskich noclegowni, podszedł do mnie Pan Piotr i poprosił o rozmowę. Z pozoru silny, dobrze zbudowany mężczyzna, jak się okazuje doktor filozofii (o ironio), a rozkleił się przede mną jak dziecko. Opowiedział mi o swoim małżeństwie, o kryzysie, o tym, że nie wystarczyło im czasu i odwagi na szczerą rozmowę. Pojawił się alkohol, wzajemne pretensje, długi aż wreszcie – rozstanie. Odszedł do innej kobiety, która finalnie zostawiła jego. Jeszcze bardziej popadł w nałóg, stracił rodzinę, pracę, mieszkanie, przyjaciół. Zapytałam go, dlaczego nie rozmawiał z żoną? Nie walczył o te relacje? Opuścił znacząco głowę i powiedział, że nie chciał kolejnej awantury, pretensji, wolał odejść do innej, która nie pytała, nie wymagała. Jednak teraz, z perspektywy czasu, bardzo tego żałuje, nawet próbował wszystko naprawić, ale żona zmarła kilka lat temu.

Ksiądz Twardowski powiedział kiedyś „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Zwykle doceniamy kogoś lub coś gdy już to stracimy, ale czy to zawsze musi być regułą? Często relacja kobiety i mężczyzny przypomina spotkanie dwóch niewidomych, którzy udają, że widzą. Ze strachu, by nie objawić tego co czujemy, jacy jesteśmy naprawdę. Zaprzepaszczamy nieraz najważniejsze spotkanie naszego życia. A niektóre zdarzają się tylko raz.


Julia Bromberek

rzecznik prasowy 2. ŚDU


Cotygodniowe rozważania Ewangelii w kontekście pomocy ubogim, stanowią duchowe przygotowanie do 2. Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej. Autorami rozważań są osoby zaangażowane w pomoc osobom będącym w kryzysie bezdomności oraz w organizację obchodów 2. ŚDU.

Z sercem pełnym miłości

Wiemy dobrze, że Mojżesz był napełniony Duchem Pańskim. Dzisiejsze czytanie mówi nam, że Bóg wziął z jego ducha i napełnił nim siedemdziesięciu starszych Izraela. Niestety dwóch spośród starszych, Eldad i Medad, nie znajdowało się razem ze wszystkimi, kiedy to się wydarzyło. To jednak nie powstrzymało Boga. Ku zaskoczeniu wszystkich duch prorocki zstąpił również na Eldada i Medada, chociaż pozostali w obozie. Słysząc tę wiadomość, Mojżesz stwierdził: „Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego ducha!” (Lb 11,29).

Podobną historię znajdujemy w dzisiejszej Ewangelii. Jan mówi do Jezusa: „Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami”. Apostołowie surowo osądzili człowieka, który próbował wprawdzie wypełniać wolę Boga, ale nie tak jak oni by tego oczekiwali. Jednak Jezus odpowiedział: „Przestańcie zabraniać mu (…) Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami” (Mk 9, 39). W obu tych historiach Bóg działał inaczej, niż się tego spodziewali ludzie wokół Niego.

Wierzymy, że także dziś Duch Święty zstępuje na każdego ochrzczonego, który przyjmuje Jezusa przez wiarę – także na ubogich i najmniejszych sług Pana. Jak powiedział Piotr: „Dla was jest obietnica i dla dzieci waszych i dla wszystkich, którzy są daleko” (Dz 2,39). To „daleko” obejmuje także nas. Podobnie jak Mojżesz, starsi Izraela, Apostołowie i człowiek upominany przez Jana, otrzymaliśmy Ducha Świętego, który w nas zamieszkuje. My także mamy być prorokami.

Być dziś prorokiem nie znaczy wołać na pustkowiu, jak to robił Jan Chrzciciel. Nie oznacza przemawiać do królów i książąt, jak robili to Jeremiasz i Amos. Prorok to ktoś, kto niesie światu Jezusa i Jego słowa. To właśnie jest naszym zadaniem. Jezus prosi, byśmy dawali świadectwo o Jego miłosierdziu, dobroci i zbawieniu. I abyśmy robili to z sercem pełnym Jego miłości, i potrafili je okazywać tym najuboższym, którzy jako pierwsi czekają na naszą miłość.

oprac. Krystyna Sobczyk (za: Słowo wśród nas)


Cotygodniowe rozważania Ewangelii w kontekście pomocy ubogim, stanowią duchowe przygotowanie do 2. Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej. Autorami rozważań są osoby zaangażowane w pomoc osobom będącym w kryzysie bezdomności oraz w organizację obchodów 2. ŚDU.

Pro­gram dzia­ła­nia wspól­no­ty chrze­ści­jan

Jezus usiadł, przy­wo­łał Dwu­na­stu i rzekł do nich: Jeśli ktoś chce być pierw­szym, niech będzie ostat­nim ze wszyst­kich i słu­gą wszyst­kich (Mk 9,35).

Jezus od ośmiu wie­ków, w tej­że kra­kow­skiej świą­ty­ni poświę­co­nej Jego Mat­ce, przy­wo­łu­je nas — uczniów, i co poko­le­nie woła, wła­ści­wie powta­rza cier­pli­wie te wła­śnie sło­wa: jeśli ktoś chce być pierw­szym, niech będzie ostat­nim ze wszyst­kich i słu­gą wszyst­kich. To swo­isty pro­gram dzia­ła­nia wspól­no­ty chrze­ści­jan, któ­ry dla nas jest ele­men­tem zasad­ni­czym, jak­by kodem DNA, naszą toż­sa­mo­ścią. Odkry­wa­my ten kod życia wspól­ne­go w dzi­siaj usły­sza­nym Sło­wie.

Po pra­wie 100 latach od odzy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści naszej Ojczy­zny, po 100 latach od uwol­nie­nia się od obcią­żeń zabor­ców, sta­je­my z dzięk­czy­nie­niem przed Synem Bożym — Sło­wem i wie­rzy­my, że gdy­by nie ten duch służ­by i poświę­ce­nia zaszcze­pio­ny w nie­któ­rych z nas w prze­szło­ści, nie było­by naszej wol­no­ści, roz­wo­ju kul­tu­ry pol­skiej i trwa­nia pięk­na zwy­cza­jów do dzi­siaj. Pro­gram ofia­ry i służ­by, bez­in­te­re­sow­nej pra­cy, wsz­cze­pio­ny przez Ewan­ge­lię w ludzi, zadzia­łał napraw­dę i obja­wił się w dzie­le odzy­ski­wa­nia samo­rząd­no­ści Pola­ków. I to oby­wa­te­le tej zie­mi i ich odnie­sie­nie słu­żeb­ne dla naro­du sta­no­wi­ły zaczyn i pro­gram pierw­szych dni wol­no­ści. Dzię­ku­je­my dziś Bogu za nich! Za pierw­sze­go żoł­nie­rza II Rzecz­po­spo­li­tej, socja­li­stę, mar­szał­ka Józe­fa Pił­sud­skie­go, za poli­ty­ka wizjo­ne­ra naro­do­we­go Roma­na Dmow­skie­go, arty­stę-pia­ni­stę i jed­no­cze­śnie amba­sa­do­ra nie­pod­le­gło­ści Igna­ce­go Jana Pade­rew­skie­go, za przy­wód­cę III Powsta­nia Ślą­skie­go, cha­de­ka Woj­cie­cha Kor­fan­te­go, oraz ludo­wca z Mało­pol­ski, twór­cę świa­do­mo­ści patrio­tycz­nej wśród chło­pów Win­cen­te­go Wito­sa oraz za tylu innych boha­te­rów nie­pod­le­gło­ści. Ludzi z róż­nych stron. Oni nauczy­li się dobrze natu­ry wol­no­ści i służ­by. Jeśli trze­ba, byli goto­wi za wol­ność cier­pieć, ofia­ro­wać innym swój czas bez zapła­ty. Choć pew­nie róż­ni­li się poglą­da­mi, mie­li swo­je wady i grze­chy, to napro­wa­dzi­li nas na dro­gi wol­no­ści i suwe­ren­no­ści Ojczy­zny. Bo umie­li słu­żyć.

Być słu­gą. Być dla. Bez­in­te­re­sow­nie. To wiel­ki pro­gram Jezu­sa. Pro­gram dla rodzi­ny, szko­ły, uni­wer­sy­te­tu, małej wspól­no­ty, mia­sta, naro­du. Być mini­strem (łac. mini­ster zna­czy słu­ga), dia­ko­nem (co po grec­ku zna­czy słu­ga), po pro­stu być mądrym słu­gą to wiel­kie zada­nie dla matek i ojców, nauczy­cie­li, duchow­nych, arty­stów, urzęd­ni­ków, samo­rzą­dow­ców i par­la­men­ta­rzy­stów. To zada­nie dosię­ga wszyst­kich sta­nów i pro­fe­sji. Nie szu­kać swe­go, lecz słu­żyć. To jest praw­dzi­wa dro­ga i pro­gram wol­no­ści tej zie­mi, któ­ry kon­ty­nu­uje­my.

Ostat­nio wpi­sa­li się w ten pro­gram służ­by fry­zje­rzy Kra­ko­wa. Może­my być z nich dum­ni. Naj­lep­si kra­kow­scy fry­zje­rzy pomo­gli oso­bom bez­dom­nym przejść… meta­mor­fo­zę. Ofe­ro­wa­li, oczy­wi­ście za dar­mo, usłu­gę dla osób bez­dom­nych, nie mają­cych sta­łe­go dostę­pu do łaź­ni, nie będą­cych w sta­nie wystar­cza­ją­co zadbać o swój wygląd zewnętrz­ny. Przy­kry zapach, prze­tłusz­czo­ne, nie­zad­ba­ne wło­sy, nie­ogo­lo­na twarz — to wszyst­ko prze­szka­dza­ło. W ini­cja­ty­wie „Meta­mor­fo­zy” od same­go począt­ku bie­rze udział jeden z naj­bar­dziej zna­nych kra­kow­skich fry­zje­rów — Tomasz, któ­ry zabie­ra ze sobą zawsze gru­pę uczniów. Z „Meta­mor­foz”, któ­re odby­ły się we wto­rek, 18 wrze­śnia, sko­rzy­sta­ło oko­ło osiem­dzie­się­ciu osób. Pro­fe­sjo­nal­ni fry­zje­rzy zro­zu­mie­li, że Nie­pod­le­gła Pol­ska to nie mury i zasie­ki, ale dło­nie wycią­gnię­te w geście pomo­cy, służ­by i miło­ści, jed­ni ku dru­gim.

Taka posta­wa, wska­za­na rów­nież przez św. Jaku­ba w liście z dru­gie­go czy­ta­nia, peł­na miło­sier­dzia i dobrych owo­ców, wol­na od wzglę­dów ludz­kich i obłu­dy (Jk 3,17) niech sta­nie się waż­nym memen­to tej Eucha­ry­stii. Pamię­taj­my też o wiel­kiej otwar­to­ści wyni­ka­ją­cej z poję­cia Pol­ska. Uczył tego św. Jana Paweł II. Niech sło­wa naj­więk­sze­go Mało­po­la­ni­na z książ­ki „Pamięć i toż­sa­mość” wska­żą nam dro­gę na cały następ­ny czas. Pisał on tak: Histo­rycz­nie pol­skość ma za sobą bar­dzo cie­ka­wą ewo­lu­cję. Takiej ewo­lu­cji nie prze­szła praw­do­po­dob­nie żad­na inna naro­do­wość w Euro­pie. Naprzód, w okre­sie zra­sta­nia się ple­mion Polan, Wiślan i innych, to pol­skość pia­stow­ska była ele­men­tem jed­no­czą­cym: rzec by moż­na, była to pol­skość „czy­sta”. Potem przez pięć wie­ków była to pol­skość epo­ki jagiel­loń­skiej: pozwo­li­ła ona na utwo­rze­nie Rze­czy­po­spo­li­tej wie­lu naro­dów, wie­lu kul­tur, wie­lu reli­gii. Wszy­scy Pola­cy nosi­li w sobie tę reli­gij­ną i naro­do­wą róż­no­rod­ność. Sam pocho­dzę z Mało­pol­ski, z tere­nu daw­nych Wiślan, sil­nie zwią­za­nych z Kra­ko­wem. Ale nawet i tu, w Mało­pol­sce — może nawet w Kra­ko­wie bar­dziej niż gdzie­kol­wiek — czu­ło się bli­skość Wil­na, Lwo­wa i Wscho­du. Nie­zmier­nie waż­nym czyn­ni­kiem etnicz­nym w Pol­sce była tak­że obec­ność Żydów. Pamię­tam, iż co naj­mniej jed­na trze­cia moich kole­gów z kla­sy w szko­le powszech­nej w Wado­wi­cach to byli Żydzi. W gim­na­zjum było ich tro­chę mniej. Z nie­któ­ry­mi się przy­jaź­ni­łem. A to, co u nie­któ­rych z nich mnie ude­rza­ło, to był ich pol­ski patrio­tyzm. A więc pol­skość to w grun­cie rze­czy wie­lość i plu­ra­lizm, a nie cia­sno­ta i zamknię­cie.

Te sło­wa sta­wia­ją nas we wła­ści­wym hic et nunc, wła­ści­wej per­spek­ty­wie na tej Eucha­ry­stii. Bo to Pan Jezus „sie­dzi” tutaj wśród nas i naucza o służ­bie, a nie my Go naucza­my. To bez Jego Sło­wa i Ofia­ry nie będzie­my  w peł­ni chrze­ści­ja­na­mi i zdol­ny­mi do naj­więk­szej miło­ści Ojczy­zny Pola­ka­mi. On sam dał nam pro­gram służ­by dla wol­no­ści i bez­in­te­re­sow­nej ofia­ry. Pil­nuj­my tego w naszej Pol­sce! Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/
za: www.mariacki.com

Powołani do szczególnej misji

«Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich» Mk 9, 35

Jezus Zbawiciel stał się sługą i dał nam przykład. W Kościele wśród 7 sakramentów mamy dwa nazywane „służebne”, są to: małżeństwo i kapłaństwo. Osobą, która dzisiaj szczególnie pomaga nam odkryć to nasze powołanie do służby jest św. Ojciec Pio, który 50 lat temu odszedł do Pana. Święty kapłan, spowiednik, duszpasterz. W konfesjonale zaradzał największej biedzie człowieka tj. grzechom i słabościom. Tak pisał w trosce o tych biedaków i grzeszników: „Jakże bardzo podobałoby się Bogu, gdyby te biedne stworzenia opamiętały się i naprawdę wróciły do Niego!”.

Niech św. Ojciec Pio wstawia się za nami w modlitwie i przypomina o tym, że każdy z nas zgodnie ze swoim powołaniem powołany jest do służby Bogu i człowiekowi. On służył w konfesjonale, przy ołtarzu i na modlitwie osobistej w chórze zakonnym. Aby służyć trzeba samemu być blisko Pana przez regularną spowiedź i karmienie się Jego Ciałem. Prosimy Cię Duchu Święty prowadź nas na drogach naszego powołania i daj nam poznać jaka jest moja misja i służba we wspólnocie Kościoła, o której mówił Ojciec Pio: „Po Chrystusie najbardziej kocham Jego Kościół!”.

br. Grzegorz Marszałkowski OFMCap


Cotygodniowe rozważania Ewangelii w kontekście pomocy ubogim, stanowią duchowe przygotowanie do 2. Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej. Autorami rozważań są osoby zaangażowane w pomoc osobom będącym w kryzysie bezdomności oraz w organizację obchodów 2. ŚDU.

Jakie są moje pragnienia?

Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I przepełnieni zdumieniem mówili: „Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”.
(Mk 7, 31-37)

Pan Bóg nie jest głuchy na wołanie ubogiego. Widać to wyraźnie w dzisiejszych czytaniach. „On sam przychodzi by nas zbawić”. Przychodzi by pochylić się nad biedą i nędzą potrzebujących. Chce, by chory wyskoczył, niemy krzyknął, głuchy usłyszał, niewidomy zobaczył. Czy jestem w tym podobny do Boga? Czy moim pragnieniem jest pomoc tym, którzy są w potrzebie, a których Bóg postawił na mojej drodze?

Jezus bierze głuchoniemego na stronę. Nie robi teatru, nie chce się przechwalać, jak wspaniale pomaga ubogiemu. Tam, na uboczu, dotyka sedna jego biedy. Czy potrafię odejść na bok, zostawić wir swoich obowiązków, zajęć, spraw by pochylić się nad potrzebującym? A gdy już to zrobię – czy chcę, by zostało to w cichości relacji między mną a Bogiem?

Andrzej Lewek


Cotygodniowe rozważania Ewangelii w kontekście pomocy ubogim, stanowią duchowe przygotowanie do 2. Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej. Autorami rozważań są osoby zaangażowane w pomoc osobom będącym w kryzysie bezdomności oraz w organizację obchodów 2. ŚDU.

Ku szczęściu

Nasza polska pobożność ma bardzo intensywny rys Maryjny. W wielu parafiach odbywają się specjalne procesje ku czci Matki Bożej, miliony Polaków odmawia różaniec, a nasza dziejowa historia na zawsze związała się z Sanktuarium Królowej Polski na Jasnej Górze. Spośród śpiewanych pieśni najpiękniejsze są te Maryjne, a w sierpniu tysiące pątników pieszo pielgrzymuje do Częstochowy i innych sanktuariów Maryjnych.

Jednym z podstawowych wymiarów pobożności Maryjnej jest zawierzenie. O wartości i sile tego aktu uczył nas i dawał tego świadectwo Jan Paweł II. Jego zawołanie Totus Tuus stało się poniekąd wezwaniem całego narodu, a z pewnością wielu spośród nas.

Maryi jako pierwszy zawierzył nas Chrystus. To On z drzewa Krzyża wypowiedział te słowa: „Oto Syn Twój”.  Maryja troszczy się o każdego człowieka, a zwłaszcza o człowieka zagubionego, przygniecionego ciężarem ubóstwa, samotności, nałogów. Troska Maryi o człowieka wyraża się wskazywaniu tych cnót, których tak bardzo nam potrzeba. To właśnie Ona, objawiając się dzieciom w Fatimie przed stu laty, poprosiła – odmawiajcie różaniec. Modlitwa jest drogą, którą wskazuje nam Maryja.

Pomódlmy się dziś tą modlitwą za naszych Ubogich, zawierzając ich Maryi. Modlitwa otwiera nasze serca, zbliża do Boga, pomaga iść szlakiem naszej ziemskiej pielgrzymki ku szczęściu. Niech Maryja – nasza Matka, której zostaliśmy zawierzeni, prowadzi nawet po najgorszych i najtrudniejszych drogach naszego życia.

Wołajmy za papieżem – Totus Tuus!

Ks. Łukasz Michalczewski


Cotygodniowe rozważania Ewangelii w kontekście pomocy ubogim, stanowią duchowe przygotowanie do 2. Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej. Autorami rozważań są osoby zaangażowane w pomoc osobom będącym w kryzysie bezdomności oraz w organizację obchodów 2. ŚDU.

Potrzebujemy chleba

Potrzebujemy chleba. Tak, wszyscy potrzebujemy pokarmu każdego dnia, jest on niezbędny do życia. Wielu cierpi z powodu jego braku i tak wielu pragnie temu brakowi zapobiec- kuchnie i jadłodajnie przyklasztorne, przyparafialne, prowadzone przez różnego rodzaju wspólnoty czy stowarzyszenia. A z drugiej strony tyle zmarnowanej, wyrzuconej na śmieci żywności, brak szacunku dla tej okruchy chleba, którą podnosi się z ziemi dla uszanowania dla darów nieba.

Istnieje jednak poważniejszy problem dotyczący pokarmu i to nie tego, który może jedynie nakarmić nasze ciała, ale wcale nie musi stać się darem życia. Jezus mówi do tłumów idących za  Nim „Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata”. Problem polega na tym, że tak wielu powątpiewa w jego moc, często traktuje przyjmowanie go jedynie jako pobożną praktykę. Jakże inaczej wyglądałby świat bez goryczy, uniesienia, gniewu, wrzaskliwości, znieważania – wraz z wszelką złością. Jak daleko moglibyśmy zajść razem w drodze wyznaczonej nam przez Boga, gdybyśmy nade wszystko pragnęli tego pokarmu z nieba i karmili nim swoje serca wierząc Jezusowi.

Biednych i głodnych zawsze będziemy mieli wśród nas i oby nigdy nie zabrakło chętnych, by im pomóc. Trzeba zatroszczyć się o to, by nie marnowano żywności, ale niech największą troską zarówno głodnych jak i dających im pokarm, stanie się troska o ten pokarm, który daje życie na wieki, tak jakby każdy z nas posilony tym pokarmem z nieba chciał jak Jezus wydawać swoje życie za zbawienie świata.

o. Jacek Dubel


Cotygodniowe rozważania Ewangelii w kontekście pomocy ubogim, stanowią duchowe przygotowanie do 2. Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej. Autorami rozważań są osoby zaangażowane w pomoc osobom będącym w kryzysie bezdomności oraz w organizację obchodów 2. ŚDU.

Okruchy

Kiedy podczas pierwszego ŚDU rozmawiałem z głoszącym rekolekcje dla naszych ubogich i zarazem założycielem Wspólnoty Betlejem, księdzem Mirosławem, dowiedziałem się o tzw. teologii okruchów. Jezusowa synteza ewangelicznego spojrzenia na ubogich znajduje się na kartach Ewangelii. Potrzeba tylko spojrzeć na miejsca, w których mowa o okruchach.

Otóż Bóg sam bardzo kocha okruchy. Kocha tych, którzy leżą pod stołami jak Łazarz. Kocha ludzi upadłych, słabych, obcych, odrzuconych, sieroty, wykluczonych. Udowadnia to w sposób szczególny ewangeliczna scena rozmowy Zbawiciela z kobietą kananejską. Prosiła ona Jezusa o uzdrowienie córeczki. Sama nie należała do wybranych: ani nie była uczniem Chrystusa, ani nie pochodziła z Izraela. Ale jakże mocno zawierzyła.

A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: „Panie, dopomóż mi!” On jednak odparł: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom”. A ona odrzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów” (Mt 15).

Jak dobrze wiemy scena zakończyła się wielkim cudem i uzdrowieniem córki Kananejki. To wiara kobiety, jej pozytywne myślenie i zaufanie Panu sprawiły przemianę życia, wyjście z kłopotu i rozwiązanie problemu.

Nawet najmniejsze resztki, okruchy, skrawki miłości Bożej, mogą nasycić potrzebujących. Ułamek miłości Pana jest mocniejszy niż największe potrzeby ludzkie. Jeśli więc interpretując tę całą perykopę ewangeliczną uświadamiamy sobie, żeśmy szczeniętami, psiakami to nie jesteśmy w błędzie. Bo okruchy miłości Boga leczą nasze całe życie i dają nam wielką nadzieję, że naszemu ubóstwu i słabości, naszym problemom zaradzi sam Pan. „Resztki” z Jego stołu są jak największe bogactwo. Amen.

Ks. Infułat Dariusz Raś


Tekst rozpoczyna cykl cotygodniowych rozważań Ewangelii w kontekście pomocy ubogim, które stanowią duchowe przygotowanie do 2. Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej. Autorami rozważań są osoby zaangażowane w pomoc osobom będącym w kryzysie bezdomności oraz w organizację obchodów 2. ŚDU.

Może to ja jestem Bartymeuszem?

Dziś, we wspomnienie św. Brata Alberta, wczytując się w niezwykłą treść Orędzia Papieża Franciszka na 2. Światowy Dzień Ubogich, warto zadać sobie pytanie: Może dziś to ja jestem tym Bartymeuszem, który powinien zawołać: „Synu Dawida! Ulituj się, abym przejrzał, abym usłyszał, aby moje życie było dobre jak chleb!”?

Zobacz i usłysz

Wygodniej jest czasem nie widzieć, nie słyszeć, nie wiedzieć. Przecież, co się zobaczyło, tego się nie „odzobaczy”, jak mówi współczesny człowiek.

Wygodniej jest nie widzieć ubogich, nie słyszeć ubogich, nie wiedzieć gdzie są. Ubogi, biedny, inny wprowadza w nasz spokojny światek dyskomfort, bo to przecież ktoś, kto przynosi niepewność, niestabilność, dezorientację w codziennych nawykach. (por. punkt 6. Orędzia na 2. Światowy Dzień Ubogich).

Nie „odzobaczy” się raz zobaczonych poranionych nóg, z których wychodzą larwy, nie „odzobaczy się” przekrwionych, załzawionych i „jeszcze wczorajszych” oczu oraz wyciągniętej dłoni, nie „odusłyszy się” pytania osadzonej : „Gdzie był Bóg, kiedy trzymałam ten nóż, którym zabiłam? ”, nie „odusłyszy się” płaczu dziecka odbieranego matce przez służby…

Otworzyć drzwi serca i życia

Może i chciało by się być wtedy kimś takim, kto współczesnego Bartymeusza ucisza, zamyka mu usta, ustawia w odpowiedniej kolejce i powoli odbiera nadzieję. Niejednokrotnie spotykając się z ludzkimi historiami, problemami, dramatami, dotykam własnej bezradności. Bezsilność zamyka oczy, uszy, serce. Trzeba odwagi, by usłyszeć krzyk potrzebującego. Czasem ten krzyk trzeba zobaczyć, bo jest już niemy, zachrypnięty, cichutki, widać go tylko w oczach. Jak usłyszysz, to nie da się „odusłyszeć”, nie można wtedy pozwolić, by ten krzyk „upadł w próżnię”. Tylko jak zrobić „przestronne miejsce” w moim sercu, jak nie „odgrywać roli”, a prawdziwie być siostrą, bratem, przyjacielem? „Duch Święty sugeruje gesty, które są znakiem odpowiedzi i bliskości Boga”.

Iskierka, którą warto dostrzec

Jeszcze jedna myśl. Gdy usłyszysz i zobaczysz głód ubogiego, ten prawdziwy, realny brak oraz zdasz sobie sprawę, że jest w tobie coś, co ten głód może zaspokoić − również „nie odzobaczysz”. Odkrywając, że Pan piecze z twego życia chleb, jesteś wolny i możesz zgodzić się na bycie narzędziem, ale możesz powiedzieć też: „nie, dziękuję”. Bóg i tak będzie kochał, i na twój biedny krzyk odpowie. Pan jest wierny, troskliwy i zawsze „opatruje rany duszy i ciała”. Jednak nie „odzobaczy się” też iskierki nadziei i szczęścia w oczach drugiego człowieka, gdy jesteś budzącym nadzieję, mówiąc: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię!” (Mk 10, 49), „Serio, Pan słyszy twoje wołanie i jest blisko”.

Nie wiem, jak to się dzieje, że krzyk ubogiego, „który rozdziera niebiosa i dochodzi do Boga”, nie kruszy twardej skorupy naszych serc, nie przebija się przez silnie zasklepione błony uszu, nie zrywa łusek z oczu, upada w próżnię… Może dziś to ja jestem tym Bartymeuszem, który powinien zawołać: „Synu Dawida! Ulituj się, abym przejrzał, abym usłyszał, aby moje życie było dobre jak chleb!”?

s. Teresa Pawlak