Podziel się odzieżą i obuwiem z potrzebującymi!

Nasi bezdomni bracia potrzebują zimowego obuwia i ubrań.

W związku z trwającą zimą, rośnie zapotrzebowanie na odzież i obuwie zimowe (męskie). Kierujemy prośbę o przyniesienie i podzielenie się z potrzebującymi:

* zimowymi butami;
* ciepłymi ubraniami (inne niż garnitury i koszule),
* bielizna (skarpetki, slipy, kalesony),
* kurtki (inne niż płaszcze i kożuchy).

Rzeczy można składać w Dziele Pomocy św. Ojca Pio (ul. Smoleńsk, w godz. 9.00-17.00).

W razie pytań prosimy o kontakt pod adres e-mail: pomoc@dzielopomocy.pl

Wystarczyło tylko być | świadectwo

Zapisałam się do posługi w namiocie na Małym Rynku, kilka dni przed samym wydarzeniem, z myślą, że chcę pomagać przy wydawaniu herbaty. Mogłam tam być przez dwa dni. Kiedy w środę szłam ulicą Sienną pomyślałam, że to bez sensu. Po co ja tam idę? Jeszcze będę musiała rozdawać szaliki bezdomnym na Plantach i co wtedy zrobię? Czułam się mało odważna w wychodzeniu do bezdomnych na ulicę. Ale już szłam, więc pomyślałam tylko: „Ty wiesz po co tam idę”.

Weszłam do środka i przydzielili mnie do punktu informacyjnego. Po krótkiej rozmowie okazało się, że nie jestem tam potrzebna. Świetnie dają sobie radę. Pomyślałam – dobrze, stanę pod drzwiami. I przez półtorej godziny
zapraszałam wszystkich do środka. W pewnym momencie przyszedł wolontariusz Łukasz i powiedział, że Krzyśkowi potrzebna jest pomoc przy rozdawaniu herbaty. Nie bardzo wiedziałam co i jak, ale wolontariusz Krzysiek wszystko mi wyjaśniał. Wtedy ktoś podszedł do nas o coś zapytać. Powiedziałam, że nie jestem organizatorem, ale Krzysiek jest i pewnie wie. Usłyszałam „nie jestem organizatorem”.  A kim? – zapytałam. Bezdomnym. Zamurowało mnie.

„Krzysiek przecież nie wyglądasz, jak to?” Rozmawialiśmy cały wieczór. Krzysiek od marca spał w samochodzie. Na tydzień bezdomnych przyszedł pomagać w rozdawaniu herbaty innym bezdomnym. Opowiedział mi, że najbardziej go wkurza, że ma za ciasne buty. – We wtorek mam mieć rozmowę o pracę, ale wiesz, oni zawsze pytają gdzie mieszkasz i wtedy rozmowa się kończy – opowiadał. Wychodząc z namiotu miałam jedną myśl – muszę coś zrobić. W głowie pojawiły mi się miliony scenariuszy jak pomóc Krzyśkowi. Ale Bóg miał inny plan, zrobił za mnie wszystko, ja tylko miałam się pojawić w tym miejscu i czasie.

Opowiedziałam o Krzyśku znajomemu, on zadzwonił do kolejnego. W niedzielę jechałam z informacją dla Krzyśka, że ma pracę z mieszkaniem pod Opolem. Bałam się tam jechać w niedzielę. Co będzie jak go nie zastanę? Znów pomyślałam, że skoro Bóg to zaczął to i dokończy. Krzysiek był w niedzielę w namiocie, a we wtorek jechał już do nowego domu i pracy. Rozmawiałam z nim w niedzielę i wspominaliśmy, że minął już tydzień od namiotu. Wiem, że ten
namiot był ważny i że w przyszłym roku chcę tam po prostu być.

 

Wolontariuszka

Spojrzenie | świadectwo

Jako wolontariuszka chciałabym się podzielić doświadczeniem ŚDU. Pan Bóg wyświadczył nam tak wiele łask, że nie sposób zostawić ich dla siebie.

Moje uczestnictwo w ŚDU jako wolontariuszki, zawdzięczam wyłącznie Panu Bogu. Duch Święty zapalił w mym sercu ogromne pragnienie spotkania się z osobami potrzebującymi, podzielenia się z nimi czasem, uśmiechem, dobrym słowem. Duch Święty nieustannie dotykał Bożą miłością ludzkich serc.

W zgiełku tego świata, wśród nieustannych trosk i zmartwień, tak łatwo zgubić to, co najważniejsze w naszym życiu – miłość. Dopiero podczas ŚDU, zrozumiałam, że prawdziwe szczęście daje służba bliźniemu. Dotychczas, widząc osoby biedne, zaniedbane i zepchnięte na margines społeczeństwa, odwracałam wzrok, zamykałam swe serce, czując przy tym jednocześnie smutek… Dopiero w tamtych dniach, Bóg otworzył mi oczy i pozwolił zobaczyć, jak Ci, spisani na straty przez społeczeństwo ludzie, są wewnętrznie poranieni i odrzuceni oraz jak bardzo potrzebują uczynków miłosierdzia z naszej strony.

Chciałabym opowiedzieć trzy sytuacje ze spotkania w namiocie, znajdującym się na Małym Rynku, które na długo pozostaną w mojej pamięci. Pierwsza z nich miała miejsce w punkcie informacji, gdzie od jednego z panów, dostałam autorską książeczkę o psach. Podczas rozmowy z naszym gościem, poczułam miłe zaskoczenie jego głęboką życiową mądrością, życzliwością i otwartością na drugiego człowieka. Jednocześnie słysząc, w jakiej jest sytuacji, czułam smutek i w myślach pojawiła się refleksja, że częstokroć przyczyną wszelkich ludzkich nieszczęść jest nie tyle nasz świadomy wybór, co brak wsparcia i akceptacji przez bliskie nam osoby. Godnym podziwu było to, że pomimo wielu przeciwności w życiu tego pisarza, czułam, bijące z jego serca przebaczenie, a zarazem głęboką pokorę. Drugim doświadczeniem jest modlitwa za pana Wojtka. Gdy siedział na ławce, z dala od innych, Jezus dotknął moje serce. Następnie podeszłam i modliłam się za tego człowieka. Czułam w swoim sercu, jak wielką miłością darzy go Bóg.  Modląc się, w głębi serca ufałam, że ujrzę cuda, jakie Pan zdziała w życiu tego człowieka. Niezwykłym jest dla mnie to, że właśnie dziś, w ostatnim dniu listopada, po raz kolejny spotkałam pana Wojtka! Co więcej, poznał mnie i serdecznie przywitał. Widziałam jak bardzo się zmienił, z osoby obojętnej na otaczający ją świat, zrezygnowanej, stał się człowiekiem radosnym, pełnym nadziei i ufności. Trzecia sytuacja, która na zawsze zapisała się w moim sercu, to kolejne spotkanie z ubogim człowiekiem. Przyszedł do namiotu całkowicie zziębnięty, głodny, chory, zmizerowany. Razem z siostrą zakonną starałyśmy się mu pomóc. Chociaż panie z warsztatów szycia nie miały żadnej czapki na zbyciu, zaraz została uszyta nowa, a w kuchni znalazła się ciepła herbata i posiłek, dzięki czemu ten człowiek poczuł się choć odrobinę lepiej. Usiadłam naprzeciwko niego, by porozmawiać. Było mi bardzo przykro, kiedy powiedział, że już przez 20 lat się męczy, a jego rodzeństwo choć tak bogate, wcale nie interesuje się jego losem. Zaczęłam się modlić. Spojrzenie tego pana, które wcześniej wydawało się smutne, mgliste, jakby zza szklanej ściany, odmieniło się w ciągu jednej chwili. Zobaczyłam w nich łzy, prawdziwe oblicze tego człowieka, równocześnie tak wielką radość i wzruszenie. Powiedział mi, że pierwszy raz czuje się szczęśliwy… Dopiero po chwili dotarło do mnie, że Jezus naprawdę był wtedy obok nas, by dotknąć naszych serc… później poczułam miłość do tego człowieka. Przytuliłam go, bowiem brudne ubranie i jego zaniedbany wygląd nie miały już żadnego znaczenia, bo teraz liczył się już tylko człowiek. Wierzę, że przez wzrok tego ubogiego patrzył na mnie sam Chrystus. Patrzył na mnie spojrzeniem nie pełnym wyrzutu, żalu, lecz przepełnionym miłością i jakby błaganiem.

Wiem, że cuda, których doświadczyłam w czasie ŚDU nie są wyłącznie darem dla mnie. Bóg kocha nas wszystkich i chce by dzielić się Jego miłością, bo tylko wtedy będzie ona się pomnażać. Kimkolwiek jesteś, Pan Jezus poprzez spojrzenie brudnego, obdartego, zaniedbanego człowieka przemawia do Ciebie właśnie dzisiaj… ON czeka na nas w sercu tych ludzi, zziębnięty, poraniony, odrzucony. Czeka choćby na gest litości, okazanie zwykłego ludzkiego współczucia…

Dziękuję również wszystkim ludziom dobrego serca. Dziękuję w szczególności naszym dwóm Aniołom Stróżom: siostrze Teresie i bratu Gabrielowi!

Joanna

Dziękujemy!

Pierwszy Światowy Dzień Ubogich był dla Archidiecezji Krakowskiej dużym darem spotkania i bliskości z „bratem naszego Boga” – człowiekiem bezdomnym, uzależnionym, wykluczonym. W trakcie tego tygodnia wiele osób w obliczu ubogiego zobaczyło Oblicze Chrystusa. Zrodziła się również między nami braterska wspólnota, która nie mogłaby powstać, gdyby nie obecność i hojna pomoc wielu ludzi.

Papież Franciszek w Orędziu na 1. Światowy Dzień Ubogich napisał: „Błogosławione ręce, które się otwierają, nie prosząc nic w zamian, bez jeśli, bez ale i bez być może. To są ręce, które sprawiają, że na braci spływa Boże błogosławieństwo”. Z całego serca pragniemy podziękować za wszystkie otwarte dłonie podczas organizacji Światowego Dnia Ubogich.

Podziękowania składamy Księdzu Arcybiskupowi Markowi Jędraszewskiemu, Metropolicie Krakowskiemu za modlitwę, wszelkie wsparcie, słowo skierowane w liście do wiernych Archidiecezji, przewodniczenie i wygłoszone słowo podczas mszy świętej rozpoczynającej rekolekcje „Ubogi niech do mnie przyjdzie”, obecność w Namiocie Spotkań. Dziękujemy Arcybiskupowi Grzegorzowi Rysiowi za zainicjowanie obchodów Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej oraz wsparcie modlitewne. Za obecność w Namiocie Spotkań, modlitwę, rozmowę i posługę w konfesjonale swoją wdzięczność wyrażamy również Kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi oraz Biskupowi Janowi Szkodoniowi.

Dziękujemy wolontariuszom za wielogodzinną pracę w Punkcie Informacyjnym, bufecie oraz w pełnieniu roli Gospodarza Namiotu Spotkań. W czasie tygodnia obchodów ŚDU, w pomoc włączyło się około 300 wolontariuszy. Także wiele wspólnot, organizacji, instytucji, fundacji włożyło dużo pracy i zaangażowania w organizację poszczególnych wydarzeń, by mogły one dać osobom w kryzysie to, co będzie pomocne w ich sytuacji – warsztaty, praktyczne porady, pomoc medyczną, metamorfozy, rekolekcje, wydarzenia kulturalne oraz czas na spotkania i szczere rozmowy: Alpha Polska, Arcybractwo Miłosierdzia, Arka, Caritas, Dzieło Pomocy św. Ojca Pio, Ewangelizacja na Barce, Fryzjerzy i Kosmetyczki biorący udział w metamorfozach, Fundacja „Po pierwsze CZŁOWIEK”, Fundacja Przystań, Krakowska Grupa Amnis, Medyczna, wspólnota namARKA, Mężczyźni św. Józefa, MOPS, wspólnota Sant’Egidio, Restauracja Camino, Restauracja Loża, Towarzystwo Pomocy im. Brata Alberta, Wydział Duszpasterstwa Rodzin Archidiecezji Krakowskiej, Wydział Katechetyczny Archidiecezji Krakowskiej, „Zupa na Plantach”, ŻyWa Pracownia, zgromadzenia zakonne – siostry, bracia oraz duchowni.

Jesteśmy wdzięczni wszystkim wspólnotom i osobom, które włączyły się w nieustanną modlitwę w czasie „Jerycha” w kościele św. Barbary, wstawiennikom i spowiednikom posługującym w Namiocie Spotkań, księdzu Mirosławowi Toszy i Wspólnocie Betlejem za prowadzenie rekolekcji „Ubogi niech do mnie przyjdzie”.

Dziękujemy wszystkim ofiarodawcom, sponsorom, darczyńcom, którzy wsparli finansowo organizację Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej. Z funduszy przeznaczonych na organizację ŚDU zostało nieco środków, które zostaną przeznaczone na szczytny cel związany z działalnością na rzecz ubogich, m.in. na dodruk przewodników „Gdzie zjeść, spać, umyć się” – praktycznej książeczki zawierającej spis miejsc w Krakowie, w których na co dzień udzielana jest pomoc ubogim.

Podziękowania kierujemy także do patronów medialnych: Mariacki.com, Deon.pl, Gość Niedzielny, Tygodnik Katolicki Niedziela, KAI, dominikanie.pl, TVP 3 Kraków, Radio Plus Kraków, Palloti FM, Franciszkanska3.pl oraz wszystkim mediom, dzięki którym o obchodach Światowego Dnia Ubogich i konieczności pomocy ubogim, mogło dowiedzieć się jak najwięcej osób.

Świadectwa uczestników tych Dni potwierdzają, że wielu z nich odzyskało wiarę w bezinteresowną pomoc drugiego człowieka i na nowo mogło zastanowić się nad istotą własnego lub czyjegoś ubóstwa. Pragniemy serdecznie podziękować wszystkim za obecność i każdy rodzaj wsparcia podczas Światowego Dnia Ubogich. Jesteśmy wdzięczni za osobiste świadectwo i tak szybką odpowiedź na apel Ojca Świętego Franciszka „Pomóżcie naprawić ich życie!”

 

Ks. Infułat dr Dariusz Raś
wraz z Zespołem Organizacyjnym ŚDU

Nagrania rekolekcji „Ubogi niech do mnie przyjdzie”

Rekolekcje „Ubogi niech do mnie przyjdzie” odbywające się w Bazylice Mariackiej rozpoczęły się w czwartek 16 listopada. Podczas Mszy świętej, słowo wygłosił ks. abp Marek Jędraszewski, Metropolita Krakowski. Kolejne spotkania – od piątku do niedzieli – poprowadził ks. Mirosław Tosza wraz z mieszkańcami Wspólnoty Betlejem z Jaworzna.

Spotkania były okazją do owocnego przeżycia I Światowego Dnia Ubogich, lepszego zrozumienia osób dotkniętych ubóstwem i wskazaniem praktycznych sposobów pomocy potrzebującym.

Poniżej prezentujemy nagrania rekolekcji zarejestrowane przez Radio Palloti FM.

 

16 listopada 2017, czwartek
Homilia abp Marka Jędraszewskiego:

17 listopada 2017, piątek
Homilia ks. Mirosława Toszy, świadectwo Marka

18 listopada 2017, sobota
Homilia ks. Mirosława Toszy, świadectwo Marka

19 listopada 2017, niedziela
Homilia ks. Mirosława Toszy

Człowiek jest zdolny do pięknego życia

– Człowiek jest zdolny do prostego, pięknego życia. Jest zdolny wyjść nawet z największych tarapatów, jeśli znajdzie wokół siebie nie tylko kogoś, kto chce mu dawać rzeczy, ale kogoś, kto stworzy dla niego przestrzeń, w której będzie w stanie zaoferować swoje talenty, może nawet niewielkie, innym ludziom – mówił ks. Tosza podczas ostatniego spotkania rekolekcji „Ubogi niech do mnie przyjdzie”.

Ksiądz Tosza odwołując się do obrazu z niedzielnej liturgii, wskazał na kobietę, która wie, że owoców swojej pracy nie może zatrzymać tylko dla siebie, dla swoich najbliższych, która ma pragnienie, by dzielić się z innymi – Myślę, że warto zwrócić uwagę na te wszystkie ręce kobiet, mężczyzn, wrażliwe, otwarte, hojne, o których w orędziu wspomina Papież Franciszek – mówił ks. Tosza.

Organizacje się nie uśmiechają

Ksiądz Tosza mówił, że w pomaganiu innym często pojawia się pytanie o to, dlaczego owoce naszej ciężkiej pracy, zmagań, mamy przekazywać biednym. Wyjaśniał, że o ile odpowiedź na to pytanie w kontekście biedy niezawinionej, wynikającej z choroby, kataklizmu, jest proste, to trudność pojawia się w momencie, kiedy zastanawiamy się, czy i jak należy pomagać tym, którzy są leniwi, marnują swoje życie, są wygodni, że w swojej biedzie się „ustawili” – Postawienie tego pytania jest zasadne. I Papież Franciszek też tego tematu nie unika. Ale mówi taką piękną rzecz, że tak naprawdę chodzi o to, żebyśmy się poznali. Że nie ma jakiś uniwersalnych dobrych rad. Nie ma podręcznika pomagania. Wiemy, że są osoby, zgromadzenia, stowarzyszenia wyspecjalizowane w pomocy ubogim, ale największa specjalizacja nie zastąpi spotkania. – wyjaśniał – Nie zastąpi ludzkiego uśmiechu, bo organizacje się nie uśmiechają, uśmiechają się ludzie.

Deska ratunku

Opierając się na doświadczeniu Wspólnoty Betlejem, mówił, że poznając  około 700 osób ubogich przez minione 20 lat istnienia wspólnoty, nigdy nie zobaczymy całej prawdy o człowieku, patrząc na niego tylko „z zewnątrz”. Ksiądz Tosza opowiedział historię Włodka, który mieszkał we wspólnocie 7 lat i zmarł w ubiegłym roku – Jego życie było pasmem nieszczęść. Nie założył rodziny, jego rodzice zmarli dość wcześnie, przebywał sam w rodzinnym domu, zaczął pić. Kiedy miał 21 lat pociąg ujechał mu nogę, kiedy leżał na torach. Potem przez 30 lat w jego domu była taka regularna melina. I jego najbliższą rodziną byli ci, którzy do tego domu przychodzili. I wydawało się, że z tego człowieka już nic nie będzie. I któregoś dnia ta melina spłonęła. Włodek ledwo uszedł z życiem, trafił do szpitala, potem przywieźli go do naszego domu. Pewnego dnia Włodek poprosił, żebyśmy pojechali obejrzeć dom, który spłonął. Weszliśmy do środka, on to bardzo przeżywał. W naszej wspólnocie wykonujemy ikony ze spalonego drewna, więc odbiliśmy z sufitu, podłogi trochę spalonych desek. Przed Świętami Bożego Narodzenia zrobiliśmy z nich ikony dla naszych przyjaciół. I między innymi pracował przy nich Włodek, który wiedział skąd to drewno pochodzi. I to była dla niego trudna praca, ale też widział co z tego powstało. I jakiś czas później kiedy siedzieliśmy przy posiłku powiedział: wie ksiądz co, może dobrze, że się ten dom spalił, bo gdyby się nie spalił, to bym dzisiaj nie żył, tak jak większość moich kolegów. A tak to żyję, w miarę dobrze się mam, może to dobrze– opowiadał.

Bliskość i spotkanie

Ksiądz Tosza mówił, że Włodek przez 7 lat wykonywał we wspólnocie to samo zadanie. Codziennie rano wychodził z miotłą pod dom i zamiatał ulicę. – Robił to bardzo powoli, w swoim stylu, czasem się zatrzymał, zapalił papierosa, porozmawiał z sąsiadami, znowu zamiatał – opowiadał. – Po śmierci postanowiliśmy ufundować mu pomnik jeden do jeden z brązu, żeby przypominał, że człowiek jest zdolny do prostego, pięknego życia. Jest zdolny wyjść nawet z największych tarapatów, jeśli znajdzie wokół siebie nie tylko kogoś, kto chce mu dawać rzeczy, ale kogoś, kto stworzy dla niego przestrzeń gdzie swoje talenty, może nawet niewielkie, będzie w stanie zaoferować innym. I myślę, że to jest szalenie ważne dzisiaj, żeby ten styl pomocy jaki wprowadzamy, nie był tylko rozdawnictwem – mówił.

Ksiądz Tosza zaznaczał, że Papież Franciszek w swoim orędziu podarował dwa ważne słowa: spotkanie i bliskość, które należy zastosować w pomocy ubogim. – Prośmy Ducha Świętego, by dał nam taką wrażliwość, światłe oczy, dobre ręce, odwagę, żebyśmy do ubogich mogli wyjść. Przede wszystkim do tych, którzy są w naszej rodzinie, mieszkają w jednej klatce schodowej, w mieszkaniu obok, są w szpitalu. Często ta najpoważniejsza bieda jest ukryta. Umiejmy okazać bliskość ubogim przez naszą obecność, wrażliwe serce i dobre ręce. Prosimy, aby to, co się wydarzyło w tych dniach, w tych miejscach w Krakowie, przetrwało w ludziach, umocniło nadzieję tym, którym jej brakuje – zachęcał.

 

Zofia Świerczyńska
fot. Paulina Krzyżak

Słuchaj nagrania (palloti.fm):

 

Czytaj pozostałe relacje z rekolekcji:
Czwartek, 16 listopada
Piątek, 17 listopada
Sobota, 18 listopada 

O drugiego trzeba walczyć

– Trzeba prosić o wytrwanie w modlitwie, byśmy umieli walczyć jedni o drugich, w takim prostym, codziennym życiu – mówił ks. Mirosław Tosza podczas kolejnego, sobotniego spotkania w ramach rekolekcji „Ubogi niech do mnie przyjdzie”.

Podczas rekolekcji, ksiądz Tosza mówił, że korzeniem każdego działania musi być modlitwa – Próbować dzieło, działanie oddzielić od modlitwy, to tak jak próbować odciąć drzewo od korzeni i oczekiwać, że ono wyda owoce – wyjaśniał.

Przyjmij Boży styl

Jako przykład połączenia modlitwy i działania, podał postać św. Matki Teresy z Kalkuty oraz św. Brata Alberta, którzy każdy swój miłosierny czyn, otwarcie na ubogich, bardzo głęboko zakorzeniali w modlitwie. – Matka Teresa powie jeden z jej słynniejszych tekstów: Owocem ciszy jest modlitwa. Owocem modlitwy jest wiara. Owocem wiary jest miłość, owocem miłości jest służba, owocem służby jest pokój. To jest wyliczanka Matki Teresy. Ale początek bierze się z ciszy, w której się rodzi modlitwa. To jest to najważniejszy czyn chrześcijańskiego miłosierdzia – wyjaśniał. Podkreślał, że także Papież Franciszek wzywał, by podjąć „Boży styl działania” – Papież mówi o tym, że być chrześcijaninem, to przyjąć Boży styl działania za własny. Mówi, że to jest niemożliwe bez medytacji Jego słowa, bez ciszy, bez modlitwy. On nie mówi, że to jest trudne. Papież mówi, że to jest niemożliwe – tłumaczył.

To jest Jego dzieło

Ksiądz Tosza dzielił się praktycznym zastosowaniem łączenia modlitwy z działaniem we wspólnocie Betlejem. Opowiadał, że w istniejącej od 20 lat wspólnocie, w której obecnie mieszka 20 osób bezdomnych, tym co spaja wspólnotę i jest największym źródłem jej siły, jest czas spędzony przed Najświętszym Sakramentem. Wspólnota rozpoczyna każdy dzień modlitwą, w czwartek odbywa się wystawienie Najświętszego Sakramentu, podczas którego chętni mieszkańcy domu co pół godziny zmieniają się na  cichej adoracji. We wtorki praktykują modlitwę medytacji chrześcijańskiej, modląc się przez 20 minut w ciszy – Jesteśmy przekonani, że to jest ten decydujący czas. To jest ten czas, kiedy nasze życie, rozterki, pytania, próbujemy zakorzenić w sercu Boga – mówił. Ks. Mirosław zaznaczał, że kiedy ktoś pyta o największy sukces wspólnoty w minionych latach, odpowiada, że jest nim doświadczenie, że wspólnota dziełem Boga. – To On swoimi sposobami, kanałami podtrzymuje ten lud, to miejsce – mówił.

Ochrona od przestępstwa

Modlitwa jest ważna dla wszystkich mieszkańców wspólnoty. Swoim świadectwem podzielił się Marek, który przechodząc ciężkie dzieciństwo, uzależnienie, trafił do aresztu, gdzie przeżył nawrócenie – Mam ADHD, bardzo trudno mi się skupić i usiedzieć w miejscu. Któregoś dnia przyszedł kapelan z tamtejszej kaplicy więziennej i powiedział do wychowawcy, czy nie miałby jednego osadzonego, który mógłby się zajmować kaplicą przed Mszą, posprzątać, przygotować ołtarz. I on mówi, że ma takiego jednego, który nie może wysiedzieć i zaproponował mnie. Po kilku tygodniach zostałem ministrantem. Wtedy były też nauki przed bierzmowaniem, tam właśnie przyjąłem sakrament bierzmowania – opowiadał.  Jak mówił, po wyjściu z aresztu nie chciał wrócić do swojego nałogu, dlatego udał się do sióstr Klarysek i podjął pracę w Warszawie. Równocześnie uczęszczał na terapię, gdzie opowiedziano mu o Wspólnocie Betlejem – Przyjechałem tam na jeden dzień, porozmawiałem z księdzem i powiedział, że po skończonej terapii mogę przyjechać. I tak po terapiach, przyjechałem i mieszkam tam do dnia dzisiejszego. Cieszę się bardzo, bo w domu naprawdę bardzo wiele przeżyłem, dostałem wiele łask od księdza, osób, które również tam mieszkają i osób, które do nas przychodzą na Mszę, Adorację, medytację – mówił. Podkreślał, że modlitwa jest dla niego pomocą do tego, by nie wrócić na drogę przestępstwa – Bym nigdy nie musiał się męczyć, płakać, tak jak to bywało. Wtedy prosiłem Boga, żeby mi pomógł. Dzisiaj tym świadectwem, pragnę podziękować za swoje nawrócenie Panu Bogu i wszystkim ludziom dobrej woli – mówił.

Moment „przebłysku”

Po świadectwie Marka, ksiądz Tosza zdradził, iż od kiedy zamieszkał w ich domu, zauważył, że codziennie, nie zważając na pogodę, Marek wychodzi przed dom, chodząc przez pół godziny chodzi tam i z powrotem. – Na początku myślałem, że to jest to ADHD o którym wspomniał, ale potem się trochę zaniepokoiłem, bo wiedziałem że Marek wyszedł z więzienia. I pewnego dnia, zapytałem go czy nie ma żadnych zobowiązań, czy go ktoś nie szantażuje, nie próbuje czegoś na nim wymóc i Marek wtedy powiedział: „nie, nie to my z siostrami odmawiamy różaniec.” I ja pytam: „z jakimi siostrami?” On odpowiedział, że z klauzurowymi, Klaryskami. Pytam: „jak to odmawiacie różaniec?” Marek odpowiada, że jedna z sióstr klauzurowych każdy wieczór dzwoni przez telefon, mają darmowe minuty i odmawiają razem różaniec. I tak jest codziennie, bez względu na to, jaka jest pogoda. Wieczorem Marek chodzi przed naszym domem, łączy się przez telefon z siostrami klaryskami, które mieszkają niedaleko Niepokalanowa i się modlą – opowiadał. Ksiądz Tosza przyznał, że był to moment wielkiego poruszenia i „przebłysku” – To jest taki moment, kiedy człowiek odkrywa, że naprawdę nie o wszystkim decydujemy, że możemy odnieść takie wrażenie, że ten najważniejszy czyn, to jest ten nasz czyn. Ale być może żyjemy, rozwijamy się, mamy siłę wytrwać i robić coś dla innych właśnie dlatego, że ktoś podejmuje ten podstawowy czyn jakim jest modlitwa, ten trud modlitwy – mówił.

Aż do końca

Powołując się na słowa pierwszego czytania mówił, że Bóg daje rozwiązanie nawet w sytuacji, gdy wydaje się, że nie ma drogi ucieczki – To jest sytuacja bardzo wielu ludzi ubogich, którzy są pomiędzy Morzem Czerwonym a wojskiem Faraona, tak po ludzku są w sytuacji bez wyjścia. Jak jesteśmy szczerzy wobec siebie, wobec ubogich, to często odkrywamy, że nie wiemy co zrobić, czasem sytuacje są tak straszliwie poplątane, pogmatwane i nie mamy pomysłu, jak z nich wybrnąć. Ale znamy Kogoś, Kto ma pomysł. Znamy Kogoś, Kto potrafi otworzyć Morze Czerwone – mówił. Ksiądz Tosza zaznaczał, że nawet jeśli po ludzku nie widzimy wyjścia, to nie jest powód, żeby rezygnować, opuszczać ręce czy składać broń. – Nawet jak wszyscy dookoła mówią „za późno”, „nic się nie da zrobić”, „nie żyje”, „już po nim”, żeby się nie dać takiemu słowu uwieść. Żebyśmy byli wierni słowu obietnicy, które mówi: „zapewniam cię, że nie zginiesz, będę walczył o ciebie do końca.” Dzisiaj za tych wszystkich ludzi na świecie, którzy są znakiem walczącego o nas Chrystusa, za tych wszystkich, którzy walczą o ubogich, nie dla picu, nie pod publikę, nie od czasu do czasu, ale tak z krwi i kości, na serio i do końca, za tych wszystkich świadków miłosierdzia, z całego serca Panu Bogu podziękujmy. Też poprośmy dla nas o wytrwałość w modlitwie, żebyśmy przede wszystkim wytrwali w modlitwie i byśmy jedni o drugich w takim prostym, codziennym życiu umieli walczyć. W czasie tego światowego tygodnia modlitwy i bycia z biednymi, ale też wtedy, kiedy namiot zostanie zwinięty i uroczyście ogłosimy jego zakończenie – wzywał.

Kolejne nauki rekolekcyjne prowadzone przez ks. Toszę i Wspólnotę Betlejem odbędą się w niedzielę o godz. 8.00, 9.00, 10.00, 11.15, 12.00, 13.00. Rekolekcje zakończy wspólny, niedzielny posiłek o godz. 14.00 przy Namiocie Spotkań oraz koncert świętowania i uwielbienia, podczas którego wystąpią Arkadio, Zespół Sąsiedzi i Zespół Skała. Po Mszach świętych w kaplicy św. Antoniego (wejście od Rynku, kaplica po lewej) istnieje możliwość nabycia rękodzieła wykonanego przez mieszkańców wspólnoty Betlejem i tym samym wsparcia działalności domu.

 

Zofia Świerczyńska

Czytaj całość rekolekcji: Ubogi niech do mnie przyjdzie, 18.11.2017

On nie zostawia nas samych

– Przeżywamy w Kościele ten wyjątkowy czas, jakim jest Światowy Dzień Ubogich. Jest on przede wszystkim po to, żeby sobie nawzajem głosić prawdę o Bogu, który ocala, który nie chce zniszczenia. A jeśli chce coś zniszczyć, to tylko to, co zabiera nam wolność, co nie pozwala nam autentycznie kochać – mówił ks. Mirosław Tosza podczas rekolekcji „Ubogi niech do mnie przyjdzie”.

Tytuł rozpoczynających się rekolekcji jest zainspirowany życiem św. Teresy od Dzieciątka Jezus, patronki Wspólnoty Betlejem. Jak zaznaczał ks. Mirosław Tosza, założyciel wspólnoty, hasło rekolekcji to odpowiedź Boga na szukanie przez świętą Teresę rady na swoje ubóstwo – Borykając się ze swoim ubóstwem, szukała drogi do świętości, szukała pomysłu jak to zrealizować. I kiedy szukała w Piśmie Świętym, znalazła właśnie to zdanie: „Ubogi, maluczki, niech do Mnie przyjdzie”. I pomyśleliśmy, że to będzie bardzo dobry temat rekolekcji – wyjaśniał.

„Przypadkowa” zmiana

Przybliżając ideę i tematykę spotkań, ksiądz Tosza przyznał, że początkowy zamysł rekolekcji uległ małej zmianie – Podczas wysyłania tematu rekolekcji wkradł się błąd. Tytułowe „do Mnie” zostało napisane małą literą. Ale dobrze się stało, ponieważ możemy spróbować w czasie rekolekcji, w czasie tych dni, zamienić role. Bo to, że my ze swoim ubóstwem powinniśmy przyjść do Chrystusa, to mniej więcej wiemy. Różnimy się tylko w poglądach jak to zrobić. Ale możemy odwrócić role i powiedzieć Ubogi Jezu, to Ty przyjdź do mnie. Myślę, że to jest bardzo piękne rozpoczęcie rekolekcji – mówił.

Zachęcał, by na samym początku, w chwili ciszy zaprosić Jezusa do swojego ubóstwa – Ubogi Jezu, przyjdź do mnie. Bezdomny Jezu przyjdź, zamieszkaj we mnie. Wprawdzie ja, tak jak Ty nie mam domu, ale ja chcę być domem dla Ciebie. Głodny Jezu, przyjdź do mnie, ja się z Tobą podzielę jedzeniem, dla nas dwóch wystarczy. Chociaż znając Ciebie, to po tym posiłku zostanie siedem koszy resztek. Spragniony Jezu, przyjdź do mnie, a dam Ci pić, przy Tobie wypływa ze mnie strumień żywej wody. Wykluczony Jezu, przyjdź do mnie, otrę Twoją zmęczoną Twarz. Nie mam władzy, żeby Cię uwolnić, nie mam pieniędzy żeby Cię wykupić, mam lichą chusteczkę, przepraszam, że pomiętą i niezbyt czystą, zetrę z Twojej twarzy pot i krew i tak okażę Ci współczucie – wzywał.

W tym kontekście, ksiądz Tosza mówił o różnicy w radykalizmie człowieka i Boga – Kiedy mówimy, że ktoś się „zradykalizował” w poglądach, chcemy powiedzieć w ten sposób, że ktoś robi się coraz bardziej bezwzględny, coraz bardziej poważny. Natomiast Pan Bóg radykalizuje się w odwrotny sposób. Im bardziej jesteśmy pyszni, tym pokorniejszy jest Bóg. Im bardziej stajemy się przewidywalni w swoim grzeszeniu, tym bardziej nieprzewidywalny staje się Bóg w swoim miłosierdziu. Tak się radykalizuje Bóg i kwintesencją tej radykalizacji Boga jest Eucharystia – wyjaśniał.

Zrealizowane marzenie

Opowiadając o Wspólnocie Betlejem ks. Tosza zaznaczał, że ważnym elementem są pielgrzymki, które zapoczątkowało marzenie jednego z członków wspólnoty. – Byliśmy na krakowskich Błoniach na pogrzebie papieża. Jeden z naszych bezdomnych patrząc na telebim z transmisją z Watykanu, powiedział: „Życie jest niesprawiedliwe. Jak papież przyjechał do Polski, to ja piłem. Mnie papież w ogóle nie obchodził. Jak ja wytrzeźwiałem, to papież umarł. Chciałbym chociaż raz pojechać na jego grób”. Z tego marzenia pojawił się konkretny pomysł i jeszcze w tym samym roku pojechaliśmy na rowerach do Watykanu z grupą bezdomnych osób – opowiadał.

Początkowo pielgrzymka miała być jednorazowym wydarzeniem, lecz jak zaznaczał, uczestnicy wyprawy po powrocie lepiej funkcjonowali, mieli więcej motywacji do życia, chęci brania za nie odpowiedzialności – I tak postanowiliśmy, że raz na jakiś czas z naszą wspólnotą będziemy wyruszać w drogę. I pielgrzymowaliśmy przez te lata na różne sposoby, dotarliśmy rowerami do Ziemi Świętej, a także szlakiem św. Pawła przez Grecję, nasi mieszkańcy szli pieszo w 2014 roku na spotkanie z Papieżem Franciszkiem do Rzymu, a w ubiegłym roku na 20-lecie naszej wspólnoty, postanowiliśmy pojechać do Lisieux, do naszej patronki św. Teresy, żeby jej podziękować – mówił. Jak opowiadał, kilka osób ze wspólnoty udało się ta, małymi traktorkami (w nawiązaniu do filmu „Prosta historia”), a druga część udała się w drogę pieszo. Wśród pielgrzymów był m.in. Marek, który podzielił się swoją historią nawrócenia – Od 20 lat jestem osobą uzależnioną od alkoholu, narkotyków. Przez to, że chciałem po prostu swoje życie przeżyć beztrosko, stałem się osobą bezdomną. Cztery lata mieszkałem na ulicy, utrzymywałem się z kradzieży, żebrania i ze zbierania złomu. Do Wspólnoty Betlejem trafiłem dwa lata temu, bez żadnej wiary, nadziei, po dwóch próbach samobójczych, zero sensu życia. Po miesiącu pobytu ksiądz zaproponował mi pielgrzymkę do Lisieux. Od razu się zgodziłem, bo przecież lepiej chodzić, niż popracować nad sobą, czy cokolwiek robić – opowiadał.

Rany, które leczą

Pierwszym momentem zatrzymania się nad własnym życiem była złość, która pojawiła się na wskutek ran na nogach jednego ze współtowarzyszy, przez co droga ulegała spowolnieniu. – Narodziła się we mnie taka złość, że przecież on musi odpaść, musi być wyeliminowany, tylko silny może wygrać i przetrwać, tak jak to w życiu robiłem cały czas. Takie chore myślenie. I doszliśmy do pewnej parafii, opatrzyliśmy mu rany i mówię – to ty sobie tu leż, a my idziemy na Mszę świętą. On się w tym momencie zerwał z łóżka. Jak patrzyłem na Mszy św.  jak stoi mimo tego bólu, cierpienia na jego twarzy, on się modli i chce dalej iść. W tym momencie zadałem sobie takie pytanie – kto tu jest słaby? I doszło do mnie, że ja – mówił.

Ważnym momentem była dla niego także Msza święta, podczas której wraz z kolegą został poproszony o potrzymanie figury Matki Bożej, która trzyma w swoich ramionach Pana Jezusa zdjętego z krzyża. – Ta figura była dosyć duża i trzymałem się ran Pana Jezusa. W pewnym momencie poczułem takie ciepło w środku, ja tego nie umiem nawet opisać słowami co ja wtedy czułem. Chciało mi się strasznie płakać, a nie mogłem, przez chwilę straciłem kontakt z tą rzeczywistością, przeleciało mi całe życie przed oczami. Zrozumiałem, że to we mnie jest problem. Przecież Matka Boża nie oskarżała nikogo tak jak ja to robiłem przez całe życie. Nie chodziła do baru się upić, naćpać. Jaką Ona poniosła ofiarę, jaką miała miłość, nadzieję, prawdziwą wiarę, której mi brakowało, której ja w ogóle nie miałem. Uważam, że po raz pierwszy popatrzyłem na to wszystko sercem, nie widziałem całe życie, a zobaczyłem, nie słyszałem a usłyszałem. Od tej pory zacząłem słuchać kazań, naprawdę słuchać i przede wszystkim rozważać to słowo. Starałem się wprowadzić to w życie, chociaż jest to trudne, ale się starałem z całych sił jak mogę – mówił.

Droga po „więcej”

Na koniec swojego świadectwa Marek poprosił również o modlitwę, ponieważ ze względów finansowych postanowił podjąć się pracy za granicą. – Każdy wolny dzień, weekend, będę przyjeżdżał do księdza, będę się starał po prostu żyć w tej wspólnocie. Bardzo to było dla mnie ciężkie i bardzo bym prosił o modlitwę. To nie jest łatwe, ale wierzę, że wchodzę w nowe życie, i jeśli wchodzę z Panem Bogiem, to wszystko mi się jakoś poukłada – mówił.

W nawiązaniu do historii Marka, ksiądz Tosza zaznaczał, że każde wypowiedziane świadectwo jest po to, by uczcić Boga – Uwielbić Go za Jego miłosierdzie, za to, że On wciąż szuka tych ścieżek do nas, że nas nie zostawia samymi, że nie jest Bogiem, który znajduje jakąś radość w puszczaniu potoku na ziemię albo wypalaniu nas ogniem i siarką. To jest Bóg, który znajduje upodobanie w życiu, że nawet jeśli coś niszczy, to ze względu na większe życie, większą wolność, większą miłość. I my Pana Boga za wszystkich ubogich tego świata, którzy doświadczyli tej miłości miłosiernej Boga, chcemy dzisiaj tej Mszy podziękować – podsumował.

 

Kolejne spotkania w Bazylice Mariackiej odbędą się w sobotę podczas Mszy św. o godz. 11.00 i 18.30 oraz w niedzielę o godz. 8.00, 9.00, 10.00, 11.15, 12.00, 13.00. Rekolekcje zakończy wspólny, niedzielny posiłek o godz. 14.00 przy Namiocie Spotkań oraz koncert świętowania i uwielbienia, podczas którego wystąpią Arkadio, Zespół Sąsiedzi i Zespół Skała.

 

Zofia Świerczyńska
fot. Paulina Krzyżak

 

Słuchaj całość rekolekcji:

Czytaj całość rekolekcji: Ubogi niech do mnie przyjdzie, 17.11.2017

Dobroć jest najważniejszą miarą człowieczeństwa


– Dobroć, którą zawsze, w każdej sytuacji możemy okazać drugiemu człowiekowi, jest najważniejszą miarą naszego człowieczeństwa – mówił abp Marek Jędraszewski, Metropolita Krakowski podczas Mszy św. rozpoczynającej rekolekcje „Ubogi niech do mnie przyjdzie” odbywających się w ramach obchodów Światowego Dnia Ubogich w Archidiecezji Krakowskiej.

Podczas wygłoszonej homilii arcybiskup mówił, że tak jak dwa tysiące lat temu Żydom trudno było przyjąć ubogiego Jezusa za Bożego Syna, tak samo teraz trudno przyjąć ludziom Chrystusa jawiącego się w ubogim człowieku. Zaznaczał, że jest to prawdziwe wyzwanie dla ludzi żyjących w dobrobycie, którzy ulegając współczesnej kulturze egoizmu i przyjemności, mają stanąć przed obliczem ubogiego i zrozumieć, że jest on prawdziwie „u Boga” – To on jest tym, który wzywa, by pokazać swoje prawdziwe oblicze, przełamać skorupę egoizmu, wyciągnąć rękę prawdziwie braterską a nie kogoś, kto z wysokości swojego bogactwa rzuca jakiś pieniążek uważając, że w ten sposób zadośćuczyni wezwaniu o pomoc – mówił arcybiskup.

Zaznaczał, że drogą do odkrycia Chrystusa w człowieku ubogim jest posiadanie Ducha Mądrości – Boży Duch chce trafić do ludzkiego serca, by je przemienić, by stało się mądre, to znaczy okazujące wszystkim innym braciom prawdziwą dobroć – wyjaśniał. Podkreślał także, że to nie przemoc, siła militarna, czy środki przymusu są środkami do tego, by okazać władanie nad światem. Tłumaczył, że to właśnie moc dobroci przemienia świat i pozwala zrozumieć co oznacza kochać bliźniego jak siebie samego. Powołując się na słowa św. Jana podkreślał, że sprawdzianem naszej miłości wobec niewidzialnego Boga, jest miłość okazana temu, którego się widzi. – I wtedy rzeczywiście możemy powiedzieć – widzieliśmy, dotykaliśmy, słyszeliśmy obecność Chrystusa, który mówi przez drugiego człowieka, domagając się od nas, aby nasze serca biły w rytm Bożej Miłości, by przestały być z kamienia, by były żywe – mówił.

Metropolita odwołał się także do słów Ojca Świętego z Orędzia na I Światowy Dzień Ubogich, przypominając, że jeśli chcemy skutecznie przemieniać historię i przez to przyczyniać się do prawdziwego rozwoju, to konieczne jest, aby wsłuchiwać się w wołanie ubogich i podnosić ich z marginesu – Chodzi o to, żeby stan swoich potrzeb, trudności, ubóstwa, umieć przeżywać w sposób godny człowieka, właśnie w duchu ubóstwa ewangelicznego, którego wprawdzie świat nie rozumie i częstokroć z niego szydzi, ale które jest w jakiejś mierze miarą naszego człowieczeństwa – wyjaśniał metropolita.

Podkreślał, że to nie stan posiadania decyduje o godności i wartości człowieka, ale dobroć – Dobroć nie jest zarezerwowana dla bogatych i dla tych, którzy czasem od niechcenia rzucą monetę ubogiemu. Dobroć jest na wyciągniecie ręki wszystkich, a codzienne doświadczenie uczy nas, że właśnie ludzie biedni najbardziej rozumieją innych biednych i potrafią okazać przejmującą niekiedy solidarność, współczucie i dobroć – mówił – Samo ubóstwo nie decyduje o tym, kim naprawdę jesteśmy. Najważniejsze jest to, żeby zrozumieć, iż dobroć którą zawsze, w każdej sytuacji możemy okazać drugiemu człowiekowi jest najważniejszą miarą naszego człowieczeństwa – wyjaśniał metropolita.

Po Mszy świętej, arcybiskup udał się do Namiotu Spotkań na Małym Rynku, gdzie rozmawiał i błogosławił ubogim oraz posługującym w namiocie wolontariuszom.

Rekolekcje „Ubogi niech do mnie przyjdzie” to propozycja spotkań zarówno dla ubogich jak i  wszystkich mieszkańców archidiecezji. Rekolekcje są okazją do lepszego zrozumienia tematu ubóstwa oraz nauką budowania relacji z ubogimi. Spotkania rekolekcyjne poprowadzi ksiądz Mirosław Tosza wraz ze Wspólnotą Betlejem z Jaworzna. Kolejne spotkania w Bazylice Mariackiej odbędą się w piątek i sobotę podczas Mszy św. o godz. 11.00 i 18.30 oraz w niedzielę o godz. 8.00, 9.00, 10.00, 11.15, 12.00, 13.00. Rekolekcje zakończy wspólny, niedzielny posiłek o godz. 14.00 przy Namiocie Spotkań oraz koncert świętowania i uwielbienia, podczas którego wystąpią Arkadio, Zespół Sąsiedzi i Zespół Skała.

 

Zofia Świerczyńska
fot. Paulina Krzyżak

Zobacz galerię zdjęć