Spojrzenie

Jako wolontariuszka chciałabym się podzielić doświadczeniem ŚDU. Pan Bóg wyświadczył nam tak wiele łask, że nie sposób zostawić ich dla siebie.

Moje uczestnictwo w ŚDU jako wolontariuszki, zawdzięczam wyłącznie Panu Bogu. Duch Święty zapalił w mym sercu ogromne pragnienie spotkania się z osobami potrzebującymi, podzielenia się z nimi czasem, uśmiechem, dobrym słowem. Duch Święty nieustannie dotykał Bożą miłością ludzkich serc.

W zgiełku tego świata, wśród nieustannych trosk i zmartwień, tak łatwo zgubić to, co najważniejsze w naszym życiu – miłość. Dopiero podczas ŚDU, zrozumiałam, że prawdziwe szczęście daje służba bliźniemu. Dotychczas, widząc osoby biedne, zaniedbane i zepchnięte na margines społeczeństwa, odwracałam wzrok, zamykałam swe serce, czując przy tym jednocześnie smutek… Dopiero w tamtych dniach, Bóg otworzył mi oczy i pozwolił zobaczyć, jak Ci, spisani na straty przez społeczeństwo ludzie, są wewnętrznie poranieni i odrzuceni oraz jak bardzo potrzebują uczynków miłosierdzia z naszej strony.

Chciałabym opowiedzieć trzy sytuacje ze spotkania w namiocie, znajdującym się na Małym Rynku, które na długo pozostaną w mojej pamięci. Pierwsza z nich miała miejsce w punkcie informacji, gdzie od jednego z panów, dostałam autorską książeczkę o psach. Podczas rozmowy z naszym gościem, poczułam miłe zaskoczenie jego głęboką życiową mądrością, życzliwością i otwartością na drugiego człowieka. Jednocześnie słysząc, w jakiej jest sytuacji, czułam smutek i w myślach pojawiła się refleksja, że częstokroć przyczyną wszelkich ludzkich nieszczęść jest nie tyle nasz świadomy wybór, co brak wsparcia i akceptacji przez bliskie nam osoby. Godnym podziwu było to, że pomimo wielu przeciwności w życiu tego pisarza, czułam, bijące z jego serca przebaczenie, a zarazem głęboką pokorę. Drugim doświadczeniem jest modlitwa za pana Wojtka. Gdy siedział na ławce, z dala od innych, Jezus dotknął moje serce. Następnie podeszłam i modliłam się za tego człowieka. Czułam w swoim sercu, jak wielką miłością darzy go Bóg. Modląc się, w głębi serca ufałam, że ujrzę cuda, jakie Pan zdziała w życiu tego człowieka. Niezwykłym jest dla mnie to, że właśnie dziś, w ostatnim dniu listopada, po raz kolejny spotkałam pana Wojtka! Co więcej, poznał mnie i serdecznie przywitał. Widziałam jak bardzo się zmienił, z osoby obojętnej na otaczający ją świat, zrezygnowanej, stał się człowiekiem radosnym, pełnym nadziei i ufności. Trzecia sytuacja, która na zawsze zapisała się w moim sercu, to kolejne spotkanie z ubogim człowiekiem. Przyszedł do namiotu całkowicie zziębnięty, głodny, chory, zmizerowany. Razem z siostrą zakonną starałyśmy się mu pomóc. Chociaż panie z warsztatów szycia nie miały żadnej czapki na zbyciu, zaraz została uszyta nowa, a w kuchni znalazła się ciepła herbata i posiłek, dzięki czemu ten człowiek poczuł się choć odrobinę lepiej. Usiadłam naprzeciwko niego, by porozmawiać. Było mi bardzo przykro, kiedy powiedział, że już przez 20 lat się męczy, a jego rodzeństwo choć tak bogate, wcale nie interesuje się jego losem. Zaczęłam się modlić. Spojrzenie tego pana, które wcześniej wydawało się smutne, mgliste, jakby zza szklanej ściany, odmieniło się w ciągu jednej chwili. Zobaczyłam w nich łzy, prawdziwe oblicze tego człowieka, równocześnie tak wielką radość i wzruszenie. Powiedział mi, że pierwszy raz czuje się szczęśliwy… Dopiero po chwili dotarło do mnie, że Jezus naprawdę był wtedy obok nas, by dotknąć naszych serc… później poczułam miłość do tego człowieka. Przytuliłam go, bowiem brudne ubranie i jego zaniedbany wygląd nie miały już żadnego znaczenia, bo teraz liczył się już tylko człowiek. Wierzę, że przez wzrok tego ubogiego patrzył na mnie sam Chrystus. Patrzył na mnie spojrzeniem nie pełnym wyrzutu, żalu, lecz przepełnionym miłością i jakby błaganiem.

Wiem, że cuda, których doświadczyłam w czasie ŚDU nie są wyłącznie darem dla mnie. Bóg kocha nas wszystkich i chce by dzielić się Jego miłością, bo tylko wtedy będzie ona się pomnażać. Kimkolwiek jesteś, Pan Jezus poprzez spojrzenie brudnego, obdartego, zaniedbanego człowieka przemawia do Ciebie właśnie dzisiaj… ON czeka na nas w sercu tych ludzi, zziębnięty, poraniony, odrzucony. Czeka choćby na gest litości, okazanie zwykłego ludzkiego współczucia…

Dziękuję również wszystkim ludziom dobrego serca. Dziękuję w szczególności naszym dwóm Aniołom Stróżom: siostrze Teresie i bratu Gabrielowi!

Joanna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *