Pomoc nigdy nie idzie na marne

Przez dziesięć lat byłem uzależniony. Chlałem i ćpałem. Nie byłem bezdomny, ale wiem jak się czuje człowiek na marginesie życia. W niemocy, niewierze i zniewolony. Wiem jak się czuje człowiek, który nie zna Jezusa Chrystusa.

Kiedy byłem na dnie rozpaczy pierwszy raz świadomie pomodliłem się. Wyrzekłem słowa: Jezu, jeśli rzeczywiście jesteś Bogiem, pomóż mi. Po tej modlitwie w moim życiu pojawili się ludzie z nowotarskiej wspólnoty, którzy następnie przez kilka lat konsekwentnie pomagali mi stanąć na nogi. I nie tylko mnie. Mój najlepszy kolega z poprzedniego życia, narkoman, przestał ćpać nie po odwykach, a po szczerej modlitwie ludzi ze wspólnoty i dzięki ich pomocy.

Zacząłem pomagać narkomanom, alkoholikom i bezdomnym w odruchu chęci spłacenia Bogu długu miłości. On wydobył mnie z „dołu zagłady”, gdy płacząc wołałem do Niego o pomoc. Mam mocne przekonanie, że każda, nawet najdrobniejsza pomoc, wysłuchanie kogoś, zachęcenie do powierzenia swoich problemów Bogu, załatwienie odwyku, pomoc w znalezieniu pracy, lokalu dla bezdomnych, pomoc materialna, bycie z kimś w opresyjnym momencie, ma głęboki sens i nigdy nie idzie na marne.

Wiem, że walczę wtedy z siłami ciemności, które nie wypuszczają łatwo „swojej własności”. Widziałem, że bardzo często czyjaś sytuacja stawała się jeszcze gorsza i tak zwany sukces w ogóle nie przychodził. Ale jestem przekonany, że w ratowaniu sukces nie jest mierzony ludzką miarą. Często pomoc polega na tym, że w imię Boga stwarzamy szansę dla drugiego człowieka. I zawsze towarzyszy temu człowiecza wolna wola. Ostatnio czuję się nieco zmęczony, szwankuje zdrowie. Nie mam już tej wiary co dawniej. Widocznie tak też może być. Bóg daje czas i siłę, kiedy jesteśmy gotowi.

 

Robert, 60 lat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *