To był przełom

Kiedyś zawiozłem bliskiego mi i mojej rodzinie człowieka, śp. Antoniego, do szpitala na oddział leczenia uzależnień, ponieważ „złapał cug”, a w takich chwilach było mu bardzo ciężko. Gdy żył mój tata zawsze pomagał Antoniemu w trudnych chwilach. Po śmierci taty, postanowiłem, że będę kontynuować jego dzieło pomocy. Gdy dojeżdżaliśmy razem do szpitala, czułem się wspaniale, rozpierała mnie duma, że jestem taki dobry.

W rejestracji oddziału leczenia uzależnień pielęgniarka powiedziała mi bardzo ostro, że przez takich jak ja, którzy niańczą Antka, jego życie wygląda tak jak wygląda i że nie powinienem mu pomagać zanim on świadomie nie zdecyduje się na odwyk czy jakąkolwiek zmianę trybu życia. Poczułem wtedy, jakby ktoś podciął mi nogi, nie umiałem powiedzieć dlaczego to robię. Pustka, która powstała w moim sercu i uraz, którego wtedy doświadczyłem sprawiły, że na jakiś czas przestałem pomagać.

To był przełom w moim życiu. Gdy zacząłem weryfikować moją motywację, zauważyłem, że chodziło mi nie o prawdziwe dobro drugiego człowieka i bezinteresowną miłość, ale chęć bycia „fajnym”, docenianym, zauważonym. Dziś jestem przekonany, że Jezus wzywa mnie do bycia z ubogimi, alkoholikami i pomagania im bez oczekiwania na pochwały i na cokolwiek w zamian, np. na szybkie efekty działania. Przecież godność dziecka Bożego nawet tego najbardziej oddalonego, zagubionego to najważniejszy argument bycia z drugim człowiekiem. Wreszcie świadomość, że Bóg, którego znam, nigdy nie zamyka się przede ludźmi! Nigdy! Doświadczam tego kilka razy dziennie, gdy upadam w grzech. On zawsze czeka na mnie z otwartymi ramionami!

Jeśli chcę naśladować Jego miłość, powinienem pokochać drugiego człowieka pomimo jego upadków i trwać przy nim pomimo jego powrotów do niszczących nałogów.

Grzegorz, 29 lat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *