Jakie są moje pragnienia?

Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I przepełnieni zdumieniem mówili: „Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”.
(Mk 7, 31-37)

Pan Bóg nie jest głuchy na wołanie ubogiego. Widać to wyraźnie w dzisiejszych czytaniach. „On sam przychodzi by nas zbawić”. Przychodzi by pochylić się nad biedą i nędzą potrzebujących. Chce, by chory wyskoczył, niemy krzyknął, głuchy usłyszał, niewidomy zobaczył. Czy jestem w tym podobny do Boga? Czy moim pragnieniem jest pomoc tym, którzy są w potrzebie, a których Bóg postawił na mojej drodze?

Jezus bierze głuchoniemego na stronę. Nie robi teatru, nie chce się przechwalać, jak wspaniale pomaga ubogiemu. Tam, na uboczu, dotyka sedna jego biedy. Czy potrafię odejść na bok, zostawić wir swoich obowiązków, zajęć, spraw by pochylić się nad potrzebującym? A gdy już to zrobię – czy chcę, by zostało to w cichości relacji między mną a Bogiem?

Andrzej Lewek

Ku szczęściu

Nasza polska pobożność ma bardzo intensywny rys Maryjny. W wielu parafiach odbywają się specjalne procesje ku czci Matki Bożej, miliony Polaków odmawia różaniec, a nasza dziejowa historia na zawsze związała się z Sanktuarium Królowej Polski na Jasnej Górze. Spośród śpiewanych pieśni najpiękniejsze są te Maryjne, a w sierpniu tysiące pątników pieszo pielgrzymuje do Częstochowy i innych sanktuariów Maryjnych.

Jednym z podstawowych wymiarów pobożności Maryjnej jest zawierzenie. O wartości i sile tego aktu uczył nas i dawał tego świadectwo Jan Paweł II. Jego zawołanie Totus Tuus stało się poniekąd wezwaniem całego narodu, a z pewnością wielu spośród nas.

Maryi jako pierwszy zawierzył nas Chrystus. To On z drzewa Krzyża wypowiedział te słowa: „Oto Syn Twój”.  Maryja troszczy się o każdego człowieka, a zwłaszcza o człowieka zagubionego, przygniecionego ciężarem ubóstwa, samotności, nałogów. Troska Maryi o człowieka wyraża się wskazywaniu tych cnót, których tak bardzo nam potrzeba. To właśnie Ona, objawiając się dzieciom w Fatimie przed stu laty, poprosiła – odmawiajcie różaniec. Modlitwa jest drogą, którą wskazuje nam Maryja.

Pomódlmy się dziś tą modlitwą za naszych Ubogich, zawierzając ich Maryi. Modlitwa otwiera nasze serca, zbliża do Boga, pomaga iść szlakiem naszej ziemskiej pielgrzymki ku szczęściu. Niech Maryja – nasza Matka, której zostaliśmy zawierzeni, prowadzi nawet po najgorszych i najtrudniejszych drogach naszego życia.

Wołajmy za papieżem – Totus Tuus!

Ks. Łukasz Michalczewski

Potrzebujemy chleba

Potrzebujemy chleba. Tak, wszyscy potrzebujemy pokarmu każdego dnia, jest on niezbędny do życia. Wielu cierpi z powodu jego braku i tak wielu pragnie temu brakowi zapobiec- kuchnie i jadłodajnie przyklasztorne, przyparafialne, prowadzone przez różnego rodzaju wspólnoty czy stowarzyszenia. A z drugiej strony tyle zmarnowanej, wyrzuconej na śmieci żywności, brak szacunku dla tej okruchy chleba, którą podnosi się z ziemi dla uszanowania dla darów nieba.

Istnieje jednak poważniejszy problem dotyczący pokarmu i to nie tego, który może jedynie nakarmić nasze ciała, ale wcale nie musi stać się darem życia. Jezus mówi do tłumów idących za  Nim „Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata”. Problem polega na tym, że tak wielu powątpiewa w jego moc, często traktuje przyjmowanie go jedynie jako pobożną praktykę. Jakże inaczej wyglądałby świat bez goryczy, uniesienia, gniewu, wrzaskliwości, znieważania – wraz z wszelką złością. Jak daleko moglibyśmy zajść razem w drodze wyznaczonej nam przez Boga, gdybyśmy nade wszystko pragnęli tego pokarmu z nieba i karmili nim swoje serca wierząc Jezusowi.

Biednych i głodnych zawsze będziemy mieli wśród nas i oby nigdy nie zabrakło chętnych, by im pomóc. Trzeba zatroszczyć się o to, by nie marnowano żywności, ale niech największą troską zarówno głodnych jak i dających im pokarm, stanie się troska o ten pokarm, który daje życie na wieki, tak jakby każdy z nas posilony tym pokarmem z nieba chciał jak Jezus wydawać swoje życie za zbawienie świata.

o. Jacek Dubel

Okruchy

Kiedy podczas pierwszego ŚDU rozmawiałem z głoszącym rekolekcje dla naszych ubogich i zarazem założycielem Wspólnoty Betlejem, księdzem Mirosławem, dowiedziałem się o tzw. teologii okruchów. Jezusowa synteza ewangelicznego spojrzenia na ubogich znajduje się na kartach Ewangelii. Potrzeba tylko spojrzeć na miejsca, w których mowa o okruchach.

Otóż Bóg sam bardzo kocha okruchy. Kocha tych, którzy leżą pod stołami jak Łazarz. Kocha ludzi upadłych, słabych, obcych, odrzuconych, sieroty, wykluczonych. Udowadnia to w sposób szczególny ewangeliczna scena rozmowy Zbawiciela z kobietą kananejską. Prosiła ona Jezusa o uzdrowienie córeczki. Sama nie należała do wybranych: ani nie była uczniem Chrystusa, ani nie pochodziła z Izraela. Ale jakże mocno zawierzyła.

A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: „Panie, dopomóż mi!” On jednak odparł: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom”. A ona odrzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów” (Mt 15).

Jak dobrze wiemy scena zakończyła się wielkim cudem i uzdrowieniem córki Kananejki. To wiara kobiety, jej pozytywne myślenie i zaufanie Panu sprawiły przemianę życia, wyjście z kłopotu i rozwiązanie problemu.

Nawet najmniejsze resztki, okruchy, skrawki miłości Bożej, mogą nasycić potrzebujących. Ułamek miłości Pana jest mocniejszy niż największe potrzeby ludzkie. Jeśli więc interpretując tę całą perykopę ewangeliczną uświadamiamy sobie, żeśmy szczeniętami, psiakami to nie jesteśmy w błędzie. Bo okruchy miłości Boga leczą nasze całe życie i dają nam wielką nadzieję, że naszemu ubóstwu i słabości, naszym problemom zaradzi sam Pan. „Resztki” z Jego stołu są jak największe bogactwo. Amen.

Ks. Infułat Dariusz Raś


Tekst rozpoczyna cykl coniedzielnych rozważań Ewangelii w kontekście pomocy ubogim i stanowi duchowe przygotowanie do Światowego Dnia Ubogich 2018.

Może to ja jestem Bartymeuszem?

Dziś, we wspomnienie św. Brata Alberta, wczytując się w niezwykłą treść Orędzia Papieża Franciszka na 2. Światowy Dzień Ubogich, warto zadać sobie pytanie: Może dziś to ja jestem tym Bartymeuszem, który powinien zawołać: „Synu Dawida! Ulituj się, abym przejrzał, abym usłyszał, aby moje życie było dobre jak chleb!”?

Zobacz i usłysz

Wygodniej jest czasem nie widzieć, nie słyszeć, nie wiedzieć. Przecież, co się zobaczyło, tego się nie „odzobaczy”, jak mówi współczesny człowiek.

Wygodniej jest nie widzieć ubogich, nie słyszeć ubogich, nie wiedzieć gdzie są. Ubogi, biedny, inny wprowadza w nasz spokojny światek dyskomfort, bo to przecież ktoś, kto przynosi niepewność, niestabilność, dezorientację w codziennych nawykach. (por. punkt 6. Orędzia na 2. Światowy Dzień Ubogich).

Nie „odzobaczy” się raz zobaczonych poranionych nóg, z których wychodzą larwy, nie „odzobaczy się” przekrwionych, załzawionych i „jeszcze wczorajszych” oczu oraz wyciągniętej dłoni, nie „odusłyszy się” pytania osadzonej : „Gdzie był Bóg, kiedy trzymałam ten nóż, którym zabiłam? ”, nie „odusłyszy się” płaczu dziecka odbieranego matce przez służby…

Otworzyć drzwi serca i życia

Może i chciało by się być wtedy kimś takim, kto współczesnego Bartymeusza ucisza, zamyka mu usta, ustawia w odpowiedniej kolejce i powoli odbiera nadzieję. Niejednokrotnie spotykając się z ludzkimi historiami, problemami, dramatami, dotykam własnej bezradności. Bezsilność zamyka oczy, uszy, serce. Trzeba odwagi, by usłyszeć krzyk potrzebującego. Czasem ten krzyk trzeba zobaczyć, bo jest już niemy, zachrypnięty, cichutki, widać go tylko w oczach. Jak usłyszysz, to nie da się „odusłyszeć”, nie można wtedy pozwolić, by ten krzyk „upadł w próżnię”. Tylko jak zrobić „przestronne miejsce” w moim sercu, jak nie „odgrywać roli”, a prawdziwie być siostrą, bratem, przyjacielem? „Duch Święty sugeruje gesty, które są znakiem odpowiedzi i bliskości Boga”.

Iskierka, którą warto dostrzec

Jeszcze jedna myśl. Gdy usłyszysz i zobaczysz głód ubogiego, ten prawdziwy, realny brak oraz zdasz sobie sprawę, że jest w tobie coś, co ten głód może zaspokoić − również „nie odzobaczysz”. Odkrywając, że Pan piecze z twego życia chleb, jesteś wolny i możesz zgodzić się na bycie narzędziem, ale możesz powiedzieć też: „nie, dziękuję”. Bóg i tak będzie kochał, i na twój biedny krzyk odpowie. Pan jest wierny, troskliwy i zawsze „opatruje rany duszy i ciała”. Jednak nie „odzobaczy się” też iskierki nadziei i szczęścia w oczach drugiego człowieka, gdy jesteś budzącym nadzieję, mówiąc: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię!” (Mk 10, 49), „Serio, Pan słyszy twoje wołanie i jest blisko”.

Nie wiem, jak to się dzieje, że krzyk ubogiego, „który rozdziera niebiosa i dochodzi do Boga”, nie kruszy twardej skorupy naszych serc, nie przebija się przez silnie zasklepione błony uszu, nie zrywa łusek z oczu, upada w próżnię… Może dziś to ja jestem tym Bartymeuszem, który powinien zawołać: „Synu Dawida! Ulituj się, abym przejrzał, abym usłyszał, aby moje życie było dobre jak chleb!”?

s. Teresa Pawlak

Gdy plan życia runął – 1. ŚDU

Ks. Staniek, wybitny homileta krakowski, kiedyś do pierwszego czytania z dzisiejszej niedzielnej liturgii z Księgi Mądrości 6 dopowiedział takie opowiadanie, historię pewnej, zapewne krakowskiej rodziny. Posłuchajcie: Rodzice pracowali na wyższych uczelniach. Wedle zasady dzieci winny przynajmniej im dorównać. Tymczasem one z trudem przechodzą z klasy do klasy. Już przy maturze córki są poważne kłopoty. Ale dziecko uczonych rodziców musi nie tylko zdać maturę, lecz i zaliczyć studia. Córka żyje widmem nauki. Mała pojemność głowy jest poszerzana na siłę. Uczy się całymi dniami. Poza nauką nie widzi świata. Nie ma dość siły potrzebnej do przeciwstawienia się rodzicom. Na trzecim roku studiów trafia do szpitala. Po kilku miesiącach wiadomo, że już nie skończy studiów, że nie założy rodziny, że będzie stałą pacjentką kliniki psychiatrycznej.

Rozmowa z załamaną matką przeraża. Ani na sekundę nie dopuszcza do świadomości prawdy, że choroba córki w dużej mierze jest jej dziełem. Ona woli mieć córkę, która w czasie studiów zapadła w chorobę, niż zdrową mającą za sobą jedynie szkołę zawodową.

Syn miał dość siły, by obserwując dramat swojej siostry powiedzieć rodzicom, że z tego, iż oni są genialnie zdolni, niestety nie wynika, że zrodzili genialne dzieci. On rezygnuje ze studiów i zostaje mechanikiem samochodowym. Awantura była wielka. Rodzice nie chcą się do niego przyznać, zrezygnowali z wprowadzania go w swe towarzystwo.

Kończy ks. Staniek pytaniem: Ileż tego typu dramatów można obserwować w życiu? Część z nich jest zawiniona przez najbliższych, część jest dziełem samych nieszczęśników, którzy zbyt wysoko, czyli ponad swoje możliwości, ustawili życiową poprzeczkę. Wielu ludzi przeceniło swoje możliwości, wielu wpatrzonych w piękny świat reklam, zostało wprowadzonych w błąd. Niektórzy zachęcani przez przyjaciół – znajomych – rodzinę zaryzykowali swoim życiem. Ulegli niezdrowym ambicjom. Życie runęło. Niektórzy wchodzą przez to samo w świat kredytów, które nigdy się nie kończą, świat życia ponad stan, hazard. W ten sposób znaleźli się na marginesie, nawet po ukończeniu najlepszych studiów. Niektórzy wpadają w wielkie uzależnienia – w świat ucieczki – pomimo wielkich talentów artystycznych. Na końcu lądują jako bezdomni, z psychiką porażoną niezaradnością. Są jak owe ewangeliczne panny bez oliwy, którym zabrakło mądrości życiowej. Zostali z niczym. Dramat.

Papież Franciszek zaproponował dla tych ludzi, ale też dla nas, na następny tydzień – Światowe Święto Ubogich – ŚDU, coś na wzór Światowego Dnia Młodych – ŚDM. Tyle, że dzieje się to święto bardziej lokalnie. Papież prosi, abyśmy zauważyli biedę wokół siebie, tę często ukrywaną, często też krzyczącą i chwytająca dramatycznie za serca. Papież chciałby pomóc tym, którym zabrakło w życiu szczęścia, którzy są dziećmi Bożymi, a którzy przez czasami zły los czy brak pomocnej dłoni w życiu zupełnie się nie powiodło. Papież prosi w imieniu Jezusa: pomóżcie naprawić ich życie.

Dlatego w naszym mieście, na Małym Rynku od wtorku stanie Namiot Spotkań, gdzie krakowianie będą mogli podzielić się adresem kogoś potrzebującego, kogoś może takiego przyprowadzą, aby wielu wolontariuszy z krakowskich organizacji dobroczynnych mogło porozmawiać, wypić razem gorącą herbatę, podprowadzić do stałej pomocy, a może kompletnej metamorfozy życia. Od dzisiaj trwa w tej intencji modlitewne Jerycho w sąsiedniej świątyni św. Barbary, od czwartku będziemy w Bazylice przeżywać rekolekcje, a w piątek i sobotę o 11:00 i 18:30. Wspólnota Betlejem z Jaworzna będzie nam otwierać oczy na pomaganie tym, którym coś w życiu nie wyszło, coś pękło.

Zapraszam Was serdecznie na to wydarzenie. Co więcej mam głębokie przeświadczenie, że zaprasza Was, krakowian, studentów na to wydarzenie sam Chrystus. Cała dzisiejsza Msza św. jest takim zaproszeniem Jezusa na te spotkania ŚDU. On uczy nas umiaru. On napełnia nasze serca podstawową miłością i mądrą życzliwością do człowieka, każdego człowieka. To On sprawia w nas Mądrość. Eucharystia to zawsze jest takie zaproszenie Jezusa, do dzielenia się. Bo kto dla Niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich (Mdr 6).

 

ks. Dariusz Raś